Freak Nation (26)

26.

Jestem naprawdę pod wrażeniem wczorajszego wieczoru i nocy.

Biggs jest najwyraźniej jednym z X5, który załapał się na nieco większą dawkę DNA rekina. Nie śpi zbyt wiele, kilka, może kilkanaście godzin tygodniowo. Co tylko oznacza, że kiedy w końcu ustaną skutki uboczne, ze mną będzie tak samo.

Tej nocy żadne z nas nie spało.

Biggs wrócił po dwóch i pół godzinach, krótko po północy, zaskakując mnie zupełnie. Siedziałam sobie na świeżo wyszorowanej podłodze mojego nowego pokoju i pijąc świeżo zaparzoną kawę oglądałam moje dzieło – wyskrobane ściany. Dla laików i innych niewtajemniczonych w arkana budowlanki, już wyjaśniam, że większość budynków w Seattle jest w marnym stanie technicznym. Zwykłe zmycie poprzedniej farby i położenie podkładu na ścianę nie pomoże. Po tygodniu wszystko wyjdzie. Więc musiałam dobrać się do tynku. Odchodził od ściany pod moim dotknięciem. Nawet nie musiałam na początku używać narzędzi, które zostawił Biggs.

W ten oto sposób dokopałam się do pięknej barwy starych cegieł. No, stare, to one może nie są. Ten budynek postawiono krótko przed pulsem, w 1989 roku, i to nie z jakichś płyt, ale z porządnej cegły w najlepszym gatunku. Zaprawa użyta do budowy ścian nie schodziła nawet pomimo moich ciężkich wysiłków. Musiałam użyć naprawdę cięższych narzędzi, by trochę wyrównać powierzchnię. Ale efekt był niezły. Mogłabym nawet pozostawić takie ściany, musiałabym tylko zamaskować niezbyt duży ubytek, beztrosko zaklejony przez poprzednich właścicieli grubą warstwą gipsu.

I tak mnie zastał Biggs. Rozejrzał się po pomieszczeniu i gwizdnął z uznaniem.

„Kiedy zdążyłaś to zrobić?”

Uśmiecham się znad mojego kubka kawy. Jego ekspresu nie zdążyłam rozbroić, ale czajnik nie sprawił mi trudności, podobnie jak znalezienie kawy rozpuszczalnej. Kawa stała się ostatnio moim ulubionym napojem.

„Zrobiłem kilka zakupów z twojej listy.”

„Mojej listy?” nie pamiętam, bym robiła jakąkolwiek listę. Tym bardziej dawała ją jemu.

„Zrobiłaś listę, na wypadek wyjazdu z Roswell. Nie pamiętasz…”

„O nie…” jęczę. On chyba nie miał na myśli  t e j  listy? Niestety, jego uśmieszek zdecydowanie sugeruje, że chodzi dokładnie o tę listę, którą obawiam się. „Skąd ją wytrzasnąłeś?”

„Cece ją znalazła, pakując twoje rzeczy.”

Rumienię się na samo wspomnienie tego, co tam było napisane. Konkretnych rzeczy było niewiele, więcej było haseł w stylu „rzeczy od cioci Mandy” albo „żadnych truskawek/wanilii” albo „iść do fryzjera”. To by wyjaśniało po części, dlaczego do mojego plecaka Cece spakowała głównie rzeczy, które kupowałam na Florydzie. Nawet moje czarne półbuty kupiłam w Miami.

„Manifest anty-maxowski, a nie lista zakupów…” gdera, podając mi dłoń. Wstaję z podłogi i idziemy do głównego pokoju. Na kanapie leży kilka papierowych toreb. „Na szczęście Cece rozszyfrowała kilka pozycji i mi pomogła wydać część twoich pieniędzy.”

Mam nadzieję, myślę zaniepokojona. Mam  o g r o m n ą  nadzieję, że nie wyjaśniła mu znaczeń co niektórych słów, o których niewtajemniczeni faceci zwykle nie mają zielonego pojęcia.

„Zajrzyj, to nie gryzie!” śmieje się z mojego zmieszania, więc zaglądam. Uf, na początek kilka ciuchów na zmianę. Są bardziej w stylu Seattle, w dodatku dość odważne, ale są w moim rozmiarze. Hm, nic się nie ukryje przed poprawionym genetycznie wzrokiem. Muszę zapamiętać na przyszłość, by pewnego dnia wyciągnąć Cece na zakupy i dostać coś w moim stylu. Nie jestem przyzwyczajona do takich dekoltów i wycięć, nawet przy cieple Nowego Meksyku.

Biggs w tym czasie rozkłada naszą kolację. Pachnie wyśmienicie i zastanawiam się, kogo wyciągnął z łóżka, by to przygotował. Mając już jakieś próbki bezceremonialności mutantów, współczuję temu komuś.

Drapię się po głowie, kiedy patrzę na stos różnych rzeczy, rozrzuconych na kanapie. Na dzień dzisiejszy jest jasne, że śpię właśnie na niej. Ale co u licha mam zrobić z rzeczami?

Ale wówczas Biggs otwiera drzwi, które prowadzą do schowka i wyciąga z niej sporą torbę.

„Wrzuć to na razie tutaj.”

Kilka szybkich ruchów i kanapa jest znowu wolna. Kładę się z westchnieniem ulgi. To był długi wieczór.

„Jesteś jedyną kobietą, którą znam i której szafa mieści się w jednej torbie i nawet jeszcze zostaje miejsce!” słyszę złośliwy komentarz. Uchylam oko. No tak. A wieczór zapowiadał się tak przyjemnie… Czy Alec musi ciągle krzyżować swoje drogi z moimi? Ja naprawdę nie chcę mieć obsesji na punkcie tego mutanta. Z jednej paranoi na punkcie faceta w drugą. Nie chcę znowu skończyć ze złamanym sercem. A sposób, w jaki Alec traktuje płeć przeciwną, gwarantuje efekt końcowy po jednej nocy, a nie półtora roku. Nie, nie, nie!

Coś w mojej twarzy musiało go zaalarmować, bo się zachmurzył na sekundę. Naprawdę, wcale mi się nie przywidziało.

„Cóż ja poradzę na to, że jestem wyjątkową kobietą?” unoszę brwi w wyzwaniu. Alec śmieje się. Konflikt rozładowany. Oddycham z ulgą. Nie chcę psuć Biggsowi humoru awanturą z jego najlepszym przyjacielem.

„Zjesz z nami?” Biggs wychyla się z powrotem ze schowka.

Nie, nie, nie, błagam, braciszku, nie rób mi tego… posyłam mu błagalne spojrzenie, ale 593 patrzy ostrzegawczo. No tak, jeśli zignorujesz Aleca, to on nie da ci spokoju do końca twych dni. Dostałam wiadomość.

„Darmowe jedzonko? Nigdy nie odmawiam!” przystojniak odpowiada z tym swoim firmowym uśmieszkiem.

„Tak zupełnie darmowe to nie będzie…” chyba jednak do Biggsa dotarło moje błaganie „Będziesz musiał coś dla mnie zrobić, ale o tym później.”

Alec jęczy w zawodzie.

„A już myślałem, że Maleństwo zdążyła cię ucywilizować!”

„Nie będę wytykała palcem, kto tu pilnie potrzebuje kilku lekcji życia wśród homo sapies!” uśmiecham się słodko i podnoszę się z kanapy, ponieważ Alec swoim starym zwyczajem rozwala się na miejscu mojego spania. Jakiś fetysz, czy co?

„Nie narzekałaś w piątek po południu!” mruży swoje zielone oczęta. Nawet pojedynczy mięsień nie drgnął na mojej twarzy, a złośliwość mojej karnacji jakoś tym razem zrobiła sobie wolne.

„Znajdź sobie inną nauczycielkę.”

„Hm…” wodzi wzrokiem po mojej sylwetce „Biorąc pod uwagę twoje wieloletnie doświadczenie… życia na zewnątrz, jesteś praktycznie jedynym X5, który może śmiało uchodzić za eksperta.”

„No właśnie.” czy mój uśmiech jest równie złośliwy, jak czuję się w tej chwili? „Ekspert raczej nie zajmuje się uczeniem takich laików, jak ty. Musiałbyś liznąć trochę wiedzy, by chociaż myśleć o skorzystaniu z mojej wiedzy.”

„Liznąć trochę wiedzy?” podnosi brew w  b a r d z o  sugerującym wyzwaniu „To się da zrobić! Zawsze byłem pilnym uczniem!”

„Uroczy jak zawsze!” Cece wchodzi do mieszkania. Co jest z innymi X5? Czy oni nie potrafią pukać? Myślę, że Cody właśnie złapał u mnie dużego plusa. On nawet  c z e k a  aż dwie sekundy, nim wparuje do środka. Dla X5 to pewnie wystarczająco długa chwila, by wyjść z intymnej sytuacji, jeśli się w takowej akurat znajduje.

„Jak zakupy? Pasują?” Cece pyta się mnie z szelmowskim uśmiechem. Dobrze wiem, czemu zawdzięcza tą minę. Ona dobrze wie, że ubrania są zdecydowanie o wiele bardziej odważne niż cokolwiek innego dotąd nosiłam. No, poza moim purpurowym bikini na Florydzie. Podobało się nawet mojej super liberalnej cioci Mandy, a to już coś znaczy!

„Nie wiem. Nie przymierzałam, ale powinny pasować…”

„N i e  p r z y m i e r z y ł a ś  n i c z e g o ?”

Jestem pewna, że jej krzyk słychać co najmniej na drugim końcu Terminal City. Zatykam uszy z jękiem, kiedy tylko dociera do nich ten świdrujący dźwięk. Biggs upuszcza talerz.

„Cece, zamknij się! Przez ciebie o mały włos nasza kolacja nie wylądowała w koszu!” warczy.

Blondynka obrzuca go urażonym spojrzeniem i wskazuje palcem na mnie. Och, jestem w kłopocie. Dużym kłopocie.

„Maleństwo nie przymierzyło niczego z moich zakupów!”

Usiłuję umknąć do mojego pokoju, ale spojrzenie mojego bliźniaka trzyma mnie na miejscu. Znowu to błagalne spojrzenie. W dodatku Alec uśmiecha się z satysfakcją, jakby tylko czekał na wybuch Cece… albo co najmniej przyszedł tutaj specjalnie, by go zobaczyć. Och nie, czy ja tutaj wietrzę spisek? Przeciwko mnie i mojemu stylowi ubierania?

Krzyżuję ręce na piersi.

„Chyba nie oczekujesz, że teraz zrobię ci rewię mody?” pytam z niedowierzaniem.

„Czemu nie?” jej spojrzenie jest niewinne. Psiakrew, dlaczego w Manticore uczyli aktorstwa i negocjacji? Ja też chcę takie lekcje. I to szybko!

„Z tego powodu…” syczę „… że ktoś tu mnie wrabia!”

Alec wstaje i patrzy na mnie z tym swoim firmowym uśmieszkiem.

„Nie powiesz chyba, że to ci przeszkadza?”

Składam przysięgę Blue Lady, że pewnego dnia dorwę tego faceta w ciemnym zaułku.

I tym właśnie sposobem ostatnia noc zapisała się w mojej pamięci jako pełna wrażeń…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *