Freak Nation (10)

10.

Co we mnie jest takiego, że przyciągam szefów banitów? Hm, niech zgadnę. Jestem stworzoną w rządowym laboratorium siedemnastoletnią dziewczyną z podobno najlepszym systemem odpornościowym na tej planecie.

Wyłączając Królewską Czwórkę. Chyba.

Przewracam się na łóżku.

„Nie możesz spać?” Alec pyta retorycznie. Bezszelestnie przechodzi przez pogrążony w mroku pokój. Wiem, że kocie DNA pozwala mu widzieć w ciemnościach, ale to wcale nie sprawia, że jest to mniej niesamowite dla mnie.

„Nie.” jęczę. Po wysłuchaniu „skróconej wersji” zadzwoniłam i przełożyłam zakupy z Marią na bliżej nieokreśloną przyszłość. Zaraz potem wrócili rodzice… Max pierwotnie chciała zabrać mnie do Seattle, zbadać i dopiero zacząć myśleć, czy da się ode mnie wyprodukować lekarstwo. Nancy sprzeciwiła się temu zdecydowanie, najwyraźniej obawiając się, że porwą mnie gdzieś i już nigdy nie ujrzę światła dziennego. Stanęło więc na tym, że Max ściągnie kilku zaufanych lekarzy i sprzęt do Roswell. Ale mogę powiedzieć śmiało, że Nancy Parker jest wciąż przerażona, mimo, że Max zgodziła się na wszystkie warunki, nawet te, które wyraźnie się jej nie podobały. Dziewczyna musi być zdesperowana.

Max wyjechała dwie godziny temu – pozałatwiać wszystko, ale Alec został. Moja własna, osobista niańka… i chodząca encyklopedia Manticore. On naprawdę dużo wie i nie waha się odpowiadać na najgorsze pytania.

I niestety, zaraz dowie się też czegoś o mnie.

„Za dużo pytań kotłuje się w twojej główce?” siada bezceremonialnie na moim łóżku. Ktoś naprawdę powinien nauczyć go podstaw życia w społeczeństwie.

„Chyba coś znalazłam…” mrużę oczy, usiłując dostrzec jego twarz. Marne szanse. Całe popołudnie spędziłam analizując moje umiejętności i zachowania i porównując z opowieściami o ulepszeniach genetycznych, stosowanych w Manticore. Minęło kilka godzin, zanim zrozumiałam pewne anomalie.

„Poważnie?” Alec przesuwa się bliżej. Chryste, co za szybki facet. Czy on musi wskakiwać do łóżka wszystkiemu, co nosi spódnicę?

„Chyba do mojego koktajlu dodano kocie DNA.” teraz ja się przesuwam, a właściwie to odsuwam. Nie chcę, by on był tak blisko. Nie przywykłam do omawiania tej części mojego życia z obcymi, zwłaszcza z przystojnymi obcymi. Czuję się niezręcznie. I co z tego, że w imię nauki? I że na 100% Alec ma bardzo zielono wokół uszu, jeśli chodzi o ten temat. „Uch… nie mam waszej zwinności ani nie widzę w ciemnościach. Kompletnie.” śmieję się nerwowo „Chociaż  nie rozumiem, dlaczego tego nie robili, chociaż już dodali kota? Nie miałabym nic przeciwko. A tak, same koszty, zero korzyści.” chociaż, kto to wie? Może „nocna wizja” kłóciła się jakoś z moją odpornością? Mogę tylko spekulować.

„Więc jak ci się udało zachować reputację Lizzie P. do zeszłego tygodnia? Przecież za każdym razem, kiedy jesteśmy… w „okresie godowym”…” głos Aleca jest tak przepełniony zdumieniem, że mam w końcu tę satysfakcję zmazania niewinnego uśmieszku z jego twarzy. Zaraz potem trafia do mnie sens jego słów.

„Za każdym razem? Co masz na myśli? To jest regularne?” pytam. To by wyjaśniało niektóre jego zachowania. On cały czas zachowuje się, jakby był w „okresie godowym”. Swoją drogą, głupia nazwa. Czy nikt nie wymyślił lepszej? Muszę spytać Max, kiedy wróci.

„Co najmniej u X5, i to bez wyjątku. Pewnie mamy więcej kota w DNA… Opowiesz mi, czy mam wyciągnąć te skandaliczne historie z małej, niewinnej Lizzie?”

Gapię się w ciemność, po czym wzdycham. Sama naważyłam sobie tego piwa. Ale ponieważ rozmowy z Aleciem sprawiają, że na chwilę zapominam o Maxie i całej kosmicznej otchłani, biorę głęboki oddech i zaczynam mówić.

„Dwa razy. Za każdym razem jednak znalazł się zupełnie logiczny powód, albo przynajmniej ja nie chciałam widzieć nic niezwykłego.”

Za te kłamstwo mam już zapewnioną rezerwację w piekle, w luksusowym apartamencie z widokiem na wodospady lawy…

„Za pierwszym razem były upały i każdy wokół działał równie niesamowicie. Czułam się dziwnie, niemal jak w gorączce, ale ona mnie nie osłabiała.” odgarniam włosy z twarzy. Wiem, że się rumienię, ale nic na to nie poradzę. Tak mnie zaprojektowali – z tą przeklęta karnacją. „Miałam wrażenie, jakbym przekraczała granicę, coś we mnie rosło, zmieniając mnie nieodwołalnie. Myślałam, że to po prostu moje hormony oszalały. W dodatku każdy wokół również oszalał. Skończyło się to równocześnie z upałami.”

Jestem patetyczna. Zwierzam się z najgłębszych myśli ledwo poznanemu facetowi.

„Niesamowity zbieg okoliczności.” Alec mówi miękko „I gdyby nie te upały, zabrzmiałoby jak dokładny opis pierwszego… no, oprócz jednego szczegółu – nie myślimy wtedy, to wszystko są instynkty. Większość X5 przy pierwszej gorączce bzikuje. I zdecydowanie nie rozmyśla, co w nich wstąpiło. Po prostu  d z i a ł a.”

W porządku. Teraz moje policzki przypominają piwonie w pełni rozkwitu. Decyduję się więc kontynuować moją patetyczną opowieść.

„Za drugim razem to trwało znacznie krócej. Ledwie dwa dni. No dobrze. Dwa dni i jedną szaloną noc…” urywam. Czy mi się wydaje, że Alec się krztusi? Czy to tylko mój słuch płata figle?

Zapalam lampkę nocną. Alec zdecydowanie się krztusi.

„Znacznie krócej?” jego głos jest bliski załamania z powodu czegoś, co wydaje się mieszaniną szoku, wesołości i zazdrości.

„Hm, tak.” mówię niepewnie. Nie wiem, co go wprowadziło w ten trans, ale pewnie zaraz się dowiem. Alec wyskoczy zaraz z bystrą ripostą i moje zażenowanie sięgnie zenitu.

„Ile więc trwało za pierwszym razem?” pyta się, wpatrując w moje usta, jakby co najmniej oczekiwał, że ogłoszę koniec wojny między mutantami a rządem.

„Jakiś tydzień… może trochę dłużej.”

Dusi chichot w poduszce. Całe jego ciało trzęsie się ze śmiechu. I problem w tym, że pomiędzy Aleciem a łóżkiem jestem ja. W cienkiej, zabawnej piżamie z Florydy z wzorkiem w pieluszki. Pomysł cioci Mandy. Ale teraz wcale nie jest mi do śmiechu jak w chwili, kiedy ją kupowałam.

„Mógłbyś łaskawie zejść ze mnie?!” warczę cokolwiek głośno. Nie dbam, czy rodzice słyszą. Naprawdę nie przywykłam do swobodnego zachowania mutantów. I pewien jeden wyhodowany w próbówce jak ja właśnie przekroczył wszelkie granice. Guzik mnie obchodzi, że jest przystojny, uroczy i jest tutaj, by zadbać o moje bezpieczeństwo. D o ś ć. Jestem tylko normalną dziewczyną z normalnymi zasadami moralnymi.

Nagle robi mi się słabo i kolor spływa z moich policzków. A może… może on myśli, że należę do tych łatwych panienek? Zwłaszcza, odkąd usłyszał Papaję w akcji. Kiedy ona otwiera swoje usta, jesteś wybrudzony do końca swych dni w Roswell.

„Liz?” Alec pyta. Już siedzi z powrotem obok mnie. „Wszystko w porządku?”

„Teraz – tak!” syczę w odpowiedzi. Domyślam się, że to tylko właśnie odkryłam nowe własności mojego kociego DNA. Nigdy wcześniej nie syknęłam do kogoś. Nowe znajomości zdecydowanie rozwijają.

Wówczas Alec wzdycha, bierze mnie za rękę i ściąga z łóżka. Nie da rady, muszę wstać.

„Lepiej nałóż coś na siebie. Jestem tylko facetem.”

Mrugam. Czy on właśnie nie przyznał się do błędu? Chwytam więc moje wcześniejsze ubranie i idę do łazienki, tylko po to, by pobić mój rekord w prędkości zmiany ubrania.

Siadam potem na krześle przy biurku. Czy muszę wspominać, że Alec leży rozwalony na moim łóżku, jakby całe życie nie robił nic innego?

Doprawdy, jego urok jest zabójczy, ale nie aż tak…

„U X5 to trwa około 48 godzin.” mówi nagle i nie mogę uwierzyć, ale  n a p r a w d ę  słyszę powagę w jego głosie „Tyle trwało za drugim razem, tak?”

Kiwam głową. Może sytuacja jest niezręczna, ale jego pytanie przypomina mi, że on jest tu dla powodu. A kocie DNA wyciągnęłam ja.

„Tak.”

„I dlaczego to cię nie zaalarmowało? Co było tym „logicznym powodem”?”

„Raczej kto. Max Evans.” krzywię się, ponieważ to wyciąga wiele wspomnień, które ranią mocno „To było w marcu. Chodziliśmy wokół siebie przez tygodnie, ba, przez miesiące… Skończyliśmy jako para po tym. I ponownie pojawiło się to uczucie granicy, o wiele, wiele wyraźniejsze. I z tą różnicą, że tym razem czułam się, jakbym ją przekroczyła. Najwyraźniej coś we mnie potrzebowało dorosnąć.” kończę z nutką goryczy. Zawsze myślałam, że tamte szalone dni były związane z obcą rzeczą i nie wiązałam ich z moimi odczuciami, nie szukałam w nich przyczyn. Aż do dzisiejszego popołudnia.

I to tylko nasuwa mi na myśl kolejne bolesne pytanie, na które boję się odpowiedzieć. Nie wyobrażam sobie, że Max z przyszłości nie wiedział o moim pochodzeniu. Nie potrafiłabym tego ukryć przed nim, nawet bez obcych błysków. Czy on chciał mnie od siebie odsunąć w porę, zanim będzie za późno, ponieważ jestem efektem rządowego eksperymentu? Wrogiem z definicji?

Nie chcę znać odpowiedzi.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *