Freak Nation (29)

29.

Wracam do domu. Naszego domu. Siadam na podłodze w pustym pokoju. Przede mną długie godziny czekania na powrót Biggsa. I co ja mam robić?

Siedzieć.

Rozmyślać.

Użalać się nad sobą.

Śnić koszmar.

Milutkie perspektywy.

Już wolę sprzątać.

Moje rzeczy są w absolutnym bałaganie. Więc robię jeszcze większy bałagan. Nie można zrobić gruntownych porządków bez niego. Najpierw trzeba zrobić totalny nieporządek, prawda?

Ale po godzinie wszystkie moje rzeczy są posegregowane i starannie poskładane. Nie było ich dużo. Każde ubranie, każdy drobiazg, każda rzecz, znalazła się na swoim miejscu w schludnym rządku pod ścianą.

„Co robisz?” słyszę nagle za sobą głęboki, męski głos. Podnoszę wzrok i widzę Aleca oglądającego mnie ze zdziwieniem.

„Myślę.” pada moja obojętna odpowiedź.

Wydaje dźwięk podobny do parsknięcia.

„Myślisz, więc jesteś?”

„Co tu robisz?”

„Hm… stoję w drzwiach?”

Doprawdy, odpowiedź godna potomka neandertalczyków.

„Nudzi ci się?” pytam, ukrywając złość. Alec wydaje się czerpać przyjemność z dręczenia i irytowania mnie. Albo sens życia.

„Nie… byłem akurat w pobliżu TC i wpadłem zobaczyć, czy wybrałaś już swoje lokum.”

„Owszem!” mówię zimno „Właśnie w nim stoisz.”

Oczy Aleca nagle pochmurnieją. Jest w nich jakaś niechęć. Najwyraźniej ten pomysł nie przypadł mu do gustu.

„Będziesz mieszkać u Biggsa?”

„Coś nie tak? Nie podoba ci się ten pomysł?” pytam słodko. Potrząsa głową w odpowiedzi.

„Nie… zaskoczyłaś mnie. Biggs ani słowem nie wspomniał… Sądziłem… a zresztą, nie ważne.”

Jakoś nie jestem zainteresowana jego rozważaniami, tylko informacją, kiedy sobie pójdzie. Może on nie zauważył, ale nie jestem w nastroju do towarzyskich pogawędek i z całą pewnością nie jestem w nastroju, by znosić  j e g o. Jestem zła, niepewna, rozżalona i w dołku psychicznym. A kiedy widzę jego, tak uśmiechającego się tym swoim niewinnym uśmieszkiem, krew wrze we mnie. Facet nie ma problemów. On zawsze jest w porządku, zawsze wszystko dla niego gra, a życie jest przyjemną zabawą.

Mógłby się zamienić ze mną…

„Więc co tu jeszcze robisz? Teraz już wiesz i możesz się wynieść!” nie kryję swojej niechęci.

„Właściwie to przyszedłem zabrać cię na obiad.”

Jedno mrugnięcie. Drugie.

Czy ja dobrze słyszałam?

Alec delikatnym ruchem zamyka moją buzię. Dopiero wówczas dostrzegam, że moje usta były otwarte ze zdumienia.

Uśmiecha się miękko, rzucając figlarne spojrzenie w stronę otwartych drzwi łazienki.

„Będziesz grzeczną dziewczynką i przyjmiesz zaproszenie?”

„Nie przypominam sobie, byś mnie gdziekolwiek zapraszał!” warczę. Nie zamierzam ulec jego urokowi. To znaczy nie chcę.

Ale on już wyciąga mnie z pokoju i mieszkania.

„Wiesz, że nie mogę opuszczać TC?” jęczę zrezygnowana, czepiając się mojej ostatniej deski ratunku.

„Wiem, wiem… ” śmieje się „Po prostu mi zaufaj.”

„Prędzej piekło zamarznie.”

„Zabawne… ostatnio trwało to ledwie kilkanaście godzin!”

Nie  c i e r p i ę  jego pamięci.

~ * ~* ~ * ~

Wbrew moim najczarniejszym przypuszczeniom, „obiad” nie okazał się katastrofą stulecia. Wręcz przeciwnie. Alec wyciągnął mnie na dach budynku i zaciągnął w niewielką zatoczkę między przybudówkami. Kazał usiąść. Ku mojemu zdumieniu była tam nawet prowizoryczna ławka z kilku drewnianych skrzyń.

Daniem głównym była pizza. Mutanci zdecydowanie maja fioła na punkcie niezdrowej żywności. Strach pomyśleć, co za przyjemne jedzonko podawali w Manticore.

Poza tym wciąż jest dla mnie dziwne, że mogę pochłonąć wielką pizzę z mnóstwem dodatków i podwójnym serem i wciąż mieścić się w ulubione dżinsy. Z punktu widzenia większości kobiet na tej planecie jestem godna zazdrości.

Siedzieliśmy na dachu godzinę. Jakimś cudem nie padało. Alec nie był ani złośliwy, ani nachalny ani nie próbował na siłę zirytować. To był miły czas. Nie myślałam o nieprzyjemnych sprawach czy niepewnej przyszłości. Po prostu miło spędzałam czas. I podobało mi się to. Nawet żałowałam, kiedy Alec musiał wracać do pracy. Normal, jego szef mógł mieć fioła na punkcie swojego złotego chłopca, ale nawet jemu nie wszystko uchodziło płazem. Przepustka międzysektorowa posłańca w tym mieście jest na wagę złota… Też taką chcę mieć, kiedy wreszcie opuszczę mury TC.

Ale a propos przyszłości… Czas, w którym będę mogła opuszczać bazę, to naprawdę odległa przyszłość. Tak więc muszę teraz znaleźć sobie jakieś zajęcie tutaj, coś, co sprawi, że nie zanudzę się na śmierć przez te pół roku.

Oczywiście, zbyt wiele planować nie mogę. Biggs i Max wyrazili się jasno: żadnego opuszczania TC w pojedynkę, zanim nie nauczę się obrony. Muszę o tym porozmawiać z Biggsem. Z całą  pewnością X-seria i inne mutanty trenują. Z „przyjaznym” nastawieniem ludzi to konieczność. Konieczność, która bezpiecznie może odbywać się tylko w TC. Nie mam pojęcia, co do ich grafiku, ani kto będzie mnie uczył. Ale już krzywię się na samą myśl. Obrona jest mi potrzebna, ale ja nie jestem wielką entuzjastką przemocy. Nigdy nie byłam.

Poza tym… nie bardzo wiem, co miałabym robić w TC. W Roswell mój czas zajmowała szkoła, praca w Crashdown, praca domowa albo obce kłopoty. Marzyłam o Harvardzie i biologii molekularnej, o studiowaniu na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata… wszystko w moim życiu było temu podporządkowane. Teraz jest to niemożliwe… właściwie nigdy nie było, ale ja o tym oczywiście nie wiedziałam. Straciłam sens celu i nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić.

~ * ~* ~ * ~

Biggs wraca koło ósmej wieczorem. Przez czas, który upłynął od obiadu z Aleciem, zdążyłam trochę porozmyślać i trochę pozwiedzać Terminal City. Niewiele zobaczyłam, ponieważ znowu zaczęło lać. Ale przynajmniej wiem już, jak duża jest baza mutantów i jak mniej więcej przebiega układ ulic i budynków. W drodze powrotnej natknęłam się na Cody’ego, który łaskawie opowiedział, kto jeszcze mieszka w budynku. No cóż, nie wiem, czy Alec na tym samym piętrze to dobra wiadomość, ale przynajmniej zostałam ostrzeżona.

Biggs siada na kuchennym blacie z kanapką w jednej i kartonem mleka w drugiej dłoni.

„Max przydybała mnie w Jam Pony.” mówi spokojnie „Powiedziałem, że skoro się zgodziłaś, to w porządku. I tak długo cię stąd nie wypuszczą. Nastroje w mieście nie są najlepsze.”

„White znowu coś zrobił?”

„Nie. To jeszcze efekt zlinczowania jednego z naszych… Alec mówił ci o tym, prawda?”

Kiwam głową. Chyba nie lubię ludzi.

„Mamy teraz naprawdę świrnięty okres. White czyha na każdy nasz błąd.”

„Więc pewnie wyjazd Max do Roswell nie był najmądrzejszym pomysłem?”

„Nie, ale i tak musiała zniknąć na kilka dni. White odczytując runy na jej ciele, zachowywał się jakby była co najmniej największą groźbą dla Familiars w przeciągu pięciu tysięcy lat. White musi ją teraz znaleźć, inaczej jego kumple z kultu nie będą zadowoleni.”

„To niezbyt dobrze, że jeździ po mieście z przesyłkami.”

„Nie. Ale przepustka jest na wagę złota. W razie kłopotów inni posłańcy mogą poświadczyć, że pracowała w Jam Pony przed tym, jak Manticore poszło z dymem. Nie byłoby dobrze, gdyby nasz główny lider dostał się w ich ręce.”

Siadam koło niego. Moją kolację już zjadłam, ale mleka się napiję.

„Więc… co teraz?”

„Kilka reguł do przestrzegania dla młodszej siostry.” szczerzy zęby, a ja jęczę.

„Wiedziałam, ze twoja propozycja zamieszkania to tylko przykrywka!”

„Yuppi. Wracasz do domu przed dziesiątą. Żadnych chłopców bez uprzedniego przedstawienia i zaakceptowania…”

Posyłam mu mordercze spojrzenie, wybitnie świadczące, co o tym myślę.

„Żadnego alkoholu, prochów, sterydów i innych tego typu przyjemności. Nie gotujesz, chcę żyć. Sprzątasz w pokoju co najmniej raz na tydzień…”

Nie wytrzymuję i krztuszę się mlekiem. Biggs życzliwie klepie mnie po plecach.

„Na poważnie.. Jest kilka zasad, których oczekuję, byś przestrzegała. Bezwzględnie.”

Dochodzę w końcu do siebie i poważnieję. Wiem, że sprawa jest poważna.

„Ok. Wal.”

„Po pierwsze… i po ostatnie…. Nie istnieją, powtarzam, nie  i s t ni e j ą  kłopoty i problemy, z których nie mógłbym cię wyciągnąć. Zrozumiano?”

Kiwam głową.

„Zrozumiano?!” jego głos wcale nie przypomina tonu troskliwego brata, raczej wymagającego, surowego dowódcy.

„Zrozumiano.” potwierdzam „W cokolwiek wdepnę, wyciągniesz mnie z nich.”

„Dokładnie. Niemniej  m u s z ę  o nich najpierw wiedzieć, nawet tych osobistych. A już szczególnie, jeśli dotyczą Aleca. On nie ciągnie każdej kobiety do łóżka. Jest gorszy, o wiele, wiele gorszy. Wiem, co mówię. I nie chcę, by zanurzył swoje genetycznie poprawione pazury w mojej młodszej siostrze.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *