Freak Nation (34)

34.

Kilka minut przed czasem stawiam się w laboratorium. Odkąd jestem tam stałym gościem, mam olbrzymią swobodę. Nikt praktycznie nie zwraca na mnie uwagi. Pobieram sobie krew i wkładam fiolkę do odpowiedniej przegródki. Technicy zajmą się nią później. Dzisiaj po prostu ominie ich milutka rozmowa ze mną.

Zmywam się stamtąd, nim moje hormony znowu wezmą górę nad myśleniem. To jest naprawdę trudne do wytrzymania. Alec usunął nieznośną potrzebę, ale wywołane tym emocje ponownie zaopatrzyły pragnienie w paliwo. Nie chcę tego czuć, ale to jest silniejsze ode mnie.

Wracam do sali treningowej i robię to samo, co przez całą noc. No, niedokładnie to samo. Wyrzucanie z siebie nadmiaru energii pomaga fizycznie. Ale to nie powstrzymuje moich myśli od błądzenia i zagubienia.

Czuję się niepewnie. Nie mam pojęcia, co myśleć, co czuć, co robić.

Wczorajszy wieczór udowodnił coś, co powiedział Michael. Nie kocham już Maxa. Nie wiem, jak to się stało. Może gdzieś między miłością i nienawiścią do niego, usiłując poskładać na nowo definicję tego, co dla mnie ważne, moje uczucia kompletnie się odmieniły. Rumienię się na wspomnienie tych wszystkich raniących, bolesnych słów, jakie skierowałam do niego. To prawda, że zranił mnie tak mocno, iż chciałam umrzeć. {{{{{{{{{Żól nie usprawiedliwia jednak tego, co zrobiłam. To było po prostu okrutne zrzucić na niego to wszystko, nic wszakże nie podejrzewał… Oczywiście mogę oskarżać Maxa z przyszłości o zostawienie mnie w najgorszym momencie… tylko po co? Nigdy nie poznam odpowiedzi na krążące w mojej głowie pytania. Zastanawianie się nad tym tylko pogarsza wszystko i przysparza więcej bólu. A tego nie chcę. Chcę zamknął rozdział mojego życia zatytułowany „Miłość do Maxa” i nigdy do niego nie wracać.

Zrozumienie tego faktu przyszło do mnie nad ranem. Nigdy by mnie nie obeszła odmowa Aleca, gdyby moje serce wciąż było pełne marzeń o Maxie. Gdzieś tam w środku mnie, 494 zasiał swoje ziarno. Sam fakt mnie nie przeraża. Boję się tego, co o tym myślę, co czuję. Wpuściłam go już w Roswell. Sprawił, że się śmiałam, złościłam, żartowałam. Nie bałam się czuć, nie bałam się żyć.

Domyślam się, że powinnam dziękować Biggsowi. Musiał dostrzec to, co ja widzę dopiero teraz. Tylko dzięki niemu Alec zachowywał się przyzwoicie przy mnie, jego pochmurna mina, kiedy Alec czegoś próbował, nie uszła niczyjej uwadze. Więc z czasem Alec stonował swoje żarty i odzywki, co wydaje się wręcz nieprawdopodobne.

Nie chciałem, żebyś to usłyszała. Ale nic nie poradzę na to, co czuję.

Z furia uderzam w worek. Jego wczorajsze, poranne słowa. Do diabła z tobą, Alec! Dlaczego po prostu nie możesz być beztroskim playboyem, którego mogłabym spokojnie olać? Dlaczego musisz mieszać tak w moim sercu?

„Co się stało, Maleństwo?” pełen niepokoju głos Cody’ego rozlega się za moimi plecami. Worek ponownie obrywa.

„Nic.” wzruszam ramionami.

Cody parska.

„I dlatego demolujesz sprzęt?”

„Dokładnie.” uśmiecham się mile, ale staram się nie patrzeć na niego. W końcu on ma jeden przecinek jeden nogi.

Jakimś cudem moje ciało nie reaguje na jego obecność i mogę tylko odmówić dziękczynną modlitwę do moich aniołów stróżów albo za wczorajszą ingerencję Aleca…

Cody zatrzymuje worek i gapi się na mnie przez dobrych kilka minut.

„Masz ruję.” mówi w zdumieniu, które kładę na karb mojej opinii niewinnego dzieciątka.

„Haha… Powiedz mi coś, czego nie wiem!” śmieję się z irytacją, ale cofam się o krok. Mimo wszystko wolę zachować bezpieczną odległość. „Szajba mi odbija.”

Wyraz jego twarzy pozwala mi sądzić, że wątpi w moje ostatnie słowa.

„Jak uważasz. Poczekam, aż się zmęczysz. Nie chcę, by twój nadopiekuńczy brat posiekał mnie na kawałki.”

Wzdycham. Zapomniałam… nie było mnie przez noc w domu. Aż dziwne, że Biggs nie zarządził centralnych poszukiwań. Ale może po prostu spał dzisiaj u Cece. Ta dwójka wygląda na dobrych przyjaciół, ale mój poprawiony słuch dopisał resztę tej historii. Biggs golący się przed byle spotkaniem, w dodatku podśpiewujący przy tej czynności? Haha. Zawsze był porządny – żołnierz w końcu – ale mimo to mogę dostrzec kilka dziwnych objawów w jego zachowaniu.

Kontynuuję trening, tym razem słuchając wskazówek Cody’ego. Nie walczymy przeciwko sobie, żadne nie chce, by doszło do jakichś krępujących sytuacji.

W końcu, po zwyczajowych sześciu godzinach, kończymy te część. Wcześniej zawsze po tym poznawałam nowe techniki, chwyty, blokady… Są tego setki. Jedne agresywne, inne defensywne; każdy jest inny, wymaga innych umiejętności i jednakowo dobrej sprawności fizycznej. Połączyć kilka stylów jest naprawdę trudno, zwłaszcza komuś z tak dobrą pamięcią ruchową jak ja. Robię przez to wiele błędów, wyćwiczone ruchy i zachowania są moją piętą achillesową. Cody nieraz klął przez to. Dlatego właśnie zawsze tak twardo obstaje przy tych minimalnych sześciu godzinach „mieszaniny” stylów. Przez mojego instruktora schudłam w ciągu ostatnich tygodni, mimo, że w TC nie uświadczysz czegoś, co przypomina zdrową żywność. No, poza hektolitrami mleka.

„No dobra…” Cody podchodzi do torby, którą zawsze targa na zajęcia. Wyciąga czarną opaskę. „Zawiążę ci oczy.”

„Zgłupiałeś?” pytam się niedowierzająco. Czy on stracił rozum? Moje hormony szaleją, a on chce, bym polegała na wyczuciu?

„Nie. Za chwilę będą tutaj dwie X7. Musimy wykorzystać twój stan.”

Nie no… Teraz chyba ja straciłam rozum, albo się przesłyszałam.

Ale Cody nie żartuje. Zawiązuje opaskę mocno na mojej głowie. Jest spokojny i pewny siebie.

„Ok. Naprawdę nie widzisz różnicy w swoim stylu walki?”

Wzdycham.

„Nie.”

„Jesteś silniejsza, agresywniejsza. Poirytowana walczysz o niebo lepiej. Przedtem ciągle, mimo treningu, nie mogłaś przełamać się, by w coś walnąć czy zrobić przeciwnikowi większą krzywdę. Biggs i ja naprawdę zaczynaliśmy się martwić. Ale chyba niepotrzebnie… W końcu każdy z nas ma w sobie agresje i wolę walki. Tylko musi znaleźć się odpowiedni przeciwnik.” śmieje się.

„Bardzo zabawne. Ty jako facet masz lepiej.”

„Doprawdy? W czym?” mówi zdumiały.

Nic nie dociera do moich uszu, ale czuję, że nie jesteśmy już sami.

„Przynajmniej nie wpadasz w kłopoty. Ja za każdym razem robię coś, co bije mój osobisty rekord ilości wywołanych tym problemów. Potem muszę wszystko odkręcać…” wzdrygam się. Dzięki ci, o Blue Lady, że poprzednie dwa okresy godowe były ledwie cieniem tego obecnego.

„Brzmi milutko.” Słyszę, jak Cody siada. Czuję, jak coś małego porusza się w pobliżu mnie. Diabelnie, ruja ogranicza moja zdolność wyczuwania innych poprawionych genetycznie. I X7 zawsze sprawiali mi w tym kłopoty.” Jakieś skandalizujące historie?”

„Niedużo.” przyznaję szczerze „Ale kiedy w grę wchodzą emocje, a ja sama jestem tą trzecią, to sytuacja robi się naprawdę nieprzyjemna.”

Cody… sapie z zaskoczenia?

„Jaja sobie robisz!”

„Nie.”

„Ty – tą trzecią?”

„Mam swoje na sumieniu. Co prawda nie wiedziałam, że był z kimś…”

A tym bardziej, że ma żonę…

„… ale kiedy się dowiedziałam, to nie zmieniło dużo. Walczyłam o to, co moje… i historia skończyłaby się happy endem, gdybym nie zrezygnowała z faceta.”

„I co się stało? Ruja się skończyła?”

Nie wiedziałam że Cody potrafi być taki brutalny.

„Nie. Zaczęły się jej koszmary.”

Ha! Mój nadopiekuńczy braciszek. No wspaniale. Zaraz zapyta…

„Gdzieś ty była?” pyta na pozór spokojnie.

Siadam zrezygnowana na podłodze. Muszę teraz wypić piwo, którego sama nawarzyłam.

„W Roswell na herbatce u Kamiennej Ściany.” uśmiecham się mile, udając, że nie wiem, o czym mówi. X7 zaczyna swój atak. Dostaje ode mnie w kolano i klnie. Dziesięciolatkowie nie powinni znać takich słów!

„Co się dzieje?”

Tłumię irytację. Naprawdę nie chcę dyskutować mojego życia seksualnego publicznie. To uwłaszczające, nie wspominając nawet, że mnie zawstydza.

„Hormony.” mówię krótko.

Wracam do swojego treningu, a Biggs odchodzi. Reszta dnia mija spokojnie… o ile można tak nazwać efekt zadowolonego uśmieszku na twarzy Cody’ego. Coś, co myślałam, że stanie się największą przeszkodą w uczynieniu ze mnie pełnoprawnej X5, okazało się banalnie proste. Wystarczył Alec i rozliczenie się z przeszłością.

Czasem wszyscy potrzebujemy pozwolić odejść przeszłości.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *