Freak Nation (18)

Freak Nation 18.

Moje życie zaczyna być patetyczne. Najpierw przychodzi do mnie kosmita z przyszłości i oznajmia, że musi przestać mnie kochać bo świat się skończy. Następnego dnia okazuje się, że jestem genetycznie zaprojektowanym super żołnierzem do zadań specjalnych uratowanym jako dziecko od bandy świrów, a tydzień później dowiaduję się, że byłam truta przez całe życie przez domniemaną wybawicielkę. Aż boję się myśleć, co się okaże w przyszłym tygodniu.

Zdecydowanie, sensacyjnych wieści mam dość na parę lat.

Ale obawiam się, że to prawdopodobnie jeszcze nie koniec.

Na razie muszę przygotować się na nadchodzące tygodnie. Po pierwsze, potrzebne mi będą pieniądze. Więc Biggs zawozi mnie do banku. Muszę odstać swoje w kolejce, ponieważ w bankomacie nie mogę wypłacić całej sumy. Limit ustanowiony dawno temu.

W końcu jednak wychodzę z budynku, uzbrojona w parę tysięcy dolarów. Cały mój fundusz Hasta La Vista, uzbierany dzięki zdjęciu pewnej lalki, które zbyt długo leżało na słońcu. Turyści bywają naprawdę naiwni. Uwierzą we wszystko.

Dziesięć minut później pukam już do drzwi apartamentu Michaela. Otwiera sam gospodarz. Mierzy mnie od stóp do głów uważnym spojrzeniem. Po jego minie widzę, że nie jest w najlepszym nastroju.

„Parker.” kiwa głową „Dobrze cię w końcu widzieć.”

„Nie mogę tego samego powiedzieć o tobie!” mamroczę, kiedy w końcu wpuszcza mnie do środka. Za mną niczym cień podąża Biggs. Z d e c y d o w a n i e  nie podoba się to panu Kamienna Ściana.

„A ten co tu robi?” pyta się wrogo.

„Pilnuję, żeby znowu nikt na nią nie napadł!” Biggs odpowiada z czarującym uśmiechem. Michael robi wielkie oczy.

„O czym on mówi?” podejrzliwość w jego głosie miesza się z niepokojem.

„Spytaj szeryfa, jeśli nie wiesz!”

Nie zwracam już na nich uwagi, ponieważ dostrzegam Kyle’a na kanapie. Wpatruje się w telewizor, jakby co najmniej nadano wieści o zmartwychwstaniu Buddy.

Spojrzenie na ekran. Nie, to tylko kolejny odcinek Dragon Ball.

Staję obok i wreszcie mnie dostrzega.

„Liz!” zrywa się natychmiast „Dobrze, że jesteś. Mam wszystko. Ale były kłopoty.”

Biggs momentalnie jest przy mnie.

„Twój tata wyczaił mnie, kiedy wychodziłem z łazienki.”

Kyle sięga do swojego plecaka, podając mi jednocześnie mój.

„I wówczas wydarzyła się niesamowita rzecz. Sam otworzył schowek w ścianie, wyjął pudełko i mi je dał…”

Patrzymy się na siebie z Biggsem. Niepokój przebiega po moim ciele.

„… razem z tym. Napisał też krótki list do ciebie.”

Kyle triumfująco wyciąga grubą, szarą kopertę A5 i podaje mi. Nerwowo rozrywam papier, kiedy drugi X5 opiekuje się zawartością mojego plecaka. Wiem, że zagląda ciekawie do pudełka i wiem, co tam znalazł. Gotówkę i mój pamiętnik.

Wyciągam z koperty kawałek papieru, w którym rozpoznaję resztki papeterii od babci. Wiem, że Michael ogląda nas zaciekawiony i zaniepokojony, ale nie dbam o to.

Przebiegam wzrokiem słowa skreślone ręką mojego taty.

Kochanie!

Marzę o tym, by móc cię pożegnać. Wiem, że odchodzisz. Czuję to, a wizyta Kyle’a tylko to potwierdza. On jest wiernym przyjacielem. Oby było ich więcej w twoim nowym życiu.

Powierzam Kyle’owi coś, co odkryłem w niedzielę rano. Coś, o co spierałem się z Nancy. Wymogła na mnie milczenie. Serce  nie sługa. Nie znaczy to jednak, że nie dostrzegam jej błędów. Nie znam prawdziwych powodów, dlaczego nigdy nie powiedziała nam o twoim pochodzeniu, ale podejrzewam, że przyczyna tkwi w odkrytych w niedzielę dokumentach, których część zdołałem niezauważenie skopiować. Niestety, zostały cztery strony, których się nie udało. Mam nadzieję, że odcyfrujesz informacje na nich zawarte i pomoże ci to w przyszłości.

Ten list to moje pożegnanie. Chociaż chciałbym cię znów objąć i powiedzieć, jak bardzo cię kocham, bardziej pragnę, byś była zdrowa, bezpieczna i znalazła swoje miejsce na tym świecie. Geny to nie wszystko. Zawsze będziesz moją ukochaną córeczką. Wiedziałem o tym od chwili, kiedy siedemnaście lat temu pielęgniarka podała mi mały, płaczący tobołek. Natychmiast przestałaś płakać i otworzyłaś swoje piękne oczy, wiesz o tym? Zupełnie jakbyś wiedziała, że jesteś w bezpiecznych ramionach ojca. Kocham cię. Pamiętaj o tym, gdziekolwiek będziesz.

Tata.

~ * ~* ~ * ~

Moje oczy zamykają się. Nie potrafię już ronić łez, lecz nie potrafię w tej chwili wykrztusić z siebie jakiegokolwiek słowa. Podaję kartkę Biggsowi. Jego twarz ściąga się w szoku. Trzęsącymi się dłońmi ujmuje kopertę i wyjmuje pozostałe.

„Zdecydowanie Familiars.” szepcze. Otwieram oczy i potrząsam głową.

Niekończący się koszmar.

Obca substancja, która zabija komórki macierzyste.

Dlaczego po prostu moja mała dziewczynka nie przyszła do mnie?

Wszystko się wali…

Odtrąciłaś Maxa. Nie pytam, dlaczego. Jeśli twoje serce tak mówi… to mogę jedynie stanąć za tobą i cię poprzeć.

Wyjąłbym z szafy dubeltówkę babci Claudii i pogonił Maxa Evansa.

Wierzyłem, że decydujesz sercem.

„Liz!” zaniepokojony głos Kyle’a przywraca mnie do rzeczywistości. Wszyscy patrzą na mnie z niepokojem, ale tylko w oczach Biggsa widzę błysk zrozumienia. Spoglądam na Michaela, który wydaje się raczej oszołomiony sytuacją niż przestraszony. Spoglądam na Kyle’a, który chce znać odpowiedzi. Wyjątkowo.

Ponieważ coś zraniło mnie.

„Znowu coś, co dotyczy twojego ojca?” pyta się, a gniew jego głosie sprawia tylko, że na moich ustach pojawia się lekki cień uśmiechu. Kocham jego troskliwość. Cokolwiek mu powiem i zrobię, przyjmie to, nie żałując później tego. Mam ochotę go uścisnąć, ale pod nosem Michaela to nie jest możliwość.

„Tylko… potwierdzenie zgodności DNA.” Biggs wychodzi z odpowiedzią, chowając list do koperty, a kopertę do wewnętrznej kieszeni kurtki.

Kyle wciąga głęboko powietrze.

„Cholera… przepraszam… jestem tak zmartwiony. Nie chciałem…”

„W porządku!” przerywam tę litanię. Podnoszę głowę i rozglądam się po mieszkaniu. Wiem, że jest nas tylko czwórka, ale nie ma nawet śladu pozostałych. „Kiedy przyjdą inni?”

„Za godzinę.” Michael rusza ze swojego miejsca, kierując się w stronę kuchni „Wyglądasz jakbyś potrzebowała czegoś mocniejszego…”

„Michael, wy nie możecie pić alkoholu…” marszczę brwi. Co do diabła jest grane? Czy Michael właśnie nie okazał w jakiś sposób, że nie będzie podejrzliwego przesłuchania, a na zadawanie pytań przyjdzie odpowiedni czas? Potrząsam głową. Być może nie tylko ja przez ten ostatni tydzień dorosłam.

„Kawa będzie doskonała.” Biggs odpowiada za mnie. Guerin odwraca się i ostro spogląda na X5.

„Liz sama potrafi mówić!” warczy.

Za dużo testosteronu. Zdecydowanie Maria ostatnio nie umówiła się z nim na randkę.

„Kawa brzmi świetnie.”

Biggs uśmiecha się niewinnie, kiedy Michael z ponurą miną stawia czajnik na gazie i szykuje kubek. Jednocześnie jego oczy nie opuszczają mnie. Wzdycham. To będzie długa godzina.

„Możesz podać mi plecak?” pytam się retorycznie. Pięć minut później siadam sobie cichutko w kącie. Przyjemny aromat kawy drażni moje nozdrza, kiedy pióro poruszane moją dłonią skrzypi o papier. Już wiem, co robić. Nieświadomie Max z przyszłości dał mi ważną informację, informację która może zmienić losy przyszłości. Być może był w błędzie. Nie tylko ja powinnam o tym wiedzieć. Powinien pójść z tym do Michaela.

Zapisuję więc linijka po linijce. Nie wdaję się w szczegóły. Po prostu piszę tylko to, co Michael musi bezwzględnie wiedzieć. O właściwościach i potędze granilithu, o zachowaniu jedności Królewskiej Czwórki i o wojnie, która pewnego dnia nadejdzie. Niech wie, że to Max z przyszłości przyszedł do mnie w tamtą noc i o co poprosił.

Teraz, po tygodniu, wydaje mi się śmieszne i żałosne, iż sądził, że jedna osoba może powstrzymać bieg wydarzeń. Wojna i tak nadejdzie. W przeciwieństwie do naszych wrogów wiemy o tym, zanim nawet wydarzy się to, co doprowadzi do niej. I możemy się na to przygotować. Blue Lady mi świadkiem, dopilnuję, by  w s z y s c y, którzy coś mogą zrobić,  byli przygotowani.

Wojna nadejdzie. Królewska Czwórka może być jednością, ale oni będą walczyć przede wszystkim o Antar. Nie chcę myśleć, co się stanie z nami w roku 2014, jeśli ich tutaj nie będzie. Kivar będzie wówczas jeszcze bardziej zapiekle walczył o Ziemię.

Przyszłość jest niezbadana.

Z drugiej strony, jeśli znasz ją, tracisz zupełnie nadzieję. Kiedy ją przewidzisz, kształtujesz i tworzysz ją.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *