Freak Nation (15)

Freak Nation 15.

Poranek mija leniwie. Jem śniadanie w towarzystwie Biggsa. Paradoksalnie, zadaje niewiele pytań na temat obcych. Trochę interesuje się procesem hybrydyzacji, ale ja naprawdę nie wiem wiele na ten temat. Jedyne różnice, o których wiem to wygląd krwi i właściwości systemu nerwowego. Ten ostatni daje im niezwykłe zdolności. Druga sprawa, która go interesuje, to kwestia bezpieczeństwa. Oddycha z ulgą, kiedy słyszy, że Wydział Specjalny został rozwiązany od wewnątrz, a pliki dotyczące Maxa i całej reszty zostały podmienione. I tak nam mija ranek.

Koło południa rodzice jadą po nową dostawę do Crashdown. Czas już najwyższy. Nie chcieli wcześniej zostawiać nas samych, ale wzięłam sprawę w swoje ręce. Niemal wypchnęłam ich za drzwi.

Teraz, po fakcie, stwierdzam, że to był bardzo głupi pomysł. Skóra na moich dłoniach znowu pali i piecze.

„Przysięgam, już nigdy nie przykleję się do Aleca.” mamroczę. Biggs się śmieje. Rzucam mu spojrzenie znad miski z letnią wodą. Pomaga przynajmniej chwilowo.

„Co jest tak zabawnego?”

„Wy!” odpowiada, kręcąc głową.

„Tak? Co w nas jest takiego zabawnego?”

„Czaicie się.”

„Słucham?”

Wzdycha ciężko.

„Chodzicie wokół siebie i czaicie się.”

Unoszę brwi. Cóż, nie mogę zaprzeczyć, że Alec działa na moje ciało. Może mi się to nie podobać, ale fakt pozostaje faktem.

„I?”

„Uważaj na niego, maleństwo!”

Śmieję się.

„Bo wchodzi do łóżka wszystkiemu, co nosi spódnicę?”

„Nie wszystkiemu. Alec bywa wybredny…” mruży oczy „… i wytrwały, jeśli mu na czymś zależy. Ale jeśli mam być szczery, to on się nie stara. Dziewczyny same padają do jego stóp.”

„To przecież X5.” wzruszam ramionami „Zostaliście tak zaprojektowani. Czasem wam zazdroszczę.”

Marszczy brwi.

„Że przeskakujemy z kwiatka na kwiatek?”

„Skąd!” wyciągam dłonie z wody i osuszam ręcznikiem. Po chwili wracam z łazienki i siadam z powrotem przy kuchennym stole. Spoglądam przez okno na zalany deszczem świat. Pogoda z lekko nie adekwatna do mojego humoru. „Zaprojektowani z cechami odpowiadającemu ogólnym kanonom urody. Ja wyglądam dość zwyczajnie.” unoszę dłonie „Nie mam żadnych cudownych właściwości gojących. Nie zamierzali wypuszczać mnie z laboratorium.”

„Cóż…” mówi po chwili „Skoro tak to widzisz. Co do Aleca, dobrze, że wiesz, co to za typ.”

„I to jest problem… Gdyby był poważny w swoich zamiarach do mnie, po prostu nie zwracałabym na niego uwagi.”

„Żartujesz?”

„Wyglądam, jakbym żartowała? Czasem nawet ja potrzebuję się zabawić.”

Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałam. Nawet nie zarumieniłam się. Chryste, mój głos nawet nie zadrżał. Co się ze mną dzieje?

„Wydajesz się naprawdę zaskakującą osobą. Kiedy myślę, że już cię rozgryzłem, odsłaniasz kolejną stronę.”

„Cóż, dzisiejszy ranek dowodzi, że pozory mogą mylić.”

Śmieje się tylko.

„Masz mnie. Jakby co, daj znać w przypadku kłopotów z Evansem.” wstaje „Facet wydaje się być uparty i wytrwały.”

„Idziesz gdzieś?”

„Nie. Przyjechali. Coś niedobrego się stało.”

Trzy sekundy później Alec staje w drzwiach. Jego spojrzenie omiata nas. Robi jakiś szybki ruch dłonią, którego nie kumam, ale Biggs rozumie zdecydowanie. W następnej chwili, X5 chwyta mnie jedną ręką, odciągając od okna. Jest wyższy i moje stopy wiszą dobrą chwilę nad podłogą.

Alec i Cece sprawdzają mieszkanie. Trochę to trwa. Kiedy jednak blond głowa pojawia się ponownie w drzwiach, wiem, dlaczego to zajęło tyle czasu. Rzuca mi wierzchnie okrycie i buty.

Sprawdzam kieszenie kurtki, która wydaje się cięższa niż zazwyczaj. Portfel, dokumenty, pieniądze… i słoiczek tryptophanu. Co do diabła?

Ale nie ma czasu na zastanawianie się i wysnuwanie wniosków. Szybko wciągam półbuty. Biggs ponownie ubezpiecza mnie. Tym razem nie niesie mnie, ale ciągnie za rękę.

Alec i Cece trzymają swoje plecaki. Cece ma słuchawkę w uchu, zapewne by łączyć się kimś, kto powiedział o niebezpieczeństwie. Bez sprzeciwu daję się wyciągnąć na mój balkon. Zjeżdżamy w sekundzie po drabince – Alec nauczył mnie na wszelki wypadek – i ląduję na tylnym siedzeniu maszyny Biggsa. Odjeżdżamy w rzęsistym deszczu.

~ * ~* ~ * ~

„Co się dzieje?” jakieś pół godziny później wychodzę osuszona z łazienki niewielkiego mieszkania, które najwyraźniej musiało im wcześniej służyć za awaryjną bazę. Jest tu wszystko. Broń, ubrania, jedzenie, leki, nawet pełny zestaw narzędzi chirurgicznych. Próbuję naprawdę nie patrzeć się na ostre nożyki, leżące w foliowym opakowaniu, ale nie potrafię tak po prostu uwolnić się od koszmarów.

Biggs łapie mój wzrok.

„Pierce?”

Potrząsa głową w zdumieniu. Nie ma potrzeby potwierdzenia. Patrzę w jego brązowe oczy i on już wie.

„Kim jest Pierce?” Alec pyta nadzwyczaj ostrym tonem, zauważając naszą wymianę spojrzeń. Napięcie w pokoju można kroić tymi chirurgicznymi ostrzami. Przynajmniej nie posłużą do rozcinania mojej piersi.

Przełykam. Spokój, Parker. To nie Biały Pokój.

„Powód, dla którego Maleństwo ucieszyło się z bycia nie – człowiekiem. Historia absolutnie nie związana z Manticore.” Biggs wzrusza ramionami. Alec odpręża się. Ale tylko trochę.

„Chciałbym to później usłyszeć!” mówi znacząco w moją stronę.

„To się już skończyło. Nie potrzebujesz tego wiedzieć.”

Czy już wspominałam, że lubię pewnego mutanta z X-serii? No dobrze, nawet gdybym dotychczas nie żywiła do niego cieplejszych uczuć, teraz z całą pewnością zasłużył na moją sympatię. Dawno nikt nie stanął w moje obronie.

„Ok. Zostawcie to!” Cece warczy, wyjmując słuchawkę z ucha i rzucając telefon na kanapę „Mamy mnóstwo do zrobienia i mało czasu. Maleństwo, w moim plecaku znajdziesz suche ubranie. Najpierw jednak muszę pobrać ci krew.”

Podwijam posłusznie rękaw. Alec śledzi każdy mój ruch. W jego wzroku jest uwaga, której nie zauważyłam wcześniej. Coś jakby oceniał i porównywał.

„Nie, nie. Wystarczy z palca.”

Cece zakłada rękawiczkę i bierze z foliowej torebki coś, co wygląda podobnie do szydełka. Powstrzymuję dreszcz strachu i podaję dłoń.

„Zrobione. Możesz iść się przebrać.”

Kropla mojej krwi ląduje w płaskim laboratoryjnym szklanym naczynku. Cece kontynuuje swoją pracę spokojnie, więc biorę jej plecak i idę do łazienki.

Kiedy całe twoje ciało jest zesztywniałe i zlodowaciałe, a skóra dłoni piecze i swędzi niemiłosiernie, ubieranie sprawia wiele kłopotu. W końcu jednak po wielu bojach zdołałam wciągnąć bieliznę, dżinsy, purpurową bluzę od cioci Mandy i nie wyrecytować całej litanii przekleństw, jakich nauczyła mnie dawno temu moja niania.

„Nieźle władasz hiszpańskim!” Alec siedzi rozparty na kanapie i uśmiecha się do mnie tym swoim firmowym uśmieszkiem.

„Moja niania uważała, że lepiej dla mnie i mojego języka będzie, jeśli będzie przeklinać w swoim ojczystym języku. Tak, abym nie zrozumiała. Ale po trzech latach słyszenia tego samego w końcu łapiesz kilka słów i zaczynasz zastanawiać się, co znaczą.”

Siadam obok niego. Biggs uśmiecha się pod nosem, chociaż patrzy przez okno. Pewnie wspomniał naszą dzisiejszą rozmowę przy stole. Mężczyźni!

„Ok.” wzdycham „Co jest grane? Pewnie nie chcę tego usłyszeć…”

„Nie chcesz!” potwierdzają wszyscy zgodnie jednym chórem. Kładę głowę na oparciu kanapy i spoglądam w sufit. Pewnie za kwadrans będę żałowała poznania faktów. Ale nieznajomość bywa czasem śmiertelnie niebezpieczna.

„Ale zaprzeczenie nie prowadzi do happy endu. Co się stało? Coś z moimi rodzicami?”

„Pośrednio.”

Żołądek w moim brzuchu wyprawia naprawdę niesamowite rzeczy. Wstrzymuję oddech.

„Byłem zaintrygowany twoją dziwną zdolnością uczenia się. Twoja pamięć fotograficzna jest o wiele gorsza niż u X5, ale wciąż o wiele efektywniejsza niż u człowieka. Pamięć dźwiękowa z kolei lepsza niż u większości X5, których znam. Pamiętasz Imagine?”

Kiwam głową. Usłyszałam to nad ranem w radio, a potem zagrałam z pamięci. Alec był najwyraźniej dumny, że jego metoda edukacyjna przynosi tak szybkie efekty. To było już po rozklejeniu naszych dłoni rozpuszczalnikiem.

„Zadzwoniłem do Sama, by spytać, czy wykrył coś ciekawego.”

„Coś we krwi, prawda? To dlatego Cece pobrała próbkę…”

„W twojej krwi krąży obca substancja, która zabija komórki macierzyste. Ktoś ci ją podaje dość długo. Ślady tego środka są wszędzie, w każdej próbce, nawet w martwej strukturze włosa, który rośnie przecież 3-4 lata.”

Ktoś ci ją podaje dość długo.

3-4 lata.

Pochylam głowę, opierając czoło na kolanach. Niedobrze mi.

Zabija komórki macierzyste.

Ktoś ci ją podaje dość długo.

„Sam wykonał więc kilka prostych testów zgodności DNA ze znanymi rodzajami mutantów. Był jeden traf, ale za to stuprocentowy. Absolutna zgodność, pomimo, że nie wykazujesz praktycznie cech charakterystycznych dla tej serii.”

Unoszę wzrok na Aleca. Jest poważny, żadna aluzja rozbawienia czy flirtu w jego oczach. Szereg pytań, ale i pewność tego, co wie, co mówi. Mój umysł zatrzymał przyjmowanie informacji po słowach, które rozpruwają moje wnętrzności: Ktoś ci ją podaje dość długo. Słyszę bicie mojego serca, słyszę każdy szmer w tym pokoju. Moja głowa pulsuje w oczekiwaniu na to, co powie.

„Jesteś X5.” mówi w końcu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *