Freak Nation (30)

30.

Następnego ranka stawiam się w laboratorium. Jeden z mutantów pobiera moją krew i przygotowuje do wyizolowania przeciwciał. Max siedzi zdenerwowana na stołku. Mam dziwne wrażenie, że zaraz zacznie obgryzać paznokcie.

Dziesięć minut później Logan dostaje zastrzyk i następują chwile grozy. Zawsze istnieje ryzyko, że moje komórki zaczną atakować jego komórki. Pamiętając, jak zginęły nosicielki X5 z nieudanym układem odpornościowym, drżę wewnątrz ze strachu. Nie życzę Loganowi śmierci. I na pewno nie chcę nikogo zabijać.

O siódmej jeden z laborantów ogląda krew Logana, zmieszaną z krwią Max… i jest ten wielki, głupi uśmiech na jego twarzy. Oddycham z ulgą. Szalony plan Sama zaczyna działać. Max i Logan wyglądają, jakby ktoś podarował im wszystkie gwiazdki świata. Wymykam się cichaczem, przekonana szczerze, że nie zauważą mojego zniknięcia.

Cody i Biggs już na mnie czekają. Obydwoje mają poważne miny. Zaczynam się bać, co się stało w czasie, kiedy byłam w laboratorium.

~ * ~* ~ * ~

Musiałam być szalona, sądząc, że najbliższe pół roku spędzę nudząc się. Biggs wykazał się niesamowitym uporem. Max chciała, bym nauczyła się bronić… a mój brat chce, bym była „w pełni funkcjonalną X5”. Uczynił „osobiście odpowiedzialnym” Cody’ego za osiągnięcie rezultatu. I raczej nie spierze go na kwaśne jabłko, jeśli zawiedzie. Cody zrobił się blady ze strachu, kiedy to usłyszał. Nawet nie chcę myśleć, co to oznacza. Ale pewnie za kilka tygodni będę wiedziała.

Nie wiem, dlaczego to dla Biggsa takie ważne. Mnie osobiście wiedza o tym, jak zbudować bombę czy wytrzymać pięć minut pod wodą nie jest potrzebna. Wystarczy, bym umiała się bronić. Niestety, wydaje się, że w tej kwestii mam niewiele do powiedzenia. Właściwie to nic.

Tak więc tkwię teraz przy stole z Cody’m i czuję się jak ofiara nachalnego ankietera. Cody pyta o wszystko, naprawdę w s z y s t k o i czasem robi z tego jakieś notatki. Niektóre jego pytania są zupełnie naturalne i zrozumiałe, a niektóre wołają o pomstę do nieba. Jest zainteresowany bardzo skutkami ubocznymi działania blokerów, ich działaniem na moją siłę i zwinność, ale odkąd jestem niejako „nowa” w tym wszystkim, nie mogę powiedzieć nic ponadto, co wiem od Sama. W końcu jednak wywiad dobiega końca i mogę na chwilę odetchnąć. Umawiamy się na popołudnie, Cody chce zaplanować cały program szkolenia i treningu dla mnie, ale na to potrzebuje chwilki czasu. Także on ma jakieś obowiązki w TC.

~ * ~* ~ * ~

Dni mijają leniwie… co najmniej dla kogoś z zewnątrz, kto obserwowałby moje życie. Po całym tym szalonym czasie, począwszy od wieczoru, kiedy Max śpiewał serenadę pod moim oknem aż po moment, w którym wjechałam na motorze brata do Terminal City, moje obecne życie jest jak leniwy strumyk. Kontrola i porządek znów wkraczają do mojego rozkładu dnia i cieszę się z tego. Znów mam kontrolę nad tym, co robię. Wiem, gdzie będę następnego dnia i wiem, co zastanę, kiedy wrócę do domu. To przyjemne uczucie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak mi tego brakowało. I chociaż szalone dni przyniosły wiele zmian w mojej egzystencji, w całym moim życiu, to jednak cieszę się, że już dobiegły końca. Były potrzebne. Były jak katalizator, który oczyścił to, co było sztuczne – uporczywe trzymanie się nierealnych marzeń. Wciąż śnię, wciąż planuję i wciąż do czegoś dążę, ale teraz przynajmniej mam świadomość, że nikt nie podepcze mojego serca, ponieważ ośmielam się marzyć o szczęśliwej przyszłości.

Czym w ogóle jest szczęście? Nie wiem. Kiedyś myślałam, że to normalne życie, w małym domku z ogrodem, otoczonym białym płotem, rodzina, praca jako biolog… teraz muszę na nowo zdefiniować te pojęcia, zdefiniować to, czego chcę. Zastanawiam się tylko, czy to wszystko jest tego warte. Mam dziwne wrażenie, że jeśli na nowo poukładam to w różne szufladki, znowu pojawi się na mojej drodze ktoś i powie, że to wszystko jest do kitu, i co gorsza – udowodni mi to. Więc po prostu staram się robić to, co mówi mi Biggs. Po prostu żyć. Cieszyć się życiem, każdym wschodem i zachodem słońca, kiedy mogę nie ujrzeć następnego. Rząd nie przepada za nami, nastroje w mieście osiągają temperaturę wrzenia, ale mimo wszystko jestem tutaj spokojna i szczęśliwa. Mój uśmiech jest szczery. Nawet Cody, który podczas treningów nie mówi nic poza rozkazami i instrukcjami, powalił mnie na matę tym stwierdzeniem. Nie miałam pojęcia, że tak łatwo można mnie przeczytać. Ale z drugiej strony, cieszę się z tego. Cieszę się, ponieważ wreszcie znalazłam moje miejsce na świecie, znalazłam mój dom. I nie ważne, że następnego dnia kilku głupków na stołkach może stracić cierpliwość i wydać rozkaz ataku na TC. To nie spędza snu z moich powiek. Żyję z tą świadomością, wszyscy z nią żyjemy, ale zbyt cieszymy się wolnością, swobodą, życiem, by to przesłoniło nam horyzont.

Życie jest tylko jedne. Nie zamierzam go spędzić żałując przeszłości. Popełniałem błędy i naprawdę okropne rzeczy… i tylko modlę się, by nic mnie nie zmusiło do tego ponownie. Tak mi powiedział Alec, w jednej z tych rzadkich chwil, kiedy Biggs jakimś cudem nie dostał świra widząc go w pobliżu mnie. To było podczas wyjścia do Crash, ulubionego baru podziemia mutantów. Siedzieliśmy akurat przy stoliku, kiedy Alec ograł z kretesem Logana. Ale biedak nie miał nic przeciwko. Kiedy przyszli z Max do Crash, facet miał tak szczęśliwy, głupi uśmiech na twarzy, że nawet we mnie zabrzęczała maleńka nutka zazdrości. Hm, domyślam się przy tym, że ostateczna decyzja Joshui dotycząca przenosin do TC na stałe, musiała mieć coś wspólnego z przyczyną tego głupiego uśmiechu na twarzy Logana. Poprawiony słuch jest przekleństwem, nie błogosławieństwem. Już wiem, dlaczego w Manticore uczono ignorować większość dźwięków, jakie docierają do mózgów mutanta. To jest po prostu frustrujące. Można oszaleć. W końcu jednak nawet mnie udało się to opanować.

Ale wracając do Aleca… no cóż, Biggs nie żartował, ustanawiając jedyną zasadę obowiązującą między nami. On naprawdę nie chce, bym była kolejną ofiarą jego przyjaciela. Aż mi się robi słabo, kiedy pomyślę o tym, co musi wiedzieć mój braciszek.

Ale z drugiej strony, Biggs także ma nieźle za uszami. Jeśli sądzi, że nic nie dociera do mnie, to się myli. Co rusz ktoś karmi mnie jakąś historią o Manticore, odbytych misjach i zachowaniach uczestników, także w wolnym czasie. Wydaje się wręcz, że stałam się ulubioną maskotką Terminal City. Poważnie. Dla nich jestem jak nowo narodzony mutant, któremu należy wszystko powiedzieć, wyjaśnić, którego trzeba wszystkiego nauczyć od zera… nawet jak chodzić. Cece próbowała. Czy muszę wspominać, że się jej udało?

Hm, teraz przypominam trochę Aleca. Jak najmniej wysiłku podczas ruchu, oszczędzać siły na moment zagrożenia. Jak Cody sentencjonalnie stwierdził, wszystko jest do wyuczenia. Alec dodał, że chyba upadł na głowę, albo ja za bardzo namieszałam mu w głowie.

Zabawne. To, czego bałam się przed treningami najbardziej – że nie potrafię się obronić, nie umiem skrzywdzić nawet muchy – okazało się najprostszym problemem do rozwiązania. Nie wiem, kto wpadł na ten pomysł, ale czuję, że Alec. Któregoś wieczoru obudziłam się wreszcie z bardzo nieprzyjemnej wersji koszmaru z agentem Pierce’m w roli głównej i on tam był, tzn. siedzieli nad czymś w głównym pokoju. Próbował wyciągnąć o co chodzi, sugerując, że kiedy sen jest tak paskudny, to zazwyczaj chodzi o jeszcze paskudniejsze wspomnienia. Biggs uratował sytuację. Ja nie czułam się na siłach walczyć z zielonookim mutantem. Niemniej tego wieczoru Alec powiedział do Biggsa coś, czego znaczenie zrozumiałam dopiero kilka dni później… Czasem wszyscy potrzebujemy pozwolić odejść przeszłości.

Kilka dni później, a dokładniej wczoraj, Biggs zawołał mnie do centrali i pokazał małą kamerę internetową. Widziałam już takie – były znakomite. Dopiero co X5 pod dowództwem Aleca zrobili nalot na jeden z magazynów rządowych i większość zdobyczy sprzedano, by zapewnić zapasy naszemu milutkiemu domkowi. Ale ta kamera… ona jest dla mnie. Drugi egzemplarz został wysłany do Roswell, do Kyle’a. I gdyby nie to, że Biggs stał koło mnie, rzuciłabym się z radości Alecowi na szyję. Po jego minie mniemam, że nie miałby nic przeciwko.

Tak więc siedzę sobie w centrali przed monitorem, stukam na klawiaturze, wywołując polecenia programu przygotowanego przez innego X5. To zagłusza sygnał skuteczniej niż tony sprzętu. Logan był wniebowzięty, kiedy go wypróbował. Eyes Only jeszcze bardziej. Tak wiec wiem dobrze, że nawet jeśli komukolwiek przyjdzie na myśl spróbować wyśledzić sygnał, napotka na kilka bardzo brzydkich rzeczy. I zanim mu się to uda, ja już dawno będę rozłączona. Ten program to przeklęty kawałek dobrej pracy. W końcu jednak pozwalam sobie nałożyć słuchawki, by odciąć się od radosnego hałasu, jaki zwykle panuje w centrali i powoli, metodycznie wstukuję na klawiaturę numeryczną kombinację cyfr, która powie staremu nadajnikowi w Roswell, by wysłał sygnał rozmowy do komórki Kyle’a. Strasznie skomplikowane, nieprawdaż? Dziwne, że ludzie to wymyślili jeszcze przed pulsem. Ale z drugiej strony ludzie uwielbiają komplikować wszystko. Nawet technologię.

„Halo?” Kyle ziewa głośno i bezwstydnie i tylko uśmiecham się. Dobrze wiem, która jest u niego godzina, ponieważ na moim zegarku jest ta sama. Czwarta siedemnaście nad ranem. Od siedemnastu minut, jak zameldował mi posłaniec, kamera leży sobie w pudełku przed drzwiami domu szeryfa.

„Cześć śpiochu. Zgadnij, kto po tej stronie?”

Dobiega mnie dźwięk, który strasznie przypomina ten, kiedy ktoś twardo spada z łóżka na podłogę. Czy ja na pewno nauczyłam się blokować te kakofonie dźwięków? Chyba będę musiała poprosić Aleca o korepetycje, wbrew zakazowi Biggsa.

„Liz, ty diable!” jęczy, ziewając znowu „Wiesz, która godzina?”

Dawno nikt nie nazwał mnie moim starym imieniem. To tylko… wydaje się dziwne dla mnie.

„Jesteś tam?” pyta się zaniepokojony.

„Jestem.” mówię po dłuższej chwili. Kyle oddycha z ulgą. „Otwórz drzwi, na progu powinna być przesyłka.”

„Hm?” jest dość nieprzytomny, ale wiem, że wykona moje polecenie. W końcu słyszę, jak rozdziera papier na kartonie. „Whoa… Co to jest?”

„Laptop i milutka mała kamera internetowa. Wystarczy nacisnąć przycisk p o w e r. Wszystko jest ustawione. Musisz tylko wycentrować kamerę, przyczepioną do ekranu.” Słyszę, jak klnie pod nosem, zasłaniając dłonią słuchawkę. Uśmiecham się złośliwie. „Małe, bezprzewodowe, podobne do guzika.”

Patrzę na obraz, który pojawia się na moim ekranie. Ktoś zagląda mi przez ramię.

„No, no… Kyle w bieliźnie. Nie myślałem, że dożyję tego widoku!”

„Zjeżdżaj, Alec!” mamroczę.

„Tak?” śmieje mi się do ucha. Chyba jest w dobrym nastroju. Biggs za to zerka z pochmurną miną. Niedobrze.

„Chyba, że wolisz sam urządzić mały, prywatny pokaz?” pytam się, doskonale świadoma, że Alec wie, że Biggs patrzy i słucha. Już dawno 494 zorientował się, że jego przyjaciel nie aprobuje jakichkolwiek prób flirtu ze mną. Alec mamrocze do mojego ucha coś przeznaczonego tylko dla mnie, po czym uśmiechając się tym swoim niewinnym uśmieszkiem, stosuje się do mojej sugestii. Poczułabym głęboką ulgę, gdyby nie jego ostatnie zdanie.

Wstukuję polecenie do programu i słyszę w słuchawkach, jak Kyle jęczy, że ma przywidzenia.

„Zrób sobie kawy… i coś załóż na siebie, zanim mój brat uzna, że rozpowszechniam tu pornografię…”

Widzę, jak Kyle potyka się, gapiąc się na laptop. Wiem, co tam widzi. Mój obraz, powiększony niemal na cały ekran. Malutkie głośniki również działają sprawnie. Ech, technologia dwudziestego pierwszego wieku.

I to mówi ktoś, kto jest jej efektem. Kiedy ja się w końcu nauczę?

„Jesteś…”

„W komputerze?” podsuwam złośliwie.

„Jesteś diablicą.” Kyle zabiera komputer i maszeruje do kuchni. Tylko się śmieję. W końcu stawia sprzęt warty kilka tysięcy zielonych na kuchennym stole i rusza, by uruchomić ekspres do kawy. „Dobrze cię widzieć. Trochę się tutaj zmieniło od twojego wyjazdu, ale nic się nie umywa do twojej zmiany.”

Wyciągam kosmyk z mojej fryzury. Fakt, przestałam robić jaśniejsze pasemka, w rezultacie czego mam czarne odrosty. No, ale nie przesadzajmy, ok.? Odkąd Biggs ma też taki kolor, wolę ich naturalną barwę. Przypomina mi to o pokrewieństwie, kiedy się na niego złoszczę… i szybko mi przechodzi. W końcu mam brata. Po 17 latach czekania.

Wciąż trudno mi w to uwierzyć.

Kyle parska śmiechem.

„Masz tę nową aurę wokół… i się śmiejesz. Wyglądasz na szczęśliwą i zadowoloną.”

„Jestem. No, za wyjątkiem czasu, kiedy Alec doprowadza mnie do szewskiej pasji, albo Biggs zabrania mi opuszczać dom…”

„On co?”

Wzdycham.

„To nie jest najbezpieczniejsze miejsce na Ziemi. Nie wychodzę bez towarzystwa.”

Drapie się po głowie. Widzę, że wciąż wolno kojarzy. Ale przynajmniej myśli. Normalnie ciężko znaleźć faceta nie z 5 serii, który wie, co to w ogóle jest myślenie, nie wspominając o robieniu tego w miarę regularnie. Ha, o robieniu tego w ogóle!

„Wiesz co? Wrócę za pięć minut. Ubiorę się i dobudzę. Będziesz tu jeszcze? Nie porwie cię żaden brązowooki lub zielonoooki przystojniak na motorze?”

Odchylam się w fotelu i rozkładam dłonie. Kyle dosłownie sprintem wybiega z kuchni. Wymienione czynności zajmują mu dokładnie minutę i dwanaście sekund. Chyba jego osobisty rekord.

„Ok. Jestem z powrotem.” sapie „Ja wiem, Liz, że masz w zwyczaju doprowadzać facetów do szaleństwa, ale to już trochę wykracza poza ramy twojej dotychczasowej działalności.”

„Cóż mogę powiedzieć? Nowe znajomości rozwijają…”

„A propos nowych znajomości… jak tam Alec? Zaciągnęłaś go już do łóżka czy go olałaś?”

Biggs groźnie warczy ze swojego miejsca. Postanawiam się nieco zabawić. Życie jest w końcu tylko jedne!

„A jak myślisz? Jestem tylko kobietą…”

„Taa…” mamrocze „Powiedz mi coś o roku 2014, kobieto.”

Sztywnieję. Dosłownie. Każda część we mnie zamiera.

„Kamienna Ściana nie puścił pary z ust. Przeczytałem, zanim spalił na amen jedyny dowód, że podróże w czasie są możliwe.”

„Trudno nazwać to dowodem.”

Diabelnie! Czy on zawsze musi coś walnąć w najmniej odpowiednim momencie?

„Mniejsza z tym. Byłem ciekaw, co doprowadziło go do takiego stanu.”

„???”

„Znalazł to w sobotę nad ranem. Przeczytał. Wiem, bo zadzwonił do mnie, by spytać się, czy to prawda… co do mojej części w tej wiekopomnej historii. Potem całą sobotę siedział niemy, z otwartymi ustami i słuchawką w dłoni. Ocknął się wieczorem, jak Maria przyszła zrobić mu awanturę, że nie przyszedł na randkę.”

Michael niemy? W jakim alternatywnym wszechświecie?

„Moje gratulacje, Elizabeth. Dokonałaś… cudu.”

„Cud ponieważ udało mi się wdeptać Maxa pod podłogę czy za niemego Guerina?”

„Hm… to drugie. Co do tego pierwszego nie byłbym taki pewny.”

Moje serce bije mocno. Bardzo mocno.

„O czym ty mówisz?” pytam się blada ze strachu. Blue Lady, nie chcę zaczynać tego młynka od nowa. Błagam, nie chcę.

„Facet jest chodzącym zaprzeczeniem. Poważnie. Co prawda nie jest już tak zaślepiony, jak przed tą ostateczną awanturą… Czy już ci jej gratulowałem? Twoje zdolności aktorskie osiągnęły wówczas apogeum. Byłaś baaardzo przekonująca. Nawet ja niemal się nabrałem.”

„Wiesz, do kogo były skierowane te słowa.”

„Tak.” mruży oczy „Do kretyna, który nie wie, że ma siwe włosy.”

Doprawdy, jego humor potrafi wbić pod podłogę skuteczniej niż moje awantury.

„Zasłużył. Wracając do tematu, twoja mama właśnie dostarczyła mu nowej pożywki. Nawet urządził spotkanie na szczycie.”

„Nancy?” pytam się niedowierzająco. Przecież ona wyjechała.

„Wróciła wczoraj wieczorem. Nie wyglądała dobrze.”

Cała krew odpływa z mojej twarzy. Nancy wróciła. Nancy wróciła. Nancy wróciła. Sama.

„Akurat Max czekał na Michaela, który miał zamknąć kawiarnię. Ja czekałem na Tess… została kelnerką u was, ale to pewnie wiesz. Weszła tylnym wejściem. Max od razu nabrał tego swojego cielęcego spojrzenia i niemal napadł na nią, pytając dość natarczywie, gdzie jesteś, czy przyjechałyście razem. Zaprzeczyła, wiec wpadł niemal w szał. Dobrze, że cię tam nie było. Twój tata praktycznie wyrzucił go za fraki i zakazał wstępu do Crashdown. A potem pocałował twoją mamę, jakby co najmniej nie widzieli się rok. Aż zazdrość bierze, kiedy się patrzy na nich.”

„Była sama?” pytam się nerwowo.

„Jasne. Kogoś przysłałaś z nią?” Kyle pyta się ciekawie. Potrząsam głową. „W porządku, nie będę pytał, co się dzieje. Nie moja działka. Chcesz jeszcze coś wiedzieć o rodzicach, czy mogę wrócić do tematu nieustraszonego lidera?”

„Rozmawiałeś z nimi? Mówili coś o mnie?”

„Jasne. Pytałem, kiedy przyjedziesz. Nancy powiedziała, że jesteś u Aleca i co najdziwniejsze, wydawała się bardzo zadowolona z tego faktu. Mówiła o tym niemal jak z ulgą. Potem jednak poszła spać. Wyglądała na skrajnie wyczerpaną, Liz.”

Wzdycham. Biggs rzuca mi spojrzenie, po czym sięga po swoją komórkę. Dobrze wiem, co zaraz zrobi, wyda rozkaz sprawdzenia Nancy.

„Co najgorsze, powiedziała coś, co ja miałem powiedzieć tobie.”

„Więc mów.”

„To tylko było dziwne… Powiedziała, żebyś zrobiła test F657RT z 593.”

Zamykam oczy. W cholerę… Czy Nancy nie powiedziała, używając kodowego języka Manticore, bym zrobiła test zgodności DNA? Patrzę się na Biggs. Opuszcza komórkę i podchodzi do mnie. Rozglądam się po sali. Ale inni za to patrzą co najmniej zdumieni… Cholera. Wielki sekret właśnie się wydał.

„Cześć, Kyle.” Biggs uśmiecha się do Valentiego, ale mogę widzieć, jak drżą mięśnie na jego twarzy. Być może właśnie dodaliśmy ważny element układanki, by rozgryźć Nancy. Wróg czy sojusznik? Pytanie warte wiele. „Coś jeszcze mówiła?”

„Hm… bezpośrednio do mnie, nie. Ale odniosłem niesamowite wrażenie, że ogląda się za każdym swoim krokiem. Była nerwowa, wyczerpana. Przede wszystkim fizycznie, psychicznie raczej nie. I kiedy myślała, że nie słyszę, spytała, czy t y jeszcze żyjesz.”

Zdejmuję słuchawki i mikrofon.

„Idę po Max.” mamroczę. Trochę za dużo rewelacji jak na jeden poranek.

„Liz…?” Kyle widzi mnie odchodzącą od ekranu „Co to za wiadomość?”

Biggs krzywi się i odpowiada za mnie.

„Coś, o czym wiedzieliśmy od tamtej awantury… czy też tuż przed.”

„Co było w tych papierach? Liz wyglądała, jakby co najmniej dostała obuchem w głowę.”

„Nie chcesz wiedzieć… ale ci powiem. W końcu Liz zaufała tobie ze swoim życiem, więc ta informacja jakoś nie zmieni twojego nastawienia.”

Zatrzymuję się w pół kroku i gapie się w niedowierzaniu na mojego brata. On chyba nie zamierza…?

„Liz jest mutantem, zaprojektowanym w tajnej agencji rządowej Manticore.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *