Freak Nation (35)

35.

Wchodzę wieczorem do mojego pokoju po prostu skonana. Każdy mięsień w moim ciele jest obolały. Nawet te, o których nie miałam pojęcia. Marzę o długiej, gorącej kąpieli.

Otwieram drzwi do łazienki i mój wzrok pada na ręcznik, rozwieszony na suszarce. Niezdolna oprzeć się, unoszę go w dłoniach i wdycham zapach.

Alec.

Zanurzam się w uczuciu, które wywołuje ta myśl. Niemal czuję jego dłonie na karku, odgarniające moje włosy, gorący oddech przy mojej skórze, wilgotne usta sunące po moim brzuchu…

Dźwięk tłuczonego szkła gdzieś daleko przywraca mnie do rzeczywistości. Ręcznik upada na podłogę. Cofam się, drżąc. Nie mam odwagi podnieść ręcznika. Wciskam drżące dłonie w kieszenie, zostawiam łazienkę, zostawiam pokój, gdzie każde spojrzenie na łóżko przypomina mi o tym, co się stało poprzedniego wieczora. Zapach podniecenia drażni moje nozdrza, mam wrażenie, że wsiąknął w nieliczne meble, w ścianę, w całe moje otoczenie. Dostaję świra. Kręci mi się w głowie.

W dużym pokoju natykam się na Biggsa i Cece na kanapie. Siedzą obok siebie i śmieją się z czegoś.

Psiakrew. Teraz to ich zapach.

Omijam ich szybko szerokim łukiem, nim zdążą coś powiedzieć. Zatrzaskuję za sobą drzwi wejściowe i opieram się o nie, ciężko dysząc.

Marzę o Alecu. Trzęsie mną. Niemal dostaję drgawek z pragnienia. Zapach drażni mój nos, wcisnął się w moje ubranie, w moje dłonie, w ciągu zaledwie kilku chwil. Skóra, podrażniona od kontaktu z ubraniem, pali. Obejmuję się ramionami, usiłując się opanować. Psiakrew. Jest coraz gorzej.

Z wysiłkiem odpycham się od drzwi i robię kilka kroków, kiedy zatrzymują mnie ciepłe dłonie. Tracę kontrolę. Opieram głowę o niego, podczas gdy moim ciałem wstrząsają drgawki.

„Maleństwo?” głos dociera do mnie z daleka. Moje zmysły płatają mi figla. Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że ton Aleca wyraża troskę i przerażenie jednocześnie. Z wysiłkiem czepiam się jego kurtki. Alec nie czeka, co zrobię następnie. Podnosi mnie i niesie do swojego mieszkania.

Nawet ciekawość nie chce przebić się przez gwałtowny atak. Zamykam oczy, czując, jak każdy miesień w moim ciele kurczy się i rozciąga, zupełnie poza moją wolą. To boli. Ale nawet nie mogę wydobyć z siebie głosu. Usiłuję zacisnąć szczęki i schować głowę w ramieniu Aleca. Marnie mi wychodzi. Tylko dzwonię zębami, a o kontroli nad moim ciałem mogę tylko pomarzyć.

Kładzie mnie na czymś miękkim, pachnącym nim. Jęczę w duchu. To chyba nie jego łóżko? Jak on może mnie tak torturować i dręczyć?

Chcę zaprotestować, ale nie mogę. Nie potrafię zapanować nad drgawkami, które nie stają się z każdą chwilą silniejsze, lecz boleśniejsze.

Alec wsuwa pigułki do moich ust i podsuwa mleko do popicia. Trzyma mnie mocno, kiedy moje zęby dzwonią o szkło, a białe krople nie trafiają tam, gdzie chce. Po jakiejś minucie, naprawdę nie wiem, jak wyczułam ten czas, trudna praca jest wreszcie zrobiona. Znów zamykam oczy, a Alec obejmuje mnie jeszcze mocniej, chowając moją głowę pod swój podbródek. Czuję się jak w domu, w bezpiecznym, ciepłym kokonie jego ramion.

Powoli, minuta mija za minutą, nim lekarstwo zaczyna działać. Nic nie mogę jednak poradzić na nagły dreszcz bólu i strachu, który przenika moje ciało. Kurczę się nieznacznie, mając nadzieję, że Alec nic nie zauważył. Zaciskam ręce na jego ubraniu, kiedy bardzo znajome uczucie powraca na moją skórę. Czuję, jak milimetr po milimetrze, stalowe ostrze sunie po mojej skórze. Mój żołądek zaciska się w proteście, a ręce zaczynają się trząść. Nie są jednak skrępowane skórzanymi pasami. Otwieram szeroko oczy, przerażona mglistą wizją. Kontury i kolory zlewają mi się w jedno. Szarpię, usiłując wyrwać się z uścisku. Moja skóra pali. Dotyk ubrania jest jak czysta tortura. Moje usta otwierają się do wrzasku, ale pozostaję niema przez długą, bolesną chwilę. Ból ściska moje gardło, przewierca moją pierś na wylot i wstrzymuje oddech. Jęczę cicho w proteście ostatkiem powietrza. Usiłuję gwałtownie wciągnąć oddech, ale ból trzyma mocno.

Odpływam. Wszelkie zakończenia nerwowe nagle odmawiają posłuszeństwa i obręcz bólu na moim ciele zaciska się jeszcze bardziej. Desperacko usiłuję się z niej wyrwać, kiedy nagle czuję gorące usta na moich, a płuca napełnia świeża dawka tlenu. Ciepłe palce podtrzymują moją głowę, delikatnie przebiegając przez wrażliwe miejsca na mojej szyi. Powoli, powolutku odprężam się, chociaż ból przewierca moją pierś na wylot. Oddycham.

Jego dłoń gładzi mnie po głowie, rozwiązując ciasno zapleciony warkocz. Druga ostrożnie wodzi po skórze mojej twarzy. Czuję opuszki palców, ciepłe, badające każdy zakamarek, jakby niezdolne oderwać się ode mnie. Przyjemne uczucie.

Otwieram oczy i napotykam jego, również pociemniałe ze strachu.

„Shh… wszystko będzie w porządku.” mamrocze mi do ucha. Jakoś zawijam ręce dookoła jego szyi, usiłując przyciągnąć go bliżej, nie pozwolić, by się odsunął. Nie chcę, by się odsunął. Obejmuje mnie ramionami, trzymając moje trzęsące się w niekontrolowanych drgawkach ciało.

~ * ~ * ~ * ~

Leżę zwinięta w kłębek na łóżka Aleca, otulona ogromnym kocem, lecz mimo zmęczenia i wyczerpania sen nie chce nadejść. Jestem zupełnie rozbita, a otaczający mnie zewsząd zapach zielonookiego, seksownego poprawionego genetycznie pcha moje myśli w bardzo niebezpiecznym kierunku.

Czuję się rozpalona. Naprawdę rozpalona. Moje ciało już zapamiętało zapach Aleca, kojarząc go natychmiast ze zmysłową przyjemnością. Psiakrew. Wygląda na to, że medal X5 ma dwie strony. Każda „poprawka” w moich genach ma wady i zalety. Weźmy dla przykładu słuch. Jest przydatny na misjach, w ukrywaniu się, ale mnie doprowadza do szału, kiedy budzi mnie co rano śpiew Biggsa przy goleniu.

Jęczę w poduszkę. To najgorszy z możliwych czasów, by to się zdarzyło. Nie mam nawet siły się podnieść. Niemal cała doba ostrego treningu, a do tego na zakończenie gwałtowny, najgorszy atak epilepsji, jaki dotąd przeżyłam, wyczerpały mnie zupełnie. Ale nie, mamuśka natura wciąż upiera się przy przetrwaniu gatunku X5.

„Co się dzieje?” Alec oczywiście wszystko słyszy w kuchni. Do diabła z transgenicznym słuchem. Zero prywatności. Przybiega praktycznie natychmiast.

„Moja pamięć ruchowa wydaje się funkcjonować przy tobie wręcz perfekcyjnie!” warczę.

„Och tak…” Alec ma ten swój uśmieszek na twarzy, ale patrzy współczująco „Jeszcze ci nie minęło.”

Wzdycham. Myślałam, że po wszystkim, co się wydarzyło poprzedniego dnia, będzie jakaś niezgrabność między nami. Przeliczyłam się. Powinnam była pamiętać, że Alec jest zawsze w porządku, że nic go nie dotyka. Zachowuje się, jakby nic się nie wydarzyło.

No, wrócił do swojego beztroskiego tonu po moim ataku. Rozbawił mnie łatwo. Zbyt łatwo. Po prostu zapomniałam o chorobie, ataku i koszmarach, jakby nie istniały.

Siada na krześle, opierając ramiona na oparciu. Ramiona, które godzinę temu obejmowały mnie mocno i odegnały koszmar, który niemal pozbawił mnie życia.

Alec drapie się z tyłu głowy. Psiakrew, przy tym ruchu jest jeszcze bardziej seksowny. Mam ogromną ochotę sięgnąć po niego, ściągnąć go do łóżka i błagać, by zrobił te same wspaniałe rzeczy, co wczorajszego wieczora.

„Słuchaj… powinienem pójść po Biggsa.”

„Nie!” niemal wrzeszczę w przerażeniu. Alec wzdycha ciężko.

„Nigdy nie widziałem, by ktoś miał tak ciężki atak… a później zupełnie jakby odezwał się na jawie koszmar, który śniłaś w Las Cruses.” Patrzy na mnie z uwagą. Jestem świadoma, że widzi potwierdzenie swoich słów w moim spojrzeniu. Jego oczy ciemnieją. „Kto ci to zrobił?”

Patrzę gdzieś w bok, ale decyduję się być szczera. Kłamstwo ma krótkie nogi.

„Fizycznie – nikt. To są wspomnienia innej osoby. Gdyby były moje, potrafiłabym sobie z nimi poradzić.”

„Milutkie pamięci ci wszczepiono… ale nawet one nie powinny wywoływać czegoś tak…”

„Czuję nie tylko to, co on czuł.” przerywam mu „Mój umysł idzie o wiele dalej, dopisując ciąg dalszy historii. Najgorsze jest to, że kiedy już czuję ostrze skalpela, nie jestem w stanie się obudzić. Do dzisiaj tylko Biggs zdołał mnie z tego obudzić…”

Zamarzam, kiedy czuję, jak Alec koniuszkiem palca dotyka skóry miedzy moimi piersiami i ciągnie go w dół. Psiakrew, widział już prawie wszystko. Nie dlatego nieruchomieję. Cały zmysł czucia skupia się w miejscu, gdzie jego skóra styka się z moją. Zasycha mi w gardle.

„Przestań!” jęczę w udręce. Jeszcze sekunda, a przechylę się na bok, by jego dłoń spoczęła na piersi i objęła ją…

„To tutaj, prawda?” pyta się zduszonym głosem. Robię lekki ruch i gorące opuszki ślizgają się dokładnie tam, gdzie chcę. Przez cudowny ułamek chwili wodzą pod miękkim materiałem biustonosza, by w następnym cofnąć się szybko.

„Ostrzegałam!” mamroczę, gwałtownie przewracając się na brzuch. Głód trzęsie mną przez chwilę, nim odzyskuję resztkę rozsądku. Tak łatwo… wystarczyłoby sięgnąć, zatrzymać jego rękę…

I jego nie byłoby równie bolesne, co poprzednie.

„Tak, tutaj.” wyduszam z siebie w końcu „Nie mów o tym, co się wydarzyło Biggsowi.”

W oczach Aleca widzę niemal obrazę.

„Niezłą masz opinie o mnie…” cedzi przez zęby „Nie po to się powstrzymywałem, by zaraz potem wyśpiewać Biggsowi, że jego mała pani poleciała na mnie!”

Moje serce zatrzymuje się na sekundę. Ze świstem wypuszczam wstrzymany na chwilę oddech. Staram się, by mój głos był spokojny, cichy i nie drżał, ale nie do końca mi się to udaje.

„Nie mówiłam o tym, ale o ataku. Jest nadopiekuńczy bez tego. Jeśli się dowie, zagłaszcze mnie na śmierć.”

„Musisz mu powiedzieć!”

„Nie.” potrząsam zdecydowanie głową „To moja wina, że atak się w ogóle zdarzył. Nie brałam tryptohanu od wczorajszego ranka. To przez tą seksualną szajbę nie miałam za grosz rozsądku. Nie myślałam, nie podejrzewałam, że to może być tak intensywne. Żaden z poprzednich nie był jak to. Mój błąd, którego już nie powtórzę.”

Patrzy na mnie długo, naprawdę długo.

„W porządku.” zgadza się wreszcie „Ale rano niech cię zbada Sam. Nie mogę znów oglądać, jak umierasz na moich rękach.”

Przykrywa mnie kocem. Bez słowa patrzę, jak wychodzi z pokoju, zostawiając mnie jeszcze bardziej zmieszaną i zakłopotaną niż poprzedniego wieczora.

I co do diabła miał na myśli mówiąc „jego mała pani”? Przecież teoretycznie nie powinien wiedzieć, że jestem siostrą Biggsa. Może powiedział mu o tym w tajemnicy przede mną?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *