Freak Nation (31)

31.

Zamykam oczy i chwieję się. Biggs, coś ty najlepszego zrobił?

Ale reakcja Kyle’a nie jest taka, jak się spodziewam. Nikt chyba się nie spodziewał tego, co robi. Chichocze.

C h i c h o c z e.

„A to numer.” usiłuje opanować wesołość i po krótkiej walce udaje mu się to. Następne słowa jednak sprawiają, że mam ochotę skręcić mu kark. „To tłumaczyłoby… twoją niesłychaną wytrzymałość.”

Wiem, że nie ma na myśli t e g o, ale mimo wszystko, to zabrzmiało dokładnie jak to. A to, że miałam cierpliwość do Czechosłowaków, to inna sprawa.

„Wiedzieliśmy, że Liz jest mutantem. Ona też.”

„Jak długo?” znowu chichocze. Nawet nie chcę myśleć, co teraz kołysze się w jego głowie. Zapewne wszystkie momenty, kiedy coś było dziwne, coś było nie tak. Och, sporo ich było.

„Trochę. Nie wiedziałam tylko, że jestem X5.”

„Kim?” pyta się niezrozumiale. Zapominam już, jak to jest rozmawiać z człowiekiem-laikiem.

„Serie X to mutanci wyglądający jak ludzie, ale nimi oczywiście nie są. Piąta jest pierwszą serią, która ma poważne korzyści ze swoich mieszanych genów i którą odpowiednio wyszkolono.”

„Wracając do historii… Parkerowie nie są rodzicami Maleństwa. Nancy była tylko nosicielka Liz, stąd wszyscy sądzą, że jest jej córką. Liz nie znała swojego opisu, numeru, aż do tamtego piątkowego popołudnia, kiedy to czarne na białym przeczytaliśmy, że do eksperymentu, z którego powstała, brano tylko bliźnięta… a jej numer jest następny po moim. Dokładnie ten sam, który przydzielono mojej niby martwej siostrze. Problem w tym, że ona właśnie stoi koło mnie i wcale nie wygląda na martwą.”

Kyle krztusi się. Nie mogę go winić. Biggs właśnie powiedział, że jego wieloletnia przyjaciółką jest ktoś, kto go wciągnął w zamieszanie z kosmitami i sam nie jest człowiekiem. I w dodatku ma rodzeństwo.

„Więc zrobiliśmy odpowiedni test, który wykazał, że jesteśmy bliźniętami.”

„To niemożliwe!” wykrzykuje.

„Raczej jedyna logiczna możliwość. W Manticore nie ma prawdziwego rodzeństwa prócz bliźniąt. Chociaż my akurat różnimy się trochę sekwencjami DNA, no i jestem o 5 lat młodsza. Trzymali mnie w zamrażarce, zanim wykorzystali do eksperymentu, który spowodował pewną mutację układu odpornościowego. Bardzo kłopotliwą mutację.”

„Dlatego wyglądacie inaczej?”

Wzruszam ramionami.

„Kilka cech jest wspólnych. Nie wysilali się zbytnio. Jak chcecie, to sobie pogadajcie. Ja idę znaleźć Max.”

Wychodzę z centrali, zanim którykolwiek ze zdumiałych mutantów zdąży mnie zaczepić. Psiakrew. Diabelnie. Dlaczego to musiało się wydać właśnie teraz?

~ * ~* ~ * ~

Wbrew pozorom, znalezienie Max w TC nie należy do łatwych zadań. Oczywiście, zawsze mogę zadzwonić, ale to tylko oddaliłoby moją wymówkę wymknięcia się z centrali.

W końcu znajduję ją… w mieszkaniu Logana. Odkąd mam coraz bardziej wyczulony słuch, pukam. Nie chcę ani słyszeć ani widzieć pewnych rzeczy.

Logan otwiera drzwi z lekka rozczochrany… i zaspany. Zapominam, że on jest zwyczajnym człowiekiem. Zwyczajni śpią w nocy.

„Cześć. Gdzie Max?”

„Bierze prysznic.”

Wchodzę do środka.

„Max!” wrzeszczę „Wyłaź!”

Po około piętnastu minutach, wyłania się z łazienki, owinięta w ręcznik. Oczka Logana natychmiast przytomnieją, po czym pojawia się w nich tęskny wyraz.

Czy ja też tak wyglądałam, kiedy widziałam Max? Zgroza.

„Nancy wróciła do Roswell.” walę prosto z mostu. Max o mało co nie upuszcza ręcznika.

„Kiedy?”

„Wczoraj wieczorem. Wiem od Kyle’a. Biggs teraz wyciąga z niego szczegóły przez kamerę w centrali.”

„Daj mi minutę.”

~ * ~* ~ * ~

Terminal City ktoś powinien nazwać Express City.

Jak szybko plotka potrafi rozprzestrzenić się na kilku kilometrach kwadratowych?

Wierzcie mi, prędkość światła nie jest tutaj żadnym ograniczeniem.

Ukochane Maleństwo TC jest bratem 593. Siostra szefa X5. Czuję na sobie te wszystkie zdziwione spojrzenia. Dlaczego to musiało wyjść dopiero teraz?

O szóstej wchodzę do centrali i przemierzam schodki. Przed kamerą właśnie toczy się burzliwa… rozmowa, o ile można tak to nazwać. Max kłóci się z Nancy. Wiem, że ona bywa naprawdę nieprzyjemna, ale nie przesadzajmy, ok.?

„Co się dzieje?” siadam obok Biggsa. Robi krzywą minę i wznosi oczy do góry.

Wzdycham. Biggs w końcu wychodzi do pracy. Po kilku minutach słuchania „rozmowy” mam naprawdę dość. Poza tym mnie także kończy się czas. O siódmej muszę stawić się na treningu, a Kyle musi iść do szkoły. Ba, musi w ogóle wrócić z Crashdown do domu.

„Nie chciałabym przeszkadzać w tej miłej pogawędce…” wtrącam złośliwie „… możecie robić to samo przez telefon. Ja chciałabym pogadać z kumplem, zanim ktoś jeszcze napatoczy się do widoku.”

Czy tylko słyszę westchnienia ulgi wokoło?

Ech, kocham moje lepsze zmysły.

Max ustępuje, ale rzuca Nancy wściekłe spojrzenie. Siadam w końcu w fotelu i ponownie podłączam słuchawki. Wokół wrze znowu codzienny chaos antyrządowej wojny. Policjanci w 9 sektorze ścigają mutanta z Dywizji Arktycznej… więc nasi także się tam właśnie wybierają. White znowu będzie klął. To już czternasty mutant, który zwiał mu publicznie sprzed nosa od czasu, kiedy ja zamieszkałam w TC. Nie mówiąc już o tym, że ze dwa razy miła, mała grupka X5 pod rozkazami Max odbiła więźniów. Ale o tym opinia publiczna zdecydowanie nie wie. To taka zabawa w kotka i myszkę, pomiędzy nami a członkami Familiars.

„Hej ponownie…” Kyle siada naprzeciwko kamery. Bez trudu zauważam jego otoczenie. Schodki prowadzące do apartamentu na tyłach Crashdown. Dziwne, że pamiętał. „Kim była ta gorąca brunetka?”

„Przykro mi, stary. Zajęta.”

Kyle jęczy z rozczarowaniem.

„A już myślałem, że sobie umilę następną wizytę u ciebie…”

Kręcę głową. Kyle chyba nigdy się nie zmieni.

„Nie chcę cię rozczarowywać, ale w Terminal City jest tylko jeden człowiek, związany do tej seksownej brunetki.” uśmiecham się, bo Logan właśnie wchodzi do centrali. O wilku mowa… „A i on nie przebywa tutaj zbyt wiele.”

„Czemu?”

„Wyciek chemikaliów zaraz po pulsie. Ludzie nie wytrzymują tutaj i chorują po paru godzinach. My jesteśmy odporni.”

„Milutkie miejsce sobie znalazłaś.”

„Powinieneś zobaczyć mój pokój…” śmieję się „Biggs dostał zawału. Miałam pomalować sobie ściany… ale zamiast tego poprosiłam Cody’ego o graffiti. Teraz mam nocne niebo nad łóżkiem, a od połowy ścian czerwona cegła.”

„Nowe znajomości zdecydowanie rozwijają.” skomentował „Jesteś tam szczęśliwa. To widać i słychać…

I czuć?

„Szkoda, że nie wszyscy to dostrzegają.”

Kładę nogi na biurko. Mole rzuca mi dezaprobujące spojrzenie, na co odpowiadam mu czarującym uśmiechem. Nie wiedzieć czemu miał do mnie awersję od pierwszego spotkania.

„Co masz na myśli?” zwracam się ponownie do Valentiego.

„Max, któżby inny? Mówiłem, że urządził spotkanie na szczycie? Chyba tak. Wczoraj wieczorem u Michaela, który nie wydawał się tym zbyt zachwycony. A już zwłaszcza zrzedła mu mina, kiedy wyczarował argument, że Skórowie dobrali się do ciebie jako najsłabszego ogniwa grupy.”

Nie wiem, czy mam płakać, czy się śmiać. Raczej to drugie, od kiedy przestałam ronić łzy. Tylko wychodzi dość krzywo.

„Nie jestem już członkiem grupy.” mówię cicho. Być może Max tego nie rozumie, ale ja dobrze o tym wiem. Wypadłam z obiegu tamtego majowego dnia, kiedy otrzymali wiadomość przeznaczenia.

„Jeśli tak to widzisz…” w jego głosie słyszę sceptyzm „Do tego czasu wszystko szło gładko. Michael nie zgadzał się na poszukiwania. Isabel też stała po jego stronie. Tess też nie chciała, by ten młyn znów się zaczął. Naprawdę ona ma dość traktowania jak wycieraczka, zbędny element. Wcale się nie dziwię, że wówczas wyjechała… Evans zdecydowanie gubi swój nieodparty urok.”

„I co się stało?”

„Wyciągnął ten argument, że za tajemniczymi kłopotami rodzinnymi mogą stać Skórowie. Że używają ciebie, by skłócić grupę.”

Psiakrew. To jedyne, co przekonałoby innych do poszukiwań. Max staje się nie tylko zdesperowany. Robi się też coraz bardziej doświadczony jako lider. Zaczyna uczyć się, jak przekonywać do swojej woli innych. Taki drobiazg, ale wiem to, ponieważ widzę, jak Biggs czasem manipuluje innymi. Czasem pozwala mi to widzieć, czasem nie. Czasem uczy, jak dowiedzieć się, czego chcą inni i jak to wykorzystać w swoich planach. Dowódca nie tylko musi znać psychologię wroga. Przede wszystkim musi umieć przekonać innych do spełniania jego woli. Poleganie na samej hierarchii służbowej bywa zawodne… jak w przypadku Czechosłowaków.

„To przekonało innych, ale nie mnie i Michaela. Max wytoczył mu karczemną awanturę, że jako obrońca powinien stanąć w pierwszym szeregu i szukać ciebie.”

Wstrzymuję oddech.

„I wówczas Michael powalił wszystkich stwierdzeniem, że jesteś wystarczająco inteligentna, by w razie kłopotów zawiadomić przyjaciół… o ile oczywiście my się do nich zaliczamy. Gdybyś słyszała Marię… Biedny Michael.”

Oddycham z ulgą. Niebezpieczeństwo chyba zostało zażegnane na jakiś czas… Może pewnego dnia Max pogodzi się z myślą, że już do niego nie należę.

„Podziękuj mu ode mnie, dobrze?”

Szczerzy zęby.

„Po furii huraganu DeLuca myślę, że wolałby usłyszeć to twarzą w twarz. Należy mu się. Właśnie przyszedł. Zawołać go?”

Waham się ułamek sekundy.

„Jasne.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *