Freak Nation (13)

Freak Nation: 13

Pierwsze godziny badań nie są ciężkie. Jest nawet ciekawie, ponieważ doktorek odpowiada wyczerpująco na każde moje pytanie. Słucham chciwie każdego jego słowa. Naukowiec we mnie jest wniebowzięty. Zwłaszcza, że Sam jest cierpliwy i nie złości się, kiedy czegoś nie rozumiem. Więc ja też jestem cierpliwa i posłusznie robię to, co mi każe. Nawet kretyńskie badanie wytrzymałości organizmu znoszę bez słowa skargi.

Czego nie robi się w imię nauki…

O trzeciej po południu przyjeżdża Cece. Rozmawia przez chwilę z Biggsem, który był w mieszkaniu przez cały czas – tylko nie pokazywał się nam na oczy. Na szczęście. Lekarz to lekarz, mogę leżeć na kozetce w biustonoszu i pozwalać, by fale dźwiękowe podłączone do maszyny robiły pracę za mnie i lekarza. Swoją drogą nie wiem, dlaczego sprzęt do USG jest tak kosztowny, skoro opiera się na tak prostym i powszechnym zjawisku. Ale domyślam się tylko, że ludzie uwielbiają komplikować proste rzeczy.

W końcu mogę coś zjeść. Siadamy w czwórkę w kuchni nad pachnącym, aromatycznym spaghetti według przepisu i wykonania mojego taty, a przywiezionym przez Cece.

„Pycha!” wszyscy są co do tego zgodni.

Uśmiecham się, chociaż czuje się tak senna, że ledwo podnoszę widelec do ust. Patrzę na mój talerz. Została ponad połowa, podczas gdy pozostali zdążyli już pochłonąć dokładki.

„Masz może przepis?”

„Ha! Jestem zupełne antytalencie kulinarnym. To dlatego zostałam kelnerką, nie kucharzem, jak chciał tata.” ziewam znowu „Przez wiele lat przypalałam nawet czajnik, aż wreszcie rodzice kupili elektryczny z wyłącznikiem automatycznym.”

Cece klepie Biggsa po plecach. Biedny chłopak krztusi się. Ale i tak go lubię. Jest podobny do Aleca, ale ma wszystkie te zalety, których brakuje 494. Przede wszystkim wie, kiedy zamknąć buzię.

„On też nie potrafi zagotować wody!” głos Cece jest złośliwy. Sam podnosi wzrok do sufitu. Podejrzewam, że za reakcją trójki stoi jakaś kompromitująca Biggsa historia. Nie chcę jej znać, tak czy owak.

Doktorek zmienia temat. Przynajmniej pośrednio.

„Masz jakieś szczególne talenty prócz odporności?” pyta się mnie ciekawie, ale jakoś czuję, że za tym pytaniem kryje się dużo więcej „Wiem, że to nie moja sprawa…”

„W porządku!” wzruszam ramionami „Jedyne, co mnie dotąd uderzyło, to odrobina kociego DNA, czy też 48-godzinne skutki tegoż. Ale i to było inne niż u X5. Po uderzeniu w głowę empirycznie stwierdziłam, że mój słuch jest wrażliwszy na bardzo głośne dźwięki. Moje zafascynowanie nauką raczej nie jest genetyczne.”

Sam się śmieje.

„Myślisz o karierze lekarza?”

Potrząsam głową.

„Biologia molekularna. Zawsze marzyłam, że będę studiować na Wydziale Biologii Harvardu.”

„Marzyłaś? Już nie…?” Biggs otrząsnął się już.

„Harvard bierze tylko najlepszych. Moje oceny w zeszłym roku nie były już tak dobre…” ponieważ obce zamieszanie wysysało ze mnie siły, które powinnam była przeznaczyć na naukę, ale oczywiście  t e g o  głośno nie mówię „Nawet jeśli teraz będą jak najlepsze, to pewnie nie mam już szans. Tylko nie mówcie tego tacie. Dostanie świra.”

„Czemu?”

Krzywię się.

„W zeszłe wakacje wziął mnie na wycieczkę do Bostonu w celach ideologiczno-propagandowych. Po historii z moim pochodzeniem jakby mocniej uchwycił się tej myśli.”

„Brzmi raczej jak jego marzenie.”

„To było  n a s z e  marzenie.”

~ * ~* ~ * ~

Jakimś cudem Sam o siódmej wieczorem ogłasza, że to koniec badań nie tylko dzisiaj, ale koniec badań w ogóle. Cieszę się, bo to oznacza dla mnie ciepłe łóżeczko. Marzę, by zwinąć się pod kołdrą i spać przez naprawdę wiele godzin. Perspektywa tego każe mi nawet pomóc przy zwijaniu sprzętu. Po godzinie Sam odjeżdża razem ze swoim kierowcą. Uczucie niebezpieczeństwa mówi mi tylko, że to jeden z mutantów, jak ja, Biggs czy Cece.

Zasypiam w samochodzie. Mój organizm w końcu odmówił współpracy. Zwijam się więc w kłębek na tylnym siedzeniu i zamykam oczy.

~ * ~* ~ * ~

Budzi mnie muzyka. A dokładniej – wzburzone dźwięki pianina. Marszczę brwi w oburzeniu. Alec mocno uderza w klawisze. Nie lubię tego. Pianino to pamiątka po babci. To ona nauczyła mnie grać, sama będąc bardzo muzykalną. Od jej śmierci nie siadłam do gry ani razu, ale to nie znaczy, że pozwolę tak traktować instrument, chowający bezcenne pamięci.

Ale Biggs nie pozwala mi się ruszyć. Wnosi mnie po schodach. Daję słowo, jest coś w mutantach facetach, co sprawia, że lubią nosić innych na rękach. Lub też być może tylko płeć przeciwną. Kto wie? Na razie znam tylko czworo mutantów, prócz siebie oczywiście.

Biggs kładzie mnie ostrożnie na kanapie, kiwa głową Alecowi i odchodzi.

Patrzę w milczeniu, jak gra. Mimo zmęczenia i wcześniejszej złości na niego, nie mogę powstrzymać podziwu. Jest bardzo dobry. Teraz rozumiem, dlaczego jego dłonie są takie zwinne.

„Ile czasu zajęło ci dojście do takiej perfekcji?” pytam nieśmiało. Alec zdejmuje dłonie z klawiszy.

„Dwa dni.”

„A gruszki rosną na wierzbie.”

„Mówię poważnie.”

„Masz genetyczne zdolności muzyczne?”

„Skąd!” zaprzecza. Jego głos jest dziwny, niemal smutny.

„Każdy X5 potrafiłby nauczyć się tego.”

„Więc to genetyczna manipulacja?”

„Właściwie to tylko kwestia zdolności umysłowych i odpowiedniej, stałej sprawności każdego ścięgna i mięśnia w ciele.”

„Jak to działa?” nie mogę powstrzymać ciekawości. Wstaję i delikatnie naciskam A, a potem G. Być tak dobrym jak Alec… po prostu marzenie. To jakby przywrócić cząstkę babci Claudii. Wiem, że nie chciała, byśmy po niej rozpaczali, ale nie potrafię powstrzymać smutku na jej wspomnienie. Tak wspaniałej osoby nigdy już nie spotkam. Bo prostu nie ma takiej.

„Nie wiem dokładnie… ale jedyne, do czego mnie wówczas zmuszali, to powiązanie obrazów z ruchem dłoni. Potem pojedyncze obrazki – nuty zaczęto łączyć w kombinacje. Po ośmiu godzinach ćwiczeń moje palce same czytały akordy, myślami mogłem błądzić daleko. Generalnie chodzi o wyrobienie odruchu odpowiadającego obrazowi – nutom lub odruchu odtwarzającego dźwięki. W tym drugim idzie mi trochę gorzej, ponieważ X5 generalnie  szkolono w kierunku fotograficznej pamięci, ucząc przy tym ignorowania kakofonii dźwięków, jakie docierają do naszych mózgów.”

„Dźwięki potrafią przyprawić o ból głowy.” odgarniam kosmyk włosów za ucho, przypominając sobie z drżeniem piątkowe sztylety. To było bardzo nieprzyjemne.

Zwracam uwagę z powrotem na Aleca. Z kolei teraz on błądzi myślami gdzieś w oddali. Wydaje się ledwo świadomy mojej obecności.

„Nie przeszkadzaj sobie.” mówię i zmierzam w stronę mojego pokoju, kiedy Alex zatrzymuje mnie dotknięciem dłoni.

To nie jest coś, czego bym się spodziewała. Wręcz przeciwnie.

Jego palce delikatnie przebiegają po mojej skórze, wywołując przyjemny dreszcz. Miękko dotyka wnętrza dłoni, niemal łaskocząc. Nic nie mogę poradzić na cichy śmiech, który tylko wymyka się z moich ust. Jego dotyk jest prawie czuły i zmienia mnie w kogoś niezmiernie świadomego jego ciepła.

„Chciałabyś… nauczyć się?” pyta cicho.

Mój oddech praktycznie zatrzymuje się.

„Hej, nie bądź taka przerażona. Wbrew porannemu prysznicowi zdarza mi się być miłym.”

Uśmiecham się w końcu nieśmiało. Na chwilę przez mój umysł przemyka wspomnienie zlinczowanego przez tłum X5, tak, jak przed chwilą wspominałam moją babcię. Nie wiem dlaczego Alec postanowił nagle podzielić się ze mną małą częścią swojej przeszłości, ale to jednak  j e g o  przeszłość. Nie ma obowiązku tego robić tak, jak ma w obowiązku chronić mnie aż do neutralizacji wirusa Max. Więc decyduję się rzucić na głęboką wodę. Raz kozie śmierć.

„Możesz nazywać mnie maleństwem do końca swoich dni, jeśli mnie nauczysz.”

Alec uśmiecha się. Ciągnie mnie do siebie i sekundę później on siedzi za mną, obejmując mnie. Głowę kładzie na moim ramieniu, dłonie kładzie na moich dłoniach.

„Później zrobimy rysunki. Na razie sprawdzimy zręczność palców. Grałaś już kiedyś?”

Przytakuję, oszołomiona prędkością, z jaką zabrał się do pracy.

„Tym gorzej. Masz nawyki, wykształcone przez tradycyjne metody nauczania. Będziemy musieli użyć drastycznych środków.” mruczy tuż przy moim uchu. Jakżeby inaczej, skoro jego usta są centymetry od skóry mojej szyi?

„Słucham?” szepczę w niewierze.

„Jakiś klej, który sklei nasze palce. Trzeba będzie nauczyć cię ręcznie.”

Myśl o sklejeniu z Aleciem na kilka godzin wydaje mi się nagle bardzo przerażającą perspektywą. Pamiętam ciepło jego dłoni pod prysznicem. I pamiętam, że Alec jest znakomity w ręcznej robocie.

„Może zacznijmy od tych obrazków…”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *