Freak Nation (21)

21.

„Zaufałam tobie! Zaufałam tobie ponownie, mimo, że na moich oczach całowałeś Tess. Wierzyłam twoim słowom. Ale wiesz co? Mam tego dość. Mam dość, że za każdym razem kiedy mnie dotykałeś, przekazywałeś mi pamięci, które paliły mnie do żywego. Mam tego dość. Jestem chora od tego wszystkiego. Może gdybym cię jeszcze kochała, może udałoby się to jakoś poskładać, naprawić. I wiesz co sobie uświadomiłam w ostatnim tygodniu? Miłość zmieniła się w nienawiść.

Boję się zasnąć, ponieważ dręczy mnie wiecznie koszmar białego pokoju. Nie mogłeś udźwignąć tego ciężaru sam? Och, jak dobrze podzielić się tym z Liz, moją pokrewną duszą!” szydzę „Podczas, gdy miewasz marzenia i sny o blond dziecince! Guzik mnie obchodzi, że to było zesłane przez paczenie umysłu. Na to machnęłabym ręką. W błyskach pojawiają się zarówno pamięci obrazów, jak i uczuć z nimi związanych. Podobało ci się, nieprawdaż?”

Podchodzę gwałtownie do fotela i biorę mój plecak. Odwracam się do Maxa, po raz pierwszy niemego tego wieczoru. Ostatni kwadrans po pierwszym zaskoczeniu, spędziłam na wyrzucaniu na Maxa wszystkiego, co we mnie rosło przez ten tydzień. Chryste, Max z przyszłości nie tylko żałował naszej miłości. On mnie zostawił samą w najgorszym tygodniu mojego życia, kiedy wszyscy wokół okazywali się zdrajcami i wrogami. Nie potrafię tego wybaczyć. Złość dzisiejszego Maxa nie wynagrodzi mi tego. Przeciwnie. W tym Maxie widzę kogoś, z kogo wyrósł ten egoistyczny sukinsyn, który miękkim i pełnym czułości głosem przekonywał mnie do zrujnowania sobie życia w imię wyższego celu.

Jak do diabła mielibyśmy zmienić losy wojny poprzez rozdzielenie mnie i Maxa? To Max potrzebuje się zmienić, nie ja.

Chcę zranić. Mocno, tak boleśnie, jak tylko się da. Gniew we mnie żywi się poczuciem krzywdy. Gniew karmi mój umysł, karmi moje usta, by wydobywać z nich to wszystko, co dotrze do mężczyzny, któremu niegdyś zaufałam z moim sercem.

„To bolało. Jak diabli. Ale wiesz, co jeszcze sobie uświadomiłam przez ten tydzień? To nie musi być tak. Miłość i ból nie idą automatycznie w parze. Być może nigdy nie zraniłeś mnie naumyślnie, tak jak ja tamtego wieczoru  ciebie  ś p i ą c  z Kyle’m czy odchodząc spod groty po wiadomości od twojej matki…”

Przed moimi oczami przemyka wizja Maxa z przyszłości błagającego, bym pomogła mu przestać mnie kochać.  D l a c z e g o  to wciąż boli? Dlaczego gniew nie pomaga? Nie spala bólu?

Biorę głęboki oddech. Skóra na zaciśniętych dłoniach pali.

„… ale to zrobiłeś i nawet tego nie widziałeś. Nie widziałeś, nie chciałeś widzieć, do cholery!” wrzeszczę mu w twarz „Ty nie ocaliłeś mojego życia. Ty mi je zabrałeś, nie pytając o nic. Ale teraz… teraz zamierzam odzyskać moją własność. To moje życie i ty nie masz prawa rujnować go ponownie swoją miłością. Nie pozwolę ci na to. Będę walić i ranić cię tak mocno, tak długo, aż to zrozumiesz, aż przejrzysz na oczy. Nie chcę ciebie w moim życiu!”

Cofam się, potrącając przy tym Marię, która skomle. Nie dbam o to.

„Wiesz co? Do zeszłego tygodnia żałowałam, że nie umarłam tamtego dnia w kawiarni. Sprawiłeś, że chciałam  u m r z e ć. I   c i e b i e  teraz dziwi, że zwracam się do kogoś, kto przywrócił mi wolę życia? Zostaw Kyle’a w spokoju. On mnie nie zranił. Wręcz przeciwnie, był przy mnie, kiedy potrzebowałam przyjaciół. Przyjaciół, którzy unikali mnie z powodu twoich dąsów za twoje złamane serce. Jakoś żaden z nich nie troszczył się o moje serce, nawet Maria była bardziej zainteresowana zabiciem ciebie niż moim stanem ducha.”

Spoglądam po twarzach członków klubu. Każda z nich jednakowo wyraża szok i zażenowanie, tylko po twarzy Isabel płyną łzy. Niezgrabnie wyjmuję z kieszeni plecaka opakowanie chusteczek higienicznych. Moje ręce trzęsą się, kiedy kładę je na stoliku obok niej. Przyjmuje to bez słowa.

„Wiem Isabel, że nie zdążyłaś powiedzieć Maxowi o naszej porannej rozmowie.  Nie wiń się za to, nie wiń się i nie sądź, że potrafiłabyś złagodzić cios. To Max nie chce widzieć pewnych rzeczy. Czasami sami musimy dorosnąć do naszych wyborów.”

Zwraca swoje brązowe oczy na mnie.

„Przepraszam. Powinnam była mu jednak powiedzieć o naszej rozmowie. Nie chciałam jednak… nie chciałam… ” słowa toną wśród szlochów. Chciałabym bardzo, by był tu Alex, ale to jest niemożliwe. On jest daleko, tak jak ja będę za kwadrans.

Powoli kroczę do drzwi. Mój oddech uspokaja się, zupełnie jakbym w ogóle przed chwilą nie urządziła awantury stulecia. Skóra na dłoniach piecze i pali, kiedy ujmuję klamkę. Nie odwracam się. Wychodzę na korytarz, słysząc jak pracuje już motor Biggsa.

„Liz…” głos Kyle’a zatrzymuje mnie w pół kroku na chodniku.

Zwracam moje oczy na niego.

„Dziękuję, że stanąłeś w mojej obronie, Kyle. Ale myślę, że będzie lepiej, jak tam teraz wrócisz.”

„Nie jestem tam najbardziej upragnioną osobą.” wzdycha „Nie powiem, że jestem zadowolony, że wypowiedziałaś te słowa…”

„Ktoś musiał.”

„Tak, ktoś musiał. Ale to ty zapłacisz za nie cenę. Maria wygląda, jakby zamierzała cię zabić za sugestię, że cię zostawiła samą ze złamanym sercem. Przez Evansa i jego głupotę możesz stracić kilku przyjaciół.”

„Nie zależy mi!” potrząsam głową, oddając Biggsowi mój plecak.

„Odchodzisz!” nagle rozumie.

Kiwam głową. I wówczas Kyle mnie przytula. Trzyma mocno przez dobrą minutę.

„Daj czasem znać, co u ciebie, dobrze?”

„Nie sądzę, by to był dobry pomysł…” zerkam na drugiego X5, czekającego cierpliwie „Zobaczę jednak, co da się zrobić.”

„Ok. Wiesz, gdzie mnie szukać. Nigdzie się stąd nie ruszam.”

Zakładam kask i wsiadam na motor. Wiem, że Kyle patrzy za nami, kiedy odjeżdżamy ulicą, ale nie oglądam się. Ze wszystkich ludzi na tym świecie, nie oczekiwałam, że to właśnie Kyle Valenti będzie moim prawdziwym przyjacielem.

Ale w końcu przyjaciół poznaje się w biedzie.

~ * ~* ~ * ~

Alec i Cece zauważają mój nastrój, kiedy tylko przekraczam próg mieszkania. Siedzą w opustoszałym pokoju, przerzucając się żartami. Mój wyraz twarzy sprawia, że cichną natychmiast. Biggs tylko kręci głową, by nie zadawali pytań. Jestem mu za to wdzięczna.

Pakują ostrożnie flakony, by nic się nie zbiło podczas jazdy. W tym czasie ja spoglądam w okular mikroskopu, usiłując dociec, czy to jest tylko płyn do kąpieli czy coś jeszcze. Ale być może jestem zbyt roztrzęsiona albo nie mam wystarczającej wiedzy, by to stwierdzić.

Dziesięć minut później nawet mikroskop zostaje schowany do specjalnej walizki, a walizka wniesiona do samochodu.

„Dobra, zbieramy się.” Alec rzuca w stronę Cece, która jeszcze poszła sprawdzić łazienkę „Maleństwo, do furgonetki!”

„Tak jest, sir!” żartobliwie salutuję i gramolę się na jedno z wolnych tylnych foteli. Biggs zatrzaskuje drzwi i wraca na swój motor. Sekundę później Cece wyłania się z mieszkania, kładzie klucze pod doniczką i rusza za nim. Alec siada za kierownicą i łapie moje zdumiałe spojrzenie.

„Pożyczyliście sobie mieszkanie?” pytam w niewierze.

494 wzrusza ramionami i uśmiecha się niewinnie.

„Czemu nie? Tak było najbezpieczniej. I tym trudniej będzie potem odszukać Nancy naszą drugą bazę. Zanim się jej to uda, właściciel wróci do mieszkania i zatrze wszelkie ślady, których my nie usunęliśmy.”

„Proste i genialne.” odwzajemniam uśmiech. Wychodzi co najmniej krzywo, ale jestem zadowolona, że przynajmniej jeden problem mniej.

Kilka minut później wjeżdżamy na autostradę do Albequerque. Biggs i Cece wyprzedzają nas bez trudu i znikają szybko na horyzoncie.

„Jedziemy najpierw na małe, prywatne lotnisko. Przyjaciel Logana zabierze samolotem sprzęt, a my przesiądziemy się na motor.”

„Do samego Seattle?” jęczę.

„Dokładnie. Cece weźmie flakony, Biggs papiery kserowane przez twojego tatę, a ja ciebie. Musimy się rozdzielić na wypadek pościgu.”

Całą drogę do Seattle sam na sam z Aleciem?

A ja nie mam sił, by mu się oprzeć. Niedobrze.

~ * ~* ~ * ~

Przyjaciel Logana okazuje się przystojnym mężczyzną, z krótko obciętymi brązowymi włosami. Nosi okulary, za którymi ukrywa szczere, pewne spojrzenie. Uścisk jego dłoni jest mocny i nie ma w nim wahania.

„Cześć. Dobrze widzieć was całych i zdrowych.”

„Jeszcze nie cali…” Alec spogląda na mnie, ponieważ ziewam po raz kolejny. Trzeci raz w ciągu minuty, jeśli chodzi o ścisłość. „… i zdecydowanie nie zdrowi. Liz znowu ma atak senności.”

„To pewnie skutek odstawienia tych substaaaancji.”

Psiakrew. Znowu ziewam. Moje oczy kleją się jak co najmniej moje dłonie do dłoni Aleca dzisiejszej nocy.

„…albo stresu.” Biggs pojawia się w hangarze, taszcząc ze sobą dwa wielkie wory „Wdeptałaś faceta w ziemię!”

„Co mnie ominęło?” Alec ma ten uśmiech, przez którego przypomina czającego się do skoku tygrysa. Mam nadzieję, że nie będę ofiarą.

„Nic ciekawego. Mała sprzeczka  z eks chłopakiem. Mogę zobaczyć te papiery od taty?”

Zielone oczy gapią się na mnie, ale postanawiam zignorować to. Pilot samolociku chrząka cicho.

„Jakie papiery?”

„Jeff skopiował część dokumentów, które ukrywała Nancy. Kilka stron zapisanych pismem Familiars.”

Siadam na betonowej podłodze i zaczynam oglądać. Sześć kartek. Cztery bardzo podobne do siebie, wyglądające jak wypełnione hieroglifami jakieś formularze. I jest symbol Manticore na tym.

Dwie ostatnie strony sprawiają, że wstrzymuję oddech. Podnoszę wzrok na Biggsa w niemym zaskoczeniu i zostaję uwięziona w jego ciemniejących, brązowych oczach. Ostrożnie składam kartki i chowam do wewnętrznej kieszeni kurtki.

„Las Cruses.” mówię „Jesteście w stanie mnie wprowadzić do ich głównego laboratorium komputerowego uniwerku na kilka godzin?”

„Co tam jest? Widziałaś już te papiery?”

„Nie. Ale uniwersytet w Las Cruses ma najnowszy typ komputera kwantowego o ogromnej mocy obliczeniowej. Jest zdolny do złamania praktycznie każdego kodu. Pismo wyglądające na staroirlandzie runy nie powinno być problemem. Nie tylko przetłumaczy te papiery, ale i dostarczy wzoru alfabetu i prawdopodobnych konstrukcji gramatycznych.”

„Tak, ale skąd weźmiemy kogoś, kto obsłuży ten komputer? Mamy sterroryzować pracowników? Zostawimy ślady.”

„Jeśli nie różni się zbytnio od tego, który ma Harvard, to będę w stanie rozkodować tych kilka stron. Więc?”

W hangarze zapada cisza.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *