Freak Nation (17)

Freak Nation 17.

Tik tak. Tik tak.

Tik tak. Tik tak.

Sekundy mijają niczym ostateczne odliczanie. Kiedy dojdą do zera, będzie boom.

I tylko nie wiem, ile czasu zostało w tym zegarze.

„O czym myślisz?” Alec pochyla się nade mną, muskając ustami moje ramię. Leżę sobie na brzuchu, patrząc się na mijające sekundy na wyświetlaczu komórki.

„To mój własny detonator czasowy.” mamroczę w poduszkę „Wrócili już?”

„Nie.”

Wzdycham. Wcześniejsze miłe chwile zostały brutalnie przerwane przez wrzask Biggsa, dochodzący z głównego pokoju. Zanim tam dotarliśmy, rozdzwonił się mój telefon. Wyświetlacz pokazywał Marię.

Odrzuciłam połączenie. Naprawdę nie czuję się na siłach, by prowadzić dziś kolejną pogawędkę z przyjaciółką. Nie teraz, kiedy przez chwilę Alec sprawił, że oderwałam się od rzeczywistości. To było tylko zbyt dobre, by mogło trwać. Nucąc pod nosem pełną hiszpańską wiązankę narzuciłam bluzę i Alec wyciągnął mnie z pokoju.

Kontrowersyjna kongreswoman z Nowego Meksyku nie żyje. Wczoraj po południu w wypadku drogowym zginęła

To wystarczyło, by naostrzyć moją czujność. Biggsa także. Wiedzieliśmy dobrze, że Czechosłowacy nie zaryzykują sfingowania śmierci Skóra. Skąd mieliby wziąć ciało? Co, jeśli jej nie-z-tego-świata kumple zechcą to sprawdzić? Albo prasa odkryje jakiś szczegół?

I teraz Cece i Biggs zmyli się, by sprawdzić możliwie jak najwięcej o tym rzekomym wypadku. Nie ma ich już godzinę.

Godzinę, którą spędziłam rozmyślając, planując i jeszcze raz planując. Każda sekunda poza domem bez zgody rodziców przybliża mój koniec. Jeśli Nancy czegoś się domyśli, będziemy mieć przekichane. Trójka X5 w małym miasteczku gdzie wszyscy wszystkich znają, bez wsparcia z jednym cennym, ale wysoce kłopotliwy ładunkiem – mną. Jezu, ja przecież nie potrafię nawet trafić kogoś w szczękę! Siła także mnie nie uratuje. Nie mam jej. Zresztą nie wiadomo, czy kiedykolwiek działanie trucizn ustanie.

A propos substancji blokujących… to tylko nasuwa mi kolejne myśli. Planuję dosyć ryzykowną grę, ale jeśli się uda dodam małą cegiełkę do zachowania innych X5 przy życiu. Co najmniej tyle mogę zrobić.

„Cece zostawiła próbkę mojej krwi?” pytam się zniewalającego mutanta, rozwalonego tuż obok mnie. Jego usta są wciąż przy moim karku, a rękę swobodnie przerzucił przez moją talię. Nie mogę się ruszyć. Nie chcę. Jest mi przyjemnie i błogo. Przynajmniej fizycznie.

Chyba czas inaczej spojrzeć na swobodę obyczajową wśród mutantów. Sex zdecydowanie odrywa od rzeczywistości, pomaga zapomnieć. Co najmniej jest coś, w co można się rzucić i nie myśleć.

I to myśli zatwardziała dziewica? Zdecydowanie potrzebuje psychiatry. Albo Aleca. Nie jestem w stanie zdecydować, co bardziej. Trudny wybór.

„Co chodzi po twojej głowie?” Alec mruczy do mojego ucha. Przyjemny dreszcz przenika moje ciało.

Aleca. Zdecydowanie Aleca.

Próbuję myśleć o planie. Troszeczkę pomaga.

„Rozmyślałam o tym, jak mi  podawała te środki. Mam jeden strzał, ale muszę mieć coś do porównania, by stwierdzić, że to jest to.”

„Możesz zdobyć próbkę tych substancji?” Alec siada na łóżku. Psiakrew, przegrałam z chemią.

„Cały flakon właściwie.”

Alec już ciągnie mnie do dużego pokoju i sadza przed mikroskopem. Nigdy nie przyzwyczaję się do szybkości, z jaką ten facet działa.

„Wiec jaki jest ten twój strzał?”

Wznoszę oczy do sufitu.

„Kosmetyki. W zeszłą sobotę oddałam Marii całą torbę tego, co dotychczas używałam. Jednak to, co stale używałam i zabierałam ze sobą, nawet wyjeżdżając na weekend, zostawiłam. Małe flakoniki, prezent od babci…”

„Stoją na półce obok wanny? Te z ciemnego szkła?”

„Nie cierpię twojej pamięci. Tak, to te. Uwielbiam się kąpać i wszelkie olejki i płyny wlewałam do tych flakonów, zawsze. Nie trudno było coś dolać.”

„Panie, chroń mnie od przyjaciół, z wrogami sam sobie poradzę.”

Alec dzwoni do Biggsa, by przywiózł flakony. Ale obydwoje X5 są z lekka zajęci i poza miastem. Żadne nas nie może się stąd ruszyć. Do domu też nie mogę pójść, za duże ryzyko.

Po krótkiej dyskusji decydujemy się uderzyć z informacją do Kyle’a. Po pierwsze, on nie wzbudzi podejrzeń. Po drugie mogę dowiedzieć się od niego, co planują Czechosłowacy. Po trzecie wisi nade mną bomba z opóźnionym zapłonem i pozostanie w Roswell jako Liz Parker nie jest już opcją. Mogłabym nigdy już nie widzieć moich przyjaciół. Sama myśl o tym jest wystarczająco przerażająca.

Kyle odbiera po dwóch sekundach i od razu wygłasza kazanie na temat, gdzie się podziewałam. Czechosłowacy przetrząsają Roswell w moim poszukiwaniu. Plus, szeryf powiedział grupie o swoich planach. Max nie przyjął tego za dobrze. Pozostali są mniej sceptyczni. Nawet Michael.

„Potrzebuję twojej małej pomocy, Kyle.”

„Wszystko, co rozłoży Evansa na łopatki, jest mile widziane.”

Uśmiecham się, wyobrażając sobie jego radosną minę.

„Plus musi to trwać krótko, bo nieustraszony lider właśnie zwołuje zebranie u Guerina. Ciebie też zaproszą, jeśli odbierzesz komórkę…”

Naprawdę nie sądzę, aby Michael tym się ucieszył. On nie lubi, kiedy ktoś rozporządza jego mieszkaniem jak własnym. Nie protestuje jednak, bo wie, że jego lokum jest potrzebne grupie. Ale nie zabiłoby Maxa chociaż grzecznościowo spytać.

„Poczekaj chwilę.”

Muszę naradzić się z Aleciem. Daje mi znać, że wszystko w porządku. Zresztą, mogę się dowiedzieć na tym spotkaniu więcej niż Biggs czy Cece. Może Courtney coś wie.

„Ok. Posłuchaj. Pójdziesz do mnie do domu, z dużą liczbą książek i zeszytów. Powiesz moim rodzicom, że prosiłam cię o przyniesienie notatek z lekcji z tego tygodnia. Kiedy wejdziesz do pokoju, zamknij drzwi. W łazience stoją flakony babci Claudii. Zabierzesz je wraz z zawartością. Potem w ścianie pokoju, trzecia cegła od drzwi łazienki. Porusza się, za nią jest mała skrytka…”

Alec podnosi pytająco brew.

„Znajdzie pudełko. Weź je. Rodzice nie mogą się zorientować, a zwłaszcza mama. Spotkamy się u Guerina za godzinę.”

„Ok. Mam tylko nadzieję, że mnie wpuszczą.”

„Spoko. Mama musi teraz pracować, a tata ma fioła na punkcie moich ocen. I ani mru mru, nawet w przypadku wpadki.”

„Za kogo ty mnie bierzesz? Ok., idę bawić się w Jamesa Bonda. Do zobaczenia, księżniczko Roswell.”

„Na razie.”

Odkładam komórkę w głębokim poczuciu winy. Część mnie jest winna wciąganiu Kyle’a w to bagno. To ja wciągnęłam go w obcych, a teraz ciągnę do mutantów. Inna część mnie tęskni za tatą i pragnie się z nim pożegnać. Ale wiem, że nie mogę. Nie chcę, by Familiars mścili się na nim albo co gorsza, wyciągało informacje.

„Co teraz?” pytam się, nagle zmęczona.

„Ukryjemy cię w Seattle, póki nie będziesz zdolna sama troszczyć się o siebie i nie zlikwidujemy efektów tych środków. Max wymyśli lek na wirusa i będziesz wolna.”

Ta perspektywa wcale mnie nie cieszy.

~ * ~* ~ * ~

Biggs i Cece wracają, zanim zbieramy się z Aleciem do wyjścia. Następuje mała zamiana ról. Odkąd Biggs wie o obcych i całej tej kosmicznej otchłani, nalegam by to on mi towarzyszył. Wszystko może się zdarzyć podczas tego spotkania. Wolę mieć ze sobą kogoś wprowadzonego w temat.

Cece uprzedza mnie, ze wyjeżdżamy natychmiast po tym spotkaniu i zabiera się za pakowanie wszystkiego do furgonetki. Alec pomaga jej ze skrzywioną miną. Chowają jedną z maszyn do środka, mocując ją do specjalnych zaczepów.

Zanim jednak siadam za Biggsem, proszę go małe zboczenie z trasy. Muszę odwiedzić bank.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *