ETIC: przed czy po (37)

37.

„Od razu ci się oczka świecą…” przez kuchnię przebiegł kobiecy śmiech „Niezła wibra, co nie?” Mandy mrugnęła, nalewając sobie porannej kawy.

„Aha….” małe Niewiniątko zarumieniło się po korzonki włosów, ale dzielnie badało dalej rozmaite funkcje swojej nowej zabawki „Chociaż to raczej gadżet dla plemników.”

Ciotka uśmiechnęła się pod nosem, przebywanie zaledwie kilka tygodni na Florydzie przynosiło nadspodziewanie dobre rezultaty. Spod t4ej króciutkiej grzywki znów zaczynała się wychylać Liz, którą znała przed rokiem. Ta sama roześmiana dziewczyna z nutką szaleństwa.

„Dlaczego?”

„Nie potrzebuję motywów z Milano.”

Parsknęła śmiechem.

„No wiesz… niektórzy to naprawdę niezłe kąski. Masz przynajmniej na co popatrzeć.”

„Wolę… bardziej realne i dostępne obiekty.” wydęła wargi, już się nie rumieniąc.

„Więc?” Mandy nadstawiła uszu.

„Więc co?” bratanica usiłowała ja zbyć nonszalanckim wzruszeniem ramion.

„Ty i Alec.” na twarzy Irlandki pojawił się ogromny, pełen oczekiwania uśmiech. „No wiesz… nieco szczegółów tu oczekuję.”

„Ale nie ma tu co opowiadać!” zaprotestowała niewinnie.

„Taaak? A czy mi się wydawało, czy też kiedy wracała z delegacji we wtorek, to moja jedyna bratanica na drzwiach tak była zajęta, że nie zauważyła kompletnie niczego?”

„Oooch…” zgodnie z jej przewidywaniem porzuciła komórkę i ukryła twarz w dłoniach, kompletnie zakłopotana.

„Oooch…” parsknęła śmiechem „Daj spokój, a wciąż jeszcze młoda jestem, nie takie próchno ze mnie, że nie pamiętam, jakie to uczucie być przypartą do muru…”

Zależy czym przyparta… przemknęło przez głowę Niewiniątka. Zaczynała rozumieć, czemu uparta i dumna Foczka tak miękła i traciła rezon, kiedy „Ryanek” robił cokolwiek, co wiązało się z przypieraniem… Przeklęte, sławne plemniki McDowell!

„Jakbyś się czuła, gdyby ktoś przyłapał cię z doktorkiem, a potem wyciągał szczegóły?”

Brew Mandy powędrowała w górę. Nieźle odbity cios.

„Beznadziejnie… Bo teraz dałabym wiele, by cofnąć tamte głupoty… Ale za późno.”

„Niby czemu? On nadal ma wąty do ciebie…” w brązowych oczkach zapaliły się iskierki.

„On jest zaręczony.”

„Ta. Z mamą Nem. Zaręczony, nie zaobrączkowany.” wzniosła spojrzenie do sufitu „Widziałam ich razem niedawno, jak ewakuowałam się z pokoju Nem. Zimne kluchy, mówię ci.”

„Zimne co?’ spojrzała ze zdumieniem.

„Och, zero iskrzenia. Rozsądek ze strony Toma i tyle.”

„Tym gorzej. Z jego głową nie wygram.”

„Oooch, doprawdy?”

„Doprawdy.” powiedziała stanowczo „Przeholowałam, chcąc go odtrącić. Tego nie da się wymazać.”

~ * ~

Mandy musiała przyznać, że chyba diabeł mieszał tego dnia w kotle… To był pierwszy dzień Liz w jej nowej pracy w Wydziale – oczywiście musiała ją wyekwipować z odpowiednią dawką wiedzy i odpowiednio ubraną – Liz przyznała się, że wie, co w trawie piszczy, na dodatek córka tamtej kobiety była całkiem miłą, niezłą laską, to nawet nie chciała myśleć, kim była jej matka… ale najgorsze czekało ją w biurze, weszła do środka, porwała z biurka sekretarki grafik spotkań na ten dzień i zamarzła w pół kroku.

Na ósmą rano miała umówionego Toma…

„Proszę pani?” Susan patrzyła na nią pełna obaw. Wyglądała, jakby cła krew odpłynęła z jej twarzy.

„Odwołaj wszystkie moje dzisiejsze spotkania. Teraz.” wymamrotała.

„Ale…”

„Źle się czuję. Wezmę tylko papiery i wracam do domu.”

„Ale jeden pan już czeka w pani gabinecie…”

Zaklęła.

„Chyba nie doktor?”

„Dokładnie on.”

Gorzej już być nie mogło… Naprawdę, nie mogło… Tom, pozostawiony na jakiś czas samemu w jej gabinecie? Oblewał ją zimny pot na myśl, co mógł tam znaleźć… nie, bynajmniej nie typ, który grzebałby w jej szafkach i rzeczach, poza tym wszystko miała pozamykane elektronicznymi zamkami, ale najbardziej kompromitująca ją rzecz stała dokładnie na widoku… jej widoku… ich zdjęcie z dnia, w którym poprosił ją o rękę. Jak mogłam być taką idiotką i trzymać to na wierzchu?

~ * ~

„Z tobą to nawet już zakupów nie robi się fajnie… Nic, tylko wiecznie zajęta, zaganiana…”

„Wcale nie.” Nem zaprotestowała rozbawiona. Co tu dużo mówić, była ostatnimi czasy zajęta albo w pracy, albo… pieprząc Ryana… albo leżąc na nim, wcinając lody malagowe i zupełnie nie tęskniąc za porzuconą pracą kelnerki.

„Wcześniej to chociaż w pracy was widziałam.” Pam narzekała dalej.

„To zmień pracę.” parsknęła.

„Ha… w przypadku, jeśli nie zauważyłaś, ja nie mam nadzianego faceta.”

Już chciała zaprotestować, że Ryan wcale nim nie był, ale niezwykły widok odwrócił jej uwagę…

„O kurcze…” wymamrotała, sięgając po komórkę i pospiesznie wybierając numer stalowookiej bestyjki. Odebrał późno. „Nie wiem, co robisz ani z kim, ale lepiej tu się zjaw, bo właśnie widzę Niewiniątko rozprawiającą z tą suką.”

Ta suka obejmowała pojęcie najgorszego babsztyla, jakiego Nem miała nieszczęście spotkać. Usiłowała najwyraźniej wleźć do łóżka Aleca i używała zdecydowanie sposobów, które sugerowały, że gościła już tam wcześniej. I jak sama była generalnie przeciwko zbyt szybkiemu uświadamianiu Niewiniątka, tak ten babsztyl nieco odmienił jej poglądy w tej kwestii. Poza tym Liz sama już dobrze wiedziała, że podoba się McDowellowi. Nie znała tylko zasięgu jego zainteresowania. Nie rozróżniała jeszcze „rodzajów” uwagi ze strony plemników.

„Gdzie jesteście?”

„Jestem z Pam na zakupach, koło butiku Julii…

„Zaraz będę.”

Odetchnęła nieznacznie. Ryan umiał załatwiać takie sprawy, oj, umiał… nie wiedziała, co powiedział wcześniej pewnej lasce, którą spotkali w zeszłą środę na plaży, ale miała minę, jakby zjadła nieświeżą rybę. I nawet nie patrzyła na nią krzywo.

Inna strona sytuacji była, że chciała odwdzięczyć się Liz za interwencję z tamtą dziewczyną w kawiarence. Kto tak naprawdę wiedział, co by było, gdyby nie tamto wydarzenie… Hm, zawdzięczała Niewiniątku trzy tygodnie bezustannego pieprzenia… miała ochotę na znacznie więcej, ale to inna kwestia. Na szczęście wyglądało na to, że ich romans potrwa jeszcze chwile… Życie, w którym dominował nadzwyczaj bezczelny, sławny i mający niezłe uzasadnienie swojej arogancji bliźniak McDowell, podobało się jej zbytnio, by ot tak, zrezygnować.

„Tia… Liz też już nie widuję w pracy. Musiała zmienić grafik swoich zmian czy coś…” Pam dąsała się dalej „Chociaż z chęcią bym to zrobiła, co ty, ale nie zostawię przecież tam El samej.”

„Trzeba znaleźć jej inną pracę.”

„Tak. Zwłaszcza, że starzy wyrzucili ją z domu.”

„Co?” odwróciła się zszokowana „Nie miałam pojęcia…”

„Poszła do położnej-ginekologa w końcu, robiła badania. Podlega pod ich ubezpieczenie, więc się dowiedzieli…”

Nem tylko pokręciła głową ze smutkiem. Ona na szczęście miała o wiele bardziej wyrozumiałą rodzinę. Jej mama nawet nie czepiała się jej romansu z Ryanem. Podejrzewała wpływ doktorka albo nawał zajęć przed ślubem. Zamiast zatrudnić firmę od tego, jej mama zamieniła się w ziejącego ogniem organizatorskiego potworka. Albo zakochana widziała świat przez różowe okulary. No i trafiło się jej niezłe mięsko.

Ciekawe, jakie trafi się mnie… przemknęła jej przez głowę. Miała nadzieję, że wszystkie ciotki nie będą próbowały jej zeswatać z drużbą. Z jakiegoś powodu uważały, że potrzeba jej silnego, męskiego ramienia. Tylko kandydaci nie ci… parsknęła śmiechem na wspomnienie „ostatniego” przypadku. Pam rzuciła jej pytające spojrzenie.

„Nic, nic…” wymamrotała, wracając do obserwacji Niewiniątka i wrednej suki.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *