Freak Nation (11)

Freak Nation: 11

72 godziny. Ile przez taki czas może się zmienić? Czasem bardzo wiele, a czasem nic. Czasami tylko 72 godziny to tylko efekt poprzednich 72 godzin. I tak właśnie teraz się czuję. Moje życie rozhuśtało się i fiknęło koziołka w ciągu trzech dni… a przez następne trzy usiłowałam opanować wywołany tą karuzelą szum w głowie. Na próżno.

Od sobotniej nocy wszyscy chodzą wokół mnie na paluszkach. Dosłownie. Nancy i Jeff traktują mnie, jakby najlżejszy podmuch ich złego humoru mógłby mi zaszkodzić. Jeśli rozmawiamy, to tylko o zwykłych, codziennych sprawach. Unikają wszelkich drażliwych tematów. Nie wspominają niczego, zupełnie jakby ostatnia sobota zupełnie się nie wydarzyła. Jednocześnie, kiedy myślą, że ja nie patrzę, wymieniają między sobą te swoje zmartwione spojrzenia. Wygląda na to, że wciąż pozostało wiele do wyciągnięcia na wierzch, tylko moi „rodzice” wciąż się tego obawiają.

Moje nastawienie dokładnie im nie pomaga. Jak nigdy w życiu, przez ostatnie trzy dni zaprezentowałam cały kalejdoskop humorków, dąsów i zachcianek… Strzelałam słowami, które nigdy by nie wyszły z moich ust – słowami bolesnymi i raniącymi. A oni przyjmowali i wciąż przyjmują to z cichą pokorą. Od trzech dni usiłuję sprowokować awanturę, ale mi się nie udaje. Chcę oczyścić atmosferę, ale tylko pogarszam sytuację. Nie potrafię wytrącić ich z równowagi. Nawet jeśli któreś się podłamie, drugie natychmiast rusza z pomocą i łagodzi. To staje się coraz bardziej frustrujące.

72-godzinny szum uczynił mnie niejako autsajderem. Nie chodzę teraz do szkoły, co dzięki niebiosom, trzyma Czechosłowaków w bezpiecznej odległości. Maria, Alex i Kyle również z jakiegoś powodu trzymają się na uboczu i nie zadają pytań. Wiem, że Maria umiera z ciekawości, kim jest Alec i dlaczego praktycznie mieszka u nas, ale w tej chwili to nie jest mój najważniejszy problem. Ba, nawet złapanie moich napastników, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. W poniedziałek rano złożyłam zeznania, ale tylko po to, by mieć formalne zwolnienie ze szkoły i z pracy. Mimo, że od mojej rzekomej nocy z Kyle’m minęło już kilka dni, wciąż nie czuję się na siłach stanąć przed Maxem. W dodatku Alec cały czas depcze mi po piętach i teraz zapewne całe Roswell uważa nas za parę. {{{{Żjemy czasem, jak niewiele trzeba plotce, ale on jest dobry w manipulowaniu opinią innych. Max G. głównie obchodzi moje bezpieczeństwo, więc ona zniesie każdą historyjkę, nawet dziewczyny 494, byleby nie spuszczał mnie z oka przez 24 godziny na dobę. I tak się dzieje.

To jest nawet całkiem miłe mieć tyle uwagi od kogoś. Oczywiście nie w romantycznym sensie, ale jednak. Wszyscy troszczą się o mnie jak o bezcenne arcydzieło. Dawniej… dawniej czułam na sobie wzrok Maxa, pełen zachwytu i czułości. Sprawiał, że czułam się chciana, piękna i kochana, nawet jeśli akurat nie byliśmy razem. Widziałam jego duszę, widziałam jego serce i kiedy pierwszy żal do Maxa z przyszłości opadł, trudno mi było znowu uwierzyć, że cokolwiek wiedział. Jasne, bardzo boli, kiedy miłość twojego życia odchodzi. Ale kiedy tylko wyszła historia z Manticore, co innego złapało moją uwagę. W pewnym sensie rozmyślanie o tym, co jeszcze mają do powiedzenia Parkerowie, trzyma mój zawód i tęsknotę za Maxem schowaną głęboko. Staram się o tym nie myśleć. Odsuwam to na bok. Wiem, że przez to ból  nie odejdzie ani nie będzie łatwiej mi się tym zająć… ale po prostu muszę to schować głęboko do ciemnego kąta umysłu. Sama historia mojego pochodzenia sprawia, że mam ochotę szaleć.

Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. I kiedy znowu widzę wymianę spojrzeń Jeffa i Nancy, znowu czuję, jakbym traciła grunt pod nogami. Nic nie jest już pewne… no dobrze, może jest. Mimo całego tego chaosu, zwanego powszechnie moim życiem, jest pewien stały punkt. Jeff. Wbrew całej ranie, wbrew odkryciu Wielkiego Kłamstwa i mojemu poczuciu zdrady, nie zmieniło się dużo między nami. A byłam pewna, że stanie się inaczej. Ale nie. Tata wciąż traktuje mnie z całą poprzednia miłością i troską. Nawet chyba stał się jeszcze bardziej ochronny wobec mnie, kiedy uświadomił sobie, jakie niebezpieczeństwo będzie nade mną wisieć do końca życia.

Może jestem paranoidalna, jestem w szoku psychicznym, ale mogłabym przysiąc, że Jeff wziął Aleca na poważną, męską rozmowę w niedzielę wieczorem. Skąd się domyślam? To proste. Od niedzieli wieczorem mój tata nie wygląda, jakby tylko miał zamiar udusić Aleca za każdy żart, ton swobodny czy zdecydowanie sugerujący intymny związek między nami wobec całego miasta.

Tak więc w większości uwaga Aleca jest na mnie albo na moim bezpieczeństwie. Tata stara się bardzo nie pokazać, że moje pochodzenie z próbówki coś zmienia. Naprawdę podziwiam go za upór i tolerancję. Większość ludzi nie przyjęłaby spokojnie faktu, że żona okłamywała go przez 17 lat, a ukochana córeczka to nic więcej jak eksperyment genetyczny. No cóż, mój tata jest wyjątkowy. Nie jest taki, jak inni.

Chichoczę. Ja też nie jestem taka, jak inni. Co za ironia!

„Co jest tak zabawne?” Jeff właśnie zebrał zamówienia i przekazał je do kuchni Michaelowi. Ponieważ ja oficjalnie wciąż nie doszłam do siebie po napadzie – ból głowy to wspaniała wymówka, dlaczego nie wiedziałam o tym wcześniej? – nie jestem ani w szkole, ani w pracy. Siedzę za to w Crashdown za ladą. Układam szklanki na tacy, bowiem Agnes ma zakaz zbliżania się do nowego kompletu szklanek. Napoje nosi ktoś inny.

Alec odbiera ode mnie szkło i nosi na zaplecze. Ponieważ większość czasu i tak spędza ze mną, również pomaga trochę w restauracji. Przecież nie możemy się kłócić czy spierać 24 godziny na dobę, prawda? Plus, on jest zręczny, szybki i przyciąga żeńską klientelę do Crashdown. Niestety, ku ogólnemu rozczarowaniu, Alec nie jest kelnerem, nie zbiera zamówień. Odmówił założenia srebrnego fartuszka z oczami kosmity i antenek, chociaż naprawdę starałam się go namówić…

„Tylko zdałam sobie sprawę, iż zawsze uważałam siebie za zwykłą, małomiasteczkową dziewczynę z nudnym życiem, w którym nie dzieje się nic ciekawego. Uświadomienie mnie, jak bardzo się myliłam… hm, mimo wszystko zajęło wam to bardzo krótki czas. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie miałam żadnych wątpliwości.”

„Może pomógł pewien grudniowy tydzień?” głos Aleca jest niski, gardłowy i to tylko sprawia, że wzdłuż mojego kręgosłupa przebiega dreszcz. Ale prędzej padnę trupem lub oddam się agentowi White’owi niż pokażę jemu, że to na mnie działa.

White? Tak, tak, już wiem, jak się nazywa facet dowodzący polowaniem na nas, mutantów.

„Zazdrosny?” pytam lekko. Alec potrząsa głową.

„Zobaczyłem już Max w tym stanie zbyt wiele razy. Nie chciałbym  d z i a ł a ć  tak jak ona.”

„Jesteś tego pewny?” śmieję się. Alec wychodzi z ostatnią tacą i po chwili wraca, by odpowiedzieć. „Mieć atak co kilka tygodni? Bywa ciekawie, nie przeczę…” mruczy. Nagle nie chcę, by kontynuował. Jego życie erotyczne nie jest dokładnie tematem, który chcę dyskutować, zwłaszcza pod nosem mojego taty. Plus, rodzice nic nie wiedzą o moich dwóch „okresach godowych”.

Łapię rękę Alec i wyciągam go na zaplecze, by powstrzymać od mówienie czegokolwiek, co miał zamiar.

„Tchórzysz?” pyta wyzywająco. Potrząsam głową. Ten facet naprawdę czyni trudnym… opuśćmy to. Nie mam jak na razie wyboru. Co prawda wiem, że w mieście jest jeszcze dwójka innych X5 – Biggs i Cece, ale ich nie spotkałam. Jeszcze nie. To Alec jest najlepszy w ręcznej robocie, prawda?

Wzdycham. Ciężko.

„Myśl sobie co chcesz, tylko nie opowiadaj tego głośno przy moim ojcu. Ledwo co groził, że weźmie Maxa na dubeltówkę!”

„On nie jest twoim ojcem.” Alec parska cichym śmiechem „I to jest właśnie kłopot. Przywiązał się do ciebie bardziej niż by przywiązał się do własnych dzieci, gdyby je miał. Jego opiekuńczość jest gorsza niż nieufność i niechęć Nancy wobec Max.”

„Wiem. Ale to nie zmienia istoty rzeczy. Przystopuj z komentarzami przy nim. Nie chciałbyś tłumaczyć Max i Loganowi, dlaczego moi rodzice nagle zmienili zdanie?”

„Grozisz mi?”

„Skąd.” zaprzeczam „Tylko uświadamiam, że moi rodzice wciąż myślą, że mogą decydować o moim życiu. A tata z całą pewnością nie lubi naszych komentarzy.”

„Tu jest pies pogrzebany.” Alec mamrocze „Możesz znieść wszystko, największe rewelacje o twoim pochodzeniu, ale kiedy to przychodzi do twojej małej rodziny lub kogoś, kogo kochasz, zamieniasz się w piranię. Jesteś zbyt ochronna, Liz.”

„Czy to źle?” siadam na schodkach.

„Nie. Póki nie wpływa na twoją logikę i bezpieczeństwo. Najwyraźniej fakt, iż nie jesteś córką Jeffa obchodzi cię o wiele więcej niż fakt genetycznej odporności na wirusa, który zabija Logana. W porządku, to jest zrozumiałe. Przeżyłaś siedemnaście lat nie wiedząc o tym. Ale następnych siedemnastu nie przeżyjesz, jeśli nie nauczysz się traktować pewnych spraw lekko, wręcz obojętnie. Ludzie w Roswell plotkują. Kogo to obchodzi? Na pewno nie mnie. I ciebie także nie powinno obchodzić, póki nie wpływa to na twoje bezpieczeństwo lub bezpieczeństwo Parkerów. Jasne?”

Dlaczego czuję się teraz jak małe, dąsające się dziecko? Zamykam oczy i liczę do dziesięciu. Nie pomaga. Wciąż czuję się jak amator, który nic nie wie o życiu. Jak do diabła Alec nauczył się tak manipulować innymi? Jedno jego słowo, jedno jego zdanie potrafi mnie wdeptać w podłogę lub sprawić, że wszelkie troski i zmartwienia odchodzą.

„W porządku.” mówię. „Wiem, że trochę mi brakuje, ale nie potrafię przeprogramować się w ciągu tygodnia. Wiedza o czymś nie sprawia, że moje uczucia się zmieniają, Alec.” warczę, by od razu tego pożałować. Nie jego wina, że nic nie wiedziałam. Poza tym powinnam się już czegoś nauczyć po roku ukrywania sekretu obcych. Ludzie zawsze potrafili czytać w mojej twarzy jak w otwartej księdze, a kłamstwo przychodziło zawsze ciężko. To tylko mój błąd, że nie potrafię się dostosować.

Alec rzuca mi ostatnie spojrzenie przed powrotem.

„Będę na sali, jakby co.”

Drzwi zamykają się za nim. Podwijam kolana pod brodę. Kładę głowę na ramionach i trwam tak przez krótką chwilę, póki nie słyszę jakiegoś dźwięku. Brzmi strasznie podobnie to oczyszczania gardła. Podnoszę więc głowę i widzę niepewnie spoglądającego na mnie Kyle’a.

„Hej, chłopcze Buddy.” uśmiecham się lekko. Trzy dni. Tyle wynosi rekord nie odzywania się w naszej paczce. Całkiem nieźle. Cieplej robi mi się na sercu, kiedy uświadamiam sobie, że to właśnie Kyle przerwał milczenie. Zawsze był świetnym facetem – przekonałam się o tym, chodząc z nim – ale dopiero po przeznaczeniu i całej tej reszcie doceniłam w pełni jego zalety. Plus, okazał się wiernym przyjacielem i pomógł mi odsunąć Maxa ode mnie.

„Hej, Liz.” mówi niepewnie. Uśmiecham się do niego. Naprawdę. Ale to nie sprawia, że Valenti czuje się mniej nieswojo. „Nie przeszkadzam?”

„Jasne, że nie! To miło, że ktoś się wreszcie zainteresował, co porabia pierwsza dama roswellowskiej plotki.”

Kyle krzywi się komicznie.

„Taaa, słyszałem, że Pam mlaszcze językiem. Ale nie ja jestem jej ulubionym obiektem, tylko ty i tajemniczy Alec.”

Macham ręką, jakbym chciała przegonić natrętną muchę.

„Trudno nie zauważyć. Więc… co poza tym słychać?”

Wzrusza ramionami i siada obok mnie. W końcu pojął, że nie mam zamiaru się nigdzie ruszyć.

„Nic nowego. Max nie odzywa się do mnie, nawet nie patrzy w moim kierunku. Szkoła huczy z powodu twojego tajemniczego gościa i twojej nieobecności. Maria i Misiek się pogodzili, zwłaszcza po tym, jak Courtney przyznała się, że jest Skórem…”

„Co?” pytam w niewierze. Kyle patrzy na mnie zdezorientowany.

„Nikt ci nie powiedział?!?”

„Nie.” mówię wolno „Maria nie odzywa się do mnie od czasu, kiedy w sobotę odwołałam zakupy z nią. Isabel zgrywa księżniczkę lodu, a Michael widział wystarczająco dość ostatnio, by mnie nie zaczepiać. Alex załatwia formalności związane z wyjazdem do Szwecji. Rozmawialiśmy przez telefon, ale to była lekka pogawędka.”

„Courtney jest Skórem. Najwyraźniej wśród nich są nawet zwolennicy Czechosłowaków. Ale mniejsza z tym, nie przyszedłem rozmawiać o niej. Jak się czujesz? Tata powiedział mi dopiero przed godziną. Amy zdecydowanie trzyma jego umysł daleko stąd.” chichocze.

„Hej, mam drugie imię jak twoja przyszła macocha.” protestuję.

„Kobiety…” wzdycha.

Przez chwilę siedzimy w milczeniu, aż wreszcie decyduję się zapytać sama.

„Jak wiele usłyszałeś z mojej pogawędki z Aleciem?”

Sztywnieję.

„Wystarczająco wiele, by przeżyć szok życia.”

Przesuwa się niewygodnie na schodku. Wiem, że są nienajlepszym miejscem do siedzenia, ale za to idealnie nadają się na rozmyślania.

„Od kiedy…? Jak się dowiedziałaś?”

„W zeszłym tygodniu.” wzruszam ramionami, chociaż w moim głosie jest gorycz „Powiedzieli mi, nie mając już wyboru.”

Kyle przez chwilę zastanawia się, co powiedzieć, a co przemilczeć. Zapewne ma setki pytań.

„A twoja mama…?”

„A widzisz jakieś fizyczne podobieństwo?”

Kyle rumieni się i wiem, że uderzyłam zbyt ostro. Świetnie. Nie ma to jak wyładować własne frustracje na jedynym przyjacielu, który zdecydował się wyciągnąć pomocną dłoń. Po prostu genialnie, Liz.

„Urodziła mnie, jeśli o to ci chodzi. Jeffa spotkała w trzecim miesiącu ciąży. Wiesz, że on nigdy nie zapytał do zeszłego tygodnia, kim był facet, który zostawił mamę w ciąży?” mówię w zdumieniu. Tak. Skoro nie mogę wyładować swojego gniewu na nim, to może podzielę się innymi emocjami, które się we mnie kotłują. Starczy dla nas obojga i jeszcze zostanie. „Wyobrażasz to sobie? Nie zapytał, bo nie chciała tego typu pytań i on to uszanował. Mimo wszystko poślubił ją cztery miesiące później, sprowadził tutaj do Roswell. Ja się urodziłam i przyjął mnie jak własne dziecko, dając nazwisko i pochodzenie. Ba, jest teraz nawet jeszcze bardziej ochronny, od kiedy znam prawdę. Świat stanął na głowie!”

Kyle wzdycha dramatycznie.

„Chciałbym znaleźć jakieś słowa Buddy na taką okazję, ale obawiam się, że nie dysponuję odpowiednim cytatem. Ale mogę ci pożyczyć mój egzemplarz Budda dla początkujących, póki nie kupisz sobie własnego.”

„Nie ma mowy!” dźgam go w żebra i śmiejemy się. W ciągu kilku następnych minut opowiadam Kyle’owi mocno zmodyfikowaną historię. To przerażające, jak szybko kłamstwo wydostaje się z moich ust. Alec ma rację. Czasem przychodzi zbyt łatwo, niemal jak oddech. Mówię więc Kyle’owi, że znalazła mnie dalsza rodzina ojca, ponieważ istniało duże prawdopodobieństwo, że mogę być dawcą antyciał dla chorego kuzyna. Valenti śmieje się znacząco, kiedy gwałtownie zaprzeczam jakiemukolwiek pokrewieństwu z Aleciem.

„Wiesz, w gruncie rzeczy to dobrze, że odstawiłaś Evansa na boczny tor. Sposób w jaki na ciebie patrzy Alec zdecydowanie przepowiada, że długo nie pozostaniecie jedynie przyjaciółmi. Plus, on nie jest Czechosłowakiem. Raczej nie wpadniesz w kolejne bagno antyrządowe.”

Uśmiecham się krzywo. Gdybyś wiedział…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *