Freak Nation (20)

20.

Wszyscy patrzą na mnie ze zdumieniem. No dobrze, nie wszyscy. Courtney nic nie obchodzą moje stosunki z rodzicami ani to, że właśnie na ich oczach zagrałam rolę godną nominacji do Oscarów. Zadziwiające, do czego zmusza sytuacja i zagrożenie życia.

Twarzą w twarz raczej by mi się nie udało, ale przez telefon bez problemu.

Kocham wynalazki techniki.

„Liz…” Maria występuje do przodu, niepewnie „Co się dzieje?”

„Co ma niby się dziać?” patrzę na nią absolutnie niezrozumiałym wzrokiem „Po napadzie rodzice mają świra, zwłaszcza, że nawet dzisiaj pobolewa mnie głowa. Nie mogę nawet przejść sama ulicą! A już absolutnie zabronione jest wychodzenie z domu.”

Siadam z powrotem na kanapę. Włącza się telewizor. Wszyscy podskakują.

Co jest?

Przesuwam się. Zmienia się kanał. Wiadomości BBC.

Siedzę na pilocie? Podnoszę się, kątem oka rejestrując na ekranie obraz czegoś, co wygląda strasznie podobnie do ulic Seattle. Słuch wyłapuje głos spikerki, która zdaje relację z jakiegoś nieudanego pościgu za jednym z mutantów sprzed gmachu NSA. Gdzieś w tle agent White udziela wywiadu innej stacji telewizyjnej. Ukrywam mściwy uśmieszek.

Już niedługo co najmniej X5 będą mogły ukryć się wśród ludzi tak skutecznie, że nikt ich nie wykryje. A Familiars niech idą do diabła.

„Głupie mutanty, powinni ich pozabijać!” mamrocze Maria. Zaglądam pod poduszki kanapy, by znaleźć pilota. W końcu triumfalnie wydobywam go z kąta. Wyłączam telewizor.

„Co masz na myśli?” pytam, ciekawość z pozoru w moim głosie.

„Liz, twoja głowa chyba naprawdę uległa uszkodzeniu…”

Wzruszam ramionami obojętnie. Chcę wiedzieć, co moja przyjaciółka myśli o takich, jak ja.

„Lekarz powiedział, że nawet nie mam wstrząsu mózgu.”

„Więc powinien zweryfikować swoją diagnozę, bo chyba nie myślisz jasno. Mutanty to wróg.”

Czy tylko słyszałam ruch za drzwiami?

„Czemu? Co nam zrobili? Oni chyba służyli obronie naszego kraju, prawda?”

„Liz!” Maria niemal płacze „Straciłaś rozum? Oni są gorsi od fedków, którzy torturowali Maxa w maju!”

Mój uśmiech opada. Isabel patrzy na mnie z niepokojem. Nawet Tess wydaje się poruszona moją reakcją. Cofam się nieznacznie i wpadam na Kyle’a, który tylko opiekuńczo obejmuje mnie ramionami.

Twarz Maxa zielenieje.

„Oni  są  naszymi wrogami. Tacy jak oni są jak zwierzęta, nie mają duszy, uczuć… to mordercy bez żadnego sumienia.” Tess mówi z prawdziwym namaszczeniem.

„No i?” pytam ostrożnie, nie będąc pewną, czy mój głos nie zdradza teraz, co się we mnie kotłuje.

„Wyobrażasz sobie, co by nam zrobili? To wojskowi. Wojskowi zestrzelili nasz statek, pokroili na stole dwoje z naszych opiekunów i więzili przez lata dwóch innych.”

Oddycham głęboko. Spokojnie.

„Są naszym wrogiem z definicji. Nic nam dotąd nie zrobili. Mieliśmy niesamowite szczęście, że wojsko nigdy nas nie podejrzewało, inaczej nie sądzę, byśmy wyszli cali ze spotkania z tymi potworami.”

„Możemy zostawić ten temat?” Kyle pyta z irytacją, wciąż mnie podtrzymując „Mamy ważniejsze sprawy do omówienia!”

„Tak? Na przykład?” głos Maxa ocieka sarkazmem.

„Na przykład…” gniew ledwo wrze pod powierzchnią, mój ton jest tak nieprzyjemny i zimny, że wszyscy kurczą się mimowolnie „…kto dał ci jakiekolwiek prawo odmawiać szeryfowi zgody na poślubienie kobiety, którą kocha?”

Przysięgam, słyszę jak kilka szczęk uderza o podłogę. Czuję, jak dłonie Kyle’a nieznacznie zaciskają się na moich ramionach w podziękowaniu. Spoglądam na niego i uśmiecham się nieznacznie. Jim patrzy także z wdzięcznością.

Ostatni dobry uczynek, ostatnie podziękowanie dla kogoś, kto okazał się przyjacielem.

„O czym Liz mówi, Max?” Isabel pyta się na wpół ciekawie, na wpół gniewnie. Pojmuję, że Evans nie powiedział nikomu, wbrew temu, co mówił Kyle. Najwyraźniej Evans wprowadził nas w błąd…

„O tym, że zamierzam poślubić Amy, mamę Marii.” szeryf podnosi się ze swojego miejsca „Nie chcę zaczynać życia od kłamstwa. Chcę jej powiedzieć.”

Maria wciąga ostro powietrze. Zaraz pewnie wydobędzie z kieszeni buteleczkę jakiegoś wonnego olejku i zawącha się na  śmierć. Na szczęście Michael obejmuje ją pocieszająco, pocierając jej plecy. DeLuca powoli wychodzi z szoku.

„Słucham, Max. Kto dał ci jakiekolwiek prawo decydowania o tym?” podnoszę podbródek, patrząc się w pełne zaskoczenia bursztynowe oczy. Jest w nich także zakłopotanie, niewiara i nieznaczne poczucie winy.

„Nie możemy powiedzieć Amy…” protestuje. Znam ten ton. Zawsze tak mówił, kiedy Isabel chciała powiedzieć swoim rodzicom. I owszem, Isabel po prostu kurczy się w sobie. „Nikt więcej nie może się dowiedzieć. To zbyt niebezpieczne. Jeśli powiemy Amy, to niedługo wszystko wymknie się spod kontroli. Ona jest… nieobliczalna.”

Przez minutę panuje cisza. Widzę w oczach Marii, że jest zraniona takim określeniem jej mamy, ale się nie odzywa. Isabel gapi się w okno, a jej usta drżą. Zapewne myśli o tym, jak wiele razy usiłowała namówić Maxa na wyjawienie sekretu ich rodzicom. Michael obejmuje Marię i patrzy wyczekująco na swojego lidera. Tess wzdycha i także spogląda na niego.

„Masz rację. Stracimy nad tym kontrolę. Amy nie będzie w stanie uchować sekretu. Tu w końcu chodzi o nasze życie.”

Budzę się z odrętwienia po kilku sekundach. Myśli pędzą w mojej głowie, kiedy przyglądam się zadowolonemu uśmiechowi Maxa i jednocześnie widzę, jak posyła spojrzenie pełne wdzięczności swojej żonie-z-poprzedniego-życia.

Wyswobadzam się z uścisku Kyle’a i powoli podchodzę do Maxa. Staję dosłownie centymetry od niego. Gdzie się podział ten niewinny chłopiec, w którym kiedyś się zakochałam? Chłopiec, który pomimo swoich wad, starał się nigdy nie zranić umyślnie nikogo? A teraz nawet nie dostrzega, że robi to z premedytacją. Potrząsam głową.

„Masz rację. To wszystko jest o kontroli. Nie możesz znieść, że coś nie jest wedle twojej woli, nieprawdaż? Uważasz, że twoja pozycja w poprzednim życiu daje ci tu jakieś prawa? Śnij dalej. Oby twój sen nie skończył się boleśnie, kiedy stracisz kogoś, kogo kochasz. O mało do tego nie doszło trzy tygodnie temu.

A propos kontroli, skoro o tym już mówię. Zawsze walczyłeś z Michaelem i Isabel, zawsze mając podobno intencje ich chronić. Ale jak to ładnie mówią, dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. I nagle pojawia się Tess, Michael i Isabel nie są już więcej problemem, nieprawdaż?”

W pokoju panuje cisza jak makiem zasiał. Naprawdę, te słowa nikomu dotąd nie przyszły do głowy?

„Ale opuśćmy na chwilę Tess z równania. Może nawet gdybyśmy wszyscy uznawali cię na naszego przywódcę, nie daje ci to prawo  z a b r o n i ć  szeryfowi robienia tego, co uważa za słuszne. Skórowie? Federalni? Wojsko? Kto o to dba? Zawsze byli jacyś wrogowie i zawsze będą. Nie zmienisz tego zaprzeczając temu. Możesz jedynie zabronić powiedzenia waszego małego sekretu, nie samego  ś l u b u. Co do tej pierwszej sprawy, to myślę, że zarówno Tess, jak i Isabel i Michael mają równie wiele do powiedzenia w tej sprawie, co ty. Nie tylko twoje życie waha się tutaj na szali.”

„Nie masz racji!” Isabel nagle wstaje i patrzy z ogniem w oczach „Tutaj waha się życie nas wszystkich, nie tylko hybryd. Uważam, że powinniśmy zagłosować, czy powiedzieć Amy! I tak powinno być w każdym innym przypadku!”

„Co?”

„Isabel!”

Pokój nagle wybucha hałasem. To jest jak bomba, która uderza w mój mózg. Czuję nieznaczne kłucie w tyle głowy, wiec obejmuję ją dłońmi i pochylam się. Diabelnie, muszę mieć jakąś kontrolę nad moim słuchem, bo inaczej zeświruję po kilku latach. Zwłaszcza w przypadku, kiedy okaże się, że substancje blokujące przestały działać i będę w „pełni funkcjonalną” jednostką bojową.

„Zamknijcie się!” głos Kyle’a przedziera się w końcu przez chaos. Wszyscy powoli milkną. „Liz, co ci jest?”

„To tylko moja głowa!” mamroczę „Lekarz zabronił wszelkich gwałtownych ruchów, głośnej muzyki, czytania przy lampce i całej listy innych rzeczy.”

Kłamstwo staje się moją drugą naturą. Nie wiedziałam, że mam w sobie taką inwencję twórczą.

„Masz jakieś tabletki czy coś takiego?”

Zaprzeczam.

„Nie, to zaraz przejdzie.”

„Coś pić?”

„Mleko powinno trochę pomóc.” mówię z nadzieją. Wiem, że Michael zawsze ma je w lodówce. To jego podstawowy napój, zwłaszcza przy oglądaniu meczów hokeja. Ale pamiętam też, że Michael nie lubi, kiedy ktoś rozporządza jego własnością bez pytania, nawet jeśli wymagają tego okoliczności. „Mogę się poczęstować?” pytam się więc gospodarza. Wydaje się co najmniej zaskoczony.

„Uhh… jasne. Czuj się jak u siebie.”

Otwieram lodówkę i wyjmuję karton.

„Dzięki!” uśmiecham się z wdzięcznością i nalewam pełną szklankę. Isabel tymczasem posyła mi zatroskane spojrzenie i decyduje się ostatecznie przejąć ciężar nieprzyjemnej konwersacji.

„Zadecydujmy!” mówi odważnie „Kto jest za powiedzeniem Amy prawdy po ślubie?”

Isabel, szeryf, Kyle i Maria podnoszą dłonie bez wahania. Głos Marii za zaskakuje mnie.

„Załatwione!” księżniczka lodu mruczy z satysfakcją „Zostałeś przegłosowany, Max.”

Wzdycham i odstawiam pustą szklankę po mleku do zlewu. Nie robić bałaganu.

„Niezupełnie, Isabel. Jestem przeciwko. Więc jest remis.”

Czy ja tylko słyszę chichot po drugiej stronie drzwi? Psiakrew, mój ulubiony X5 powinien oduczyć się podsłuchiwać. Kiedyś sprowadzi to na mnie kłopoty, nie mówiąc już o nim.

„Słucham?” pyta się z niedowierzaniem.

„Uważam, że Amy powinna wiedzieć, że Max, Isabel, Tess i Michael są różni od innych nastolatków!” patrzę twardo na grupę „Że mają zdolności odróżniające ich od innych. Nie musi wiedzieć, że je macie ponieważ antariańscy naukowcy umożliwili wam dostęp do tej części mózgu, której ludzie jeszcze nie używają. Albo o waszym pochodzeniu. Szeryf powie prawdę, a jednocześnie nie zrujnuje życia Amy, wprowadzając ją w sekret. Kto wie, być może to Amy niejeden raz uratuje wasze życie. I wówczas sama zadecyduje, czy chce znać całą prawdę. Na własne ryzyko i odpowiedzialność.”

„Brzmi sensownie.” szeryf kiwa głową. Paradoksalnie niemal wszyscy zgadzają się ze mną.

„Liz…” Max robi krok w moją stronę, patrząc tym swoim zranionym spojrzeniem.

Nie dotykaj mnie, Max.

Nie chcę być znowu rozbitym wrakiem.

„Chwileczkę!” Michael drapie się po brwi „Co miałaś na myśli mówiąc, że nie zrujnuje życia Amy?”

Zamarzam, dosłownie.

„Przejrzyj na oczy, Michael!” Isabel parska „Max zlikwidował ranę po kuli, ale życie Liz od tamtego czasu przypomina wieczną karuzelę. FBI, obcy morderca, koszmary o białym pokoju czy ostatnie kłótnie z rodzicami. Jak myślisz, dlaczego Liz wybrała się na nocny spacer po opustoszałym mieście? Dlaczego uciekła na całe wakacje na Florydę?”

„Isabel, nie pomagasz!” otrząsam się. Jeszcze tego by brakowało, by inni poznali sekret moich koszmarów.

„Isabel ma rację!” Kyle oponuje łagodnie „Liz nie chce jakichkolwiek kłopotów związanych z obcymi. Nigdy nie chciała, tak samo jak ja. Nie jest fajnie zostać zabitym z powodu kretyna z odstającymi uszami, a potem zostać przez niego przywróconym do życia.”

Wstrzymuję oddech w zaskoczeniu.

„Kretyn z odstającymi uszami? Max nie ma odstających uszu! Nie jest też kretynem.”

Jak zawsze wierna Tess.

„Jakkolwiek!” wzrusza ramionami „Co nie zmienia faktu, że zginąłem przez jego błędy.”

„To nie moja wina, że Nasedo zamienił się we mnie!” Max warczy. Temperatura w pokoju podnosi się niebezpiecznie. Kyle patrzy wilkiem. I chyba nikt nie spodziewa się słów, które teraz padają. „Winisz mnie za wszystko, ponieważ odebrałem ci Liz. I chciałeś się zemścić. Wykorzystałeś Liz, jej osobiste problemy, by udawała przede mną, że się kochaliście.”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *