Freak Nation (38)

38.

Następnego popołudnia zatrzymuję maszynę Biggsa przed Jam Pony. Nie powiem, by był szczęśliwy, oddając mi swoją dziecinkę na kilka godzin, ale z wstawiennictwem Cece udało mi się ją wytargować. Miałam zbyt dużo spraw do załatwienia. Dopóty White i jego ludzie nie ściągną do miasta zastępczych kamer termicznych, ulice są „względnie” bezpieczne. Mam ochotę świętować moją tymczasową wolność, ale zanim to zrobię, muszę usunąć ostatni ślad, pozostawiony w policyjnym magazynie na skutek błędu 613.

Przypuszczając szturm byliśmy oczywiście zamaskowani. Ale ta przeklęta kamera, która złapała mnie i Aleca, przesyłała obraz prosto do centrali. Ci idioci znają teraz kolor moich włosów. Ba, nie tylko włosów, znają moją fryzurę. Praktyczny warkocz musi niestety odejść do lamusa. Cody poradził mi, bym je zupełnie obcięła i przefarbowała. Lecz zbyt dobrze pamiętam, jak Alec rozczesywał moje włosy, jak jego ciepła dłoń zanurzała się w nich… więc to obcięcie to ostatnie, na co mam ochotę.

Poprzedniego wieczoru Alec usunął mój kod kreskowy. Bolało. Ale w porównaniu z moimi koszmarami, to było jak spacer po zielonej trawce. Nie narzekam. Tym bardziej, że nie musiałam akurat opuszczać Terminal City. Kilkoro X5 dogadało się i zwinęli laser z salonu tatuażu. Jesteśmy bardzo praktycznym i zorganizowanym gatunkiem. Cieszę się. Przynajmniej nikt mi tutaj nie powie, że jakakolwiek forma zorganizowania jest chora. Maria zawsze była chora, kiedy robiłam jakieś listy, plany… mimo wszystko tęsknię za nią, nawet za jej złością na mnie. Dziwne.

Biggs kursuje dzisiaj na rowerze. Haha, po tym, jak Cece stwierdziła z diabelskim uśmieszkiem na twarzy, że przyda mu się trochę treningu, przestał jęczeć o wadach posiadania siostry i oddał mi kluczyki. Świerzbiły mnie palce, by od razu pojechać do miasta i trochę poszaleć, ale rozsądek zwyciężył. Jak zawsze. Cody mógł mnie nauczyć jeździć, walczyć i rozpoznawać z daleka kamery termiczne, ale nie mógłby mi powiedzieć, co się złego ze mną dzieje. Więc wolę być ostrożna. Leki łykam co do minuty, a w lodówce w końcu wylądowało trochę zdrowszej żywności. Być może to tylko przejściowe, reakcja organizmu na stres i przeciążenia.

Kogo ja oszukuję?

Dzieje się coś naprawdę złego. Jak koszmar ze snów mógł przeniknąć do mojego umysłu na jawie? Jak? To niemożłiwe! W dodatku przejął zupełnie kontrolę nade mną. Boję się.

Załatwiłam praktycznie wszystko z mojej listy na dzisiaj. Prawie. Pierwsze, co zrobiłam rano, to pojechałam do fryzjera. Rozjaśnione pasemka wymagają fachowej pomocy aby nie wyjść zielone przy przefarbowywaniu. Plus, dla fryzjera nie było sztuką uzyskać na moich włosach dokładnie taki sam kolor, jakie mają zapisane w genach… i takie odrastają ku mojej irytacji. Ponieważ oczywiście muszę zmienić fryzurę możliwie najmocniej bez obcinania, zażyczyłam sobie na zakończenie lekkich fal. I kiedy patrzyłam w lustro po skończonej długiej pracy fryzjera, mogłam tylko gratulować sobie w duchu pomysłu. Drobny szczególik, a zmienił wszystko. To jak nie ja, poważnie. Osoba patrząca na mnie z lustra wręcz mnie oszołomiła. To naprawdę ja? Zwykła szara myszka o przeciętnym wyglądzie? Manticore miał świetnych genetyków. Teraz już się nie dziwię, dlaczego w genach zapisali mi ciemne włosy. Wyglądam… jak X5. Doskonała genetycznie, zaprojektowana, by wyglądać atrakcyjnie. I psiakrew, cieszy mnie to. Poprawia humor, zdołowany przez ostatnie problemy.

Więc jak już wspomniałam, ląduję pod wieczór przed Jam Pony. To jest ostatnia ze spraw, które zaplanowałam sobie na dzisiaj. Muszę dorwać Aleca na osobności. Paradoksalnie, w Terminal City to jest prawie niemożliwe. Wiecznie ktoś się gdzieś kręci, nie wspominając już o Biggsie, który ostatnio wydaje się mieć jakieś radarki. Ten diabełek wykorzystuje więź, by się upewnić, że przestrzegam zasady. A ja dostaję świra.

Nie mogę się nie zastanawiać, jak wiele Biggs odbiera. I czy wie o tym, co się stało między mną a Aleciem. Na samą myśl robi mi się gorąco. Teoretycznie nie zachowuje się, jakby wiedział, ale to wcale nie oddala moich podejrzeń. Ja też zachowuję się tak, kiedy dociera do mnie coś z jego związku z Cece, o czym nie chcę wiedzieć.

OC wychodzi właśnie, prowadząc przy sobie rower. Rozmawia o czymś z Max. Max wygląda… jak Max G. Patrzy groźnie, ponury wyraz twarzy. Chyba się lekko pomyliłam, sądząc, że miłość ją odmieniła.

Czuję nagle, jak włoski na moim karku dosłownie stają dęba z przerażenia. Mieszane emocje, tak silne, tak skupione, przelewają się przez moją głowę niczym wodospad. Zdumienie… głęboki strach o kogoś, przeszywający aż do szpiku kości… aż wreszcie radość i nieśmiała nadzieja. Co do diabła się dzieje?

„Maleństwo!” OC wykrzykuje z radością i patrzy na moją pobladłą nagle twarz „Co jest grane?”

„Nic!” potrząsam głową, usiłując uwolnić się od tych uczuć. Niemal duszę się pod ich naporem. Moje kolana stają się tak słabe, iż nie jestem pewna, czy zsiądę z motoru.

„Widziałyście Cece?”

„Zwolniła się jakąś godzinę temu. Zasłabła. Biggs ją odwiózł.” Max krótko rzuca, wsiada na rower i odjeżdża. Mogę ledwie zwrócić uwagę na jej kwaśny humor.

Marszczę brwi. Cece zasłabła? Czy ta kaskada uczuć nie pochodziła przypadkiem od mojego kochanego bliźniaka?

Do diabła z genetykami Manticore. Nie mogli poeksperymentować na kimś innym? Czemu to dotyka nas?

„Trudno!” rzucam wściekła na genetyków. Mój milutki nastrój wywołuje wilka z lasu, ponieważ słyszę kroki Aleca wychodzącego z Jam Pony. „Na razie!” wieję, póki jeszcze mogę. W tym stanie umysłowym, kiedy mój mózg przypomina papkę, nie jestem w stanie wyłożyć tego, co chcę Alecowi. Psiakrew. Biggs, oberwiesz za to.

~ * ~ * ~ * ~

Wjeżdżam do Terminal City od strony północnej. To mały wjazd. Akurat Mole jest przy bramie. Jak mieć pecha w ciągu dnia, to mieć pecha na całego.

Zatrzymuję się przy nim, ściągam hełm i warczę groźnie.

„Gdzie jest Biggs?”

Oczywiście nikt go nie widział. Mogłam się tego spodziewać. Najbardziej pożądane rzeczy są najbardziej unikatowe, prawo rzadkości dotyczy także informacji. Hm, po drugiej myśli, uważam, że dotyczy przede wszystkim informacji.

„Och, psiakrew.” mamroczę, kiedy czuję znajome łaskotanie w głowie. Znalazł się. Razem z Cece. Ruszam dalej, ignorując zdumione spojrzenia innych transgenicznych.

Dwie minuty później wpadam do naszego mieszkania. Cece leży czy też śpi na kanapie, okryta kocem, a Biggs siedzi przy ladzie, dłubiąc coś w jakiejś elektronice, która wygląda strasznie podobnie do wnętrzności znienawidzonych kamer termowizyjnych.

„Co to do cholery było?” pytam się drżącym głosem, zbyt wściekła i przerażona, by być spokojna. Biggs odkłada części na blat i zakłada ręce na ręce.

„Ty mi to powiedz.” mówi wyzywająco, wstając. Rzuca wymowne spojrzenie w stronę mojej sypialni. „Zeszły tydzień.”

Och, psiakrew. Jestem zbyt zszokowana, by nawet zarumienić się. On to wyczuł? Czuł?

„I zanim zapytasz, nie, nie czułem tego, co ty. Odbierałem raczej słabe echo emocji, jak świadomość, że gdzieś tam jesteś… coś jak łaskotanie w głowie… a potem nagle, boom, niemal jak kąpiel w lodowatej wodzie czuję przerażenie tak wielkie, jakbyś co najmniej wylądowała na stole u agenta Pierce’a. I nie przeszło niemal do rana.”

Wypuszczam westchnienie ulgi. Głębokiej ulgi.

„I tylko tyle?” pytam się.

„Coś jeszcze tam było?” odwzajemnia się pytaniem. Potrząsam głową, usiłując się nie zarumienić. Litości! To jest mój brat! Starszy brat! Nie chcę go w swojej głowie, nie chcę odczuwać tak silnie jego emocji. To jest po prostu… zbyt intymne. I zdecydowanie niewłaściwe.

„Masz szczęście, że akurat stanęłam.” mamroczę, kiedy wychodzę w końcu z szoku. Siadam na ladzie i macham nogami. Miłe uczucie.

„Co czułaś?” pyta się ostrożnie.

„Bardzo zmieszane emocje. I bardzo silne.” waham się przez chwilę, co powiedzieć. Jak je określić? To była istna mieszanina wybuchowa. I pojawiły się tak nagle. Nie byłam zupełnie przygotowana na coś takiego…

A może to Biggs nie był, jęczę w nagłym zrozumieniu w duchu, spoglądając na bladą twarz Cece na poduszce. Dłoń ochronnie spoczęła na brzuchu.

Ona chyba nie jest…?

„W ciąży?” Biggs kończy moje pytanie. Patrzę się na niego w oszołomieniu. Psiakrew, czy on przypadkiem… nie dokończył mojej myśli?

Wzdycha ciężko i siada obok mnie. Obejmuje mnie ramieniem.

„Nie wiemy, ale Cece tak podejrzewa.”

Czuję się, jakby ktoś walnął we mnie tonowym blokiem. Mój brat czyta moje myśli, a jego dziewczyna jest prawdopodobnie w ciąży. O Chryste, mam nadzieję, że to nie będą bliźnięta.

Biggs się śmieje tak bardzo, że Cece podnosi głowę i patrzy na niego zdumiona. Jej oczy są zmęczone, ale nie przestraszone.

„Co jest tak zabawnego?”

„Maleństwo. Widzisz jej minę? Modli się, by to nie były bliźniaki.”

Mam ochotę trzasnąć go po głowie. Bardzo silną ochotę. Więc wciskam dłonie w kieszenie, zeskakuję z lady i kieruję się w stronę drzwi.

„Idę do apteki.”

„Po co? Dopiero co zrobiłaś zakupy!”

Haha, braciszku, nie czytasz w moich myślach. Raczej… emocje? Uff, dobre i to. Chociaż może nie. Jeśli wcześniej więź źle wróżyła mojemu życiu osobistemu, tak teraz mogę się pożegnać z nieśmiałymi marzeniami o Alecu.

Ech, ich tematyka nieśmiała nie jest.

I do diabła, nie chcę czuć za każdym razem, jak mój brat wpada w paranoję. Nawet jeśli paranoja jest wywołana wieścią o przyszłym ojcostwie.

Odwracam się, krzyżując ramiona. Włosy opadają mi na twarz, odgarniam je zniecierpliwiona. Psiakrew. Muszę przyzwyczaić się do nowej fryzury.

„Test ciążowy.” wznoszę oczy do sufitu „Przy okazji zapytam się, w którym tygodniu już wiadomo, czy to jest ciąża mnoga. Nie sądzę, by szkolenie medyczne X5 zawierało tego typu informację!”

Odprowadza mnie śmiech Biggsa. Niech szlag trafi genetyków Manticore! I Sandmana razem z nimi!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *