Freak Nation (33)

33.

To zabawne jak kobiety parafią być zmienne. Zastanawiając się nad tym głębiej, śmieszność zmienia się przerażenie. I ja jestem kłębkiem nerwów.

Zawsze uważałam te wszystkie opowieści o przewrotności kobiecej natury i jej niezbadanym nigdy do końca charakterze za znacznie przesadzone lub za wymysł zranionych w swej dumie mężczyzn. Wydawało mi się wręcz odwrotnie – to sposób myślenia płci przeciwnej był dla mnie absolutną zagadką, węzłem gordyjskim nie do rozwiązania. Weźmy chociaż na przykład Maxa.

Max, zagadka dla mnie nie do rozwiązania. Z jednej strony zawsze odpowiedzialny, zawsze martwiący się o innych, a z drugiej ślepo ogarnięty obsesją mnie nastolatek. Nie wątpię, że w którymś momencie Max naprawdę kochał mnie… ale to tylko zamieniło się w niezdrową obsesję. Tak, obsesję. Jak można nazwać uczucie zakochania u siedmiolatka, trwające do dorosłości, w osobie, której nie znał. Widział tylko dziewczynę odpowiadającą jego ideałowi urody: zwyczajną, przeciętną. Taką, jaki sam chciał być. Wymyślił ten doskonały obraz małej Lizzie Parker, zawsze miłej, słodkiej dziewczyny, co nie zrani muchy. Ale to tylko nie jestem ja. Nigdy nie byłam. Jestem pełna sarkazmu, mam dużo ciemnych stron, jak każdy. Ale Max nie chciał tego widzieć, pielęgnując mój obraz na piedestale. To jedno udało mi się pojąć z jego toku myślenia.

Albo kiedy Michael zachorował po wizycie w rezerwacie i Max zerwał ze mną. Nie mam do dziś pojęcia, co to miało wspólnego z nami.

Ale od kiedy mieszkam w Terminal City, mam „królika doświadczalnego” w postaci Biggsa i innych poprawionych genetycznie. Mężczyźni to w gruncie rzeczy wyjątkowo proste stworzenia. Wręcz duże dzieci. Co nie znaczy jednakże, że nie mają wyższych uczuć.

Chociaż z facetami z serii X5 bywa zabawnie… weźmy na przykład sławetny „okres godowy” X5. Kobiety przechodzą przez to jak burza – 48 godzin i po wszystkim. Wręcz klasyczna kocia ruja. Ale przecież mężczyźni – samce teoretycznie tego nie przechodzą… i tu zaczynają się schody. Kocie DNA tak czy siak powoduje zwiększenie naturalnego ludzkiego popędu. {{{{{{{{{Żt z X5 nie przechodził 48 h w klasycznym sensie… Większość ma to stale, ale w porównaniu do odpowiadających im wiekiem ludzkich rówieśników, to nie jest wielka różnica. A że zazwyczaj 20-latkowie myślą nie tą głową, co trzeba, kocie DNA nie komplikuje im życia tak, jak nam, kobietom.

Taaa… po tej długiej dygresji przyznaję się wreszcie przed sobą do źródła mojego paskudnego humoru. Właśnie się zaczęło. U mnie. Moja trzecia ruja.

Brrr… ale to brzmi. Nawet w myślach! Już przygłupawe „okres godowy” brzmi lepiej.

Niezależnie od tego, jak to brzmi, jest faktem i irytuje mnie i utrudnia życie. Całe moje ciało wrzeszczy z pragnienia. To jest niemal jak bycie na głodzie…. obsesyjnie myślisz tylko o tym i masz ochotę rzucić się na wszystko, co ma jeden przecinek jeden nogi.

I to mnie wkurza. Niesamowicie.

Moja nowo odzyskana względna kontrola nad życiem chwieje się straszliwie w posadach. Napięcie seksualne doprowadza mnie na skraj frustracji. Czuję, jakby miało wessać mnie do środka, tak bardzo ssie mnie „z głodu”. Moje ciało żyje własnym życiem,

Nie miałam pojęcia, jak to jest. Dwa poprzednie w Roswell były ledwo słabym, słabiutkim ogniem świecy wobec rozpalonej lawy, przetaczającej się w moich wnętrznościach. I tylko chcę jednego, a wszelki rozsądek pal licho bierze.

Zwijam się na kanapie, ale jest mi niewygodnie. Idę więc do swojego pokoju, nakładam słuchawki i pogrążam się w słodkich, usypiających dźwiękach głosu Evy Cassidy.

~ * ~* ~ * ~

Leże sobie w błogim półśnie, pozwalając jednocześnie błądzić mojej wyobraźni. Gorąco krąży w moich żyłach, powiększając tylko desperackie pragnienie, ale nie dbam o to. Moje ciało wrzeszczy, redukując moje myślenie tylko do jednego miejsca.

Gdzieś miedzy jawą a snem słyszę klik otwieranych drzwi. Myślę, że to Biggs. On dobrze wie, co oznaczają słuchawki w moich uszach: trzymać się z daleka, bo Maleństwo ma doła.

Ale kiedy tylko czuję ciepły oddech nad karkiem, a obok mojej głowy lądują zręczne dłonie, wiem, że to Alec pochyla się nade mną.

„Wiesz, że to już widać?”

Podnoszę głowę, chcąc spytać, co do diabła tu robi i o czym mówi, ale skóra mojej szyi styka się przez to z czołem Aleca i przez moje ciało przechodzi dreszcze przyjemności. Jakim cudem tak prosty dotyk może podniecać?

Zrzucam winę na kocie geny.

„O czym mówisz?” mamroczę w poduszkę.

Uśmiecha się tym swoim niewinnym uśmieszkiem i kładzie się obok. Delikatnie wyjmuje słuchawki z moich uszu. Jego palce są zręczne i gorące. Och, psiakrew. Niedobrze, niedobrze. Wspomnienie ręcznej roboty Aleca przemyka przez moją głowę. Zaciskam powieki, chcąc odegnać uczucia, które ono wywołało. Tylko, że Alec nie jest osobą, której rękoczyny można łatwo zapomnieć.

Psiakrew. Czy on musi być w tym tak dobry? Wystarcza ten jego uśmieszek, by moje ciało tęskniło za jego dłońmi.

Jednak myśl o tym, dlaczego jest w tym tak dobry, ochładza mnie trochę. Znam jego sławę, dotarła nawet do Maleństwa, powszechnie uważanego w TC za małe niewiniątko. Tak, myśl o jego zwyczajach traktowania kobiet trochę pomaga. Nawet kiedy ostrożnie odgarnia włosy z mojego karku. Przynajmniej nie drżę…. Ale ten prosty gest i tak sprawia przyjemność. Och… Psiakrew.

„Twój kod kreskowy.”

Drżę. Nawet jego głos jest seksowny i podniecający.

Sunie palcem po moim karku. Jest niebezpiecznie blisko. Zamykam oczy, nie mogąc powstrzymać reakcji mojego ciała. Wszystkie nerwy skupiają się w miejscu, gdzie moja skóra styka się z jego. Po prostu mną trzęsie.

„Liz?” jego głos jest cichszy niż szept. I słyszę niepewne pytanie w nim, które jakoś przedostaje się bez trudu przez wszystkie moje wysiłki. Otwieram oczy i spoglądam w jego. Są ciemnozielone niczym leśny mech, zmienione przez płonące w nich pragnienie. A może to tylko odbicie mojego?

Obejmuje dłońmi moją twarz, przyciągając mnie bliżej i bliżej. Jego kciuk miękko rozchyla moje wargi. Alec pochyla się i wszystko, co mogę czuć, to jego gorące usta. Ledwo dotykamy się, ale czuję pasję wrzącą pod powierzchnią, czekającą tylko na uwolnienie.

Zanurzam dłonie w jego włosach, próbując przyciągnąć go bliżej, pogłębić pocałunek. Ale Alec ma zupełnie inny pomysł. Ujmuje moje przeguby, kładąc je nad moją głową i przewraca mnie na plecy. Jego spojrzenie przesuwa się leniwie po mnie. Chcę się ruszyć, powiedzieć coś, przerwać ten zaklęty rytuał, ale nie mogę. Strach płonie wewnątrz mnie na równi z fascynacją i pragnieniem.

Alec muska ustami kąciki moich warg, zostawia mokrą ścieżkę na mojej szyi. Jego dłonie już nurkują pod moją bluzą, wydobywając ciche jęki z moich ust. Moje zmysły redukują się do czucia, do wzdychania jego zapachu, smakowania jego ust. Chcę go bliżej, dużo bliżej. I Alec spełnia to pragnienie. Jego oddech ogrzewa moją skórę, dłonie pozornie bez ładu zataczają małe kółka na moim brzuchu, zahaczając nieznacznie o linię dżinsów.

Jęczę, kiedy bezbłędnie znajduje najwrażliwsze miejsca na mojej szyi. Czuję jego zęby, delikatne skubanie wargami i wiem, że zostawia ślady. Podnieca mnie to jeszcze bardziej. Świadomość, że za kilka godzin moje ciało będzie tak oznaczone.

To sprawia także, że czuję przypływ pragnienia, by jego wciągnąć w tę grę. Sięgam do zamka jego kurtki, ale jej rozpięcie okazuje się nadzwyczaj trudne, od kiedy to Alec niemal leży na mnie. Zostawiam zapięcie z irytacją, która ulatnia się w sekundach, kiedy czuję, jak Alec podciąga mój polar do góry. Podnoszę się. Jeden jego ruch i ta cześć mojej garderoby ląduje na ziemi.

Błyskawicznie rozpina kurtkę i ląduje ona obok mojej bluzy. Z jakiegoś szaleńczego powodu myśl o naszych ubraniach porozrzucanych razem na podłodze, wywołuje na mojej twarzy uśmiech zadowolenia.

Ale szybko jednakże zmazuje go, zastępując głodem i potrzebą. Jego usta są na moim brzuchu, centymetr po centymetrze odsłaniając nagą skórę spod czerwonego topu. Jego język zanurza się na sekundę w samym środku i nie mogę powstrzymać jęku. Czuję, że uśmiecha się, ale nie przerywa słodkiej tortury. Gorące dłonie suną w górę, usuwając coraz bardziej materiał, wystawiając mnie do jego pociemniałego spojrzenia i głodnych ust.

Jego wzrok spotyka w końcu mój i drżę, widząc oszalałe pragnienie. Paląca potrzeba, głód i niewiarygodny zachwyt, widząc mnie tak odsłonioną, przyprawia mnie o zawroty. Mam ochotę go dotknąć, sprawić, by to on wił się pode mną, błagając i prosząc o więcej. Ale w jego spojrzeniu jest jakaś szalona desperacja i wiem, że nie pozwoli mi odwzajemnić się. Alec jest zdesperowany, by doprowadzić mnie do szału, żebym straciła zupełnie te resztki kontroli i zdolności do myślenia, jakie gdzieś tam jeszcze tkwią we mnie.

Warczę we frustracji, kiedy jego usta suną po mojej skórze w ślad za materiałem dżinsów, jak tylko kilka minut temu sunęły w ślad za bluzką. Jego ręce są na mnie, dotykające i badające, zupełnie jakby nie było jutra, jakby to był ostatni raz i nie mógł nasycić się miękkością mojej skóry. Zapach podniecenia drażni moje nozdrza i wiem, że należy on nie tylko do mnie. Uśmiecham się leniwie, zadowolona z władzy, jaką mam nad nim. Świadomość, że nie jestem jednostronnym uczestnikiem napędza moje żyły nowym pragnieniem. Alec unosi się, rzucając niecierpliwie dżinsy na stos rzeczy na podłodze. I tylko żałuję, że większość z nich należy do mnie. Pragnienie dotknięcia jego, poczucia jego ciepłe skóry znów urasta we mnie i doprowadza niemal do obłędu. Chcę jego rozpaczliwie i wydaje się, że wreszcie dociera to do niego. Gubię się w jego pocałunkach, zapominam o wszystkim i jestem tylko świadoma jego rozpalonego ciała przy moim.

Zawijam nogi wokół jego bioder, kiedy tylko czuję jego gorący oddech na mojej piersi. Sekundę później usta zamykają się, drażniąc w słodkiej niemożliwej do wytrzymania torturze. Wyginam się w łuk, chcąc by trwało to bez końca. I wówczas jego dłoń wsuwa się pod cienki materiał bielizny, palce delikatnie krążą wokół rdzenia, nigdy jednak go nie dotykając. Jego usta, jego język, jego ręce pracują w idealnej synchronizacji, robiąc prawdziwie zbrodnicze rzeczy, sprawiając, że jedyne, czego pragnę, to poddawanie się jego woli. Alec opatula moje usta swoimi, jego język ślizga się bez uprzedzenia między zębami, błagając i wymagając jednocześnie. Tłumi moje jęki, kiedy czucie jego tuż przy mnie, lecz nie we mnie, staje się nie do wytrzymania. Poruszam się dokładnie tak, jak żąda, jak wymaga tego Alec. Szepczę jego imię wprost do jego gardła, niemal płacząc kiedy fala za falą ulga przetacza się przeze mnie.

Trzęsę się, nie mogąc złapać oddechu, zadowolona, że Alec trzyma mnie mocno, jakbym tylko miała za chwilę uciec daleko. Nawet gdybym chciała, nie mogłabym. Moje ciało jest w niesamowitym, bezsilnym stanie. Każdy mięsień jest przyjemnie rozluźniony, a gorący rumieniec przykrywa nie tylko moje policzki.

~ * ~* ~ * ~

W końcu Alec porusza się pierwszy. Wciąż czuję jego podniecenie i wówczas dociera do mnie, co się właśnie stało. Albo też co się nie stało.

Alec przez kilkadziesiąt cennych minut wielbił moje ciało, jakbym była najcenniejszym skarbem… a mimo to czuję się, jakby ten skarb ktoś właśnie wyrzucił beztrosko na śmietnik. I odkąd dobrze wiem, że feromony X5 w „rui” sprawiają, że inni X5 dostają się także pod wpływ seksualnej gorączki… To mnie po prostu nokautuje. Wiem, że nie powinno mnie to boleć w ogóle, że powinnam być mu wdzięczna, iż nie doszło do niczego więcej, ale ja po prostu nie mogę…

Alec zaciska mocno szczęki i ostrożnie wyswobadza się z moich ramion. Nie otwieram oczu, mimo nagłego uczucia chłodu. Nie, aż słyszę dźwięk zamykanych drzwi łazienki.

Nie rozumiem, o co biega, póki nie słyszę prysznica. Cichy szloch zostawia moje wargi. Duszę go w poduszce, przez chwilę bezsilna wobec okrucieństwa oczywistych faktów.

Alec mnie nie chce… Na moich oczach stoczył zwycięską walkę z naturą, a teraz zimnym prysznicem neutralizuje jej działanie. Z każdą kolejną kroplą wody mój zapach, zapach podniecenia zostawia jego ciało. Co on teraz musi czuć?

Obrzydzenie? Zakłopotanie? {{{Ż{{{{{{

Nakładam w pośpiechu świeże ubranie i usuwam ślady tego, co się działo jeszcze kilka minut temu. Wymykam się z domu bezszelestnie. Chociaż mam ochotę schować się mysiej dziury, to nie mam gdzie. Terminal City jest pełne takich jak ja, poprawionych genetycznie. Ślady łez na mojej twarzy nie przejdą niezauważone i po raz pierwszy od mojego przyjazdu do TC właściwie żałuję, że tu mieszkam.

Idę w końcu do jedynego miejsca, gdzie wiem, że będę teraz sama. Spora sala treningowa służy właściwie tylko mnie i Cody’emu. Ustawiam ciężki worek i uderzam z całych sił, raz za razem, pozwalając, by wszystek ból i rana wypłynęły ze mnie razem z toczącymi się po moich policzkach łzami.

Obojętnie, jak bardzo bym temu głośno zaprzeczała, nie mogę zignorować oczywistego faktu. Alec stał się dla mnie niezbędny, tkwi głęboko we mnie, jak chyba tylko Biggs czy tata… jakoś przez te tygodnie udało się jemu wkraść do mojego serca i zająć tam swój maleńki kącik. Przeraża mnie to. O Chryste, jak mnie to przeraża…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *