ETIC: przed czy po (50 – zakończenie)

50.

„Posiadanie kolegów nie zawsze skutkuje rozrywką na najwyższym poziomie, ale… od czego są koledzy…”

Ryan z chęcią skręciłby kark koledze, a potem sam popełniłby harakiri za własną głupotę, gdyby wiedział, do czego doprowadzi przedsiębiorczość jego kolegów. Tom stwierdził, że ma ostatnio markotną minę i najwyraźniej jeszcze nie odcierpiał przecięcia pępowiny z rodzinnymi wpływami. Trzeba mu zapewnić odpowiednią ilość rozrywki.

Odchylił głowę na oparciu krzesła i zapatrzył się w niebo. Było czyste, lazurowe, odbijało się nawet w barwach wojennych sznureczków po drugiej stronie plaży. Tom sędziował w konkursie bikini – chyba to jemu brakowało rozrywki – wobec czego tłoczyło się przy nim mnóstwo panienek zdecydowanych na wszystko, żeby tylko zdobyć tytuł posiadaczki najlepszego ciała w tym stanie. Nadskakiwanie młodemu jurorowi przy silikonowych wstawkach, ciężkich chirurgicznych operacjach czy kokainowej diecie właściwie to nawet do wysiłku nie należało. Co najwyżej fizycznego. Odrażający to nie był, przynajmniej według jego własnych obserwacji.

„Uch…” Sebastian klapnął ciężko obok niego, nie przejmując się zupełnie kręcącymi po lokalu kandydatkami do konkursu. To było… wstrząsające. Żadne jego spojrzenie nie wiodło po mniej lub bardziej prawdziwych kształtach. Wpatrywał się tylko ponuro w swój przyniesiony kufel piwa i nic nie mówił przez dobry kwadrans. Ryan uznał, że to maksymalny czas.

„Mi ostatnio z lekka odwala, ale ty po prostu odbierasz moje medale!” klepnął nieszczęśnika po plecach, samemu jednak nie mając najlepszego humoru. Ale na własne troski najlepsze są cudze kłopoty.

„To nic…” nawet nie odwrócił wzroku od swojego kufla, ignorując nadal coraz bardziej tłoczące się kobietki w lokalu i gęściejący wokół nich tłum młodzieży płci męskiej. Gdzieniegdzie wydobywał się głośny pisk, jak żywo przypominający Ryanowi osóbkę o pseudo Gwóźdź. Nie mógł się nie dziwić Pilniczkowi, że takie osobniki wzbudzały agresję. Ten głos mógł umarłego obudzić. Idealnie nadawał się do przenoszenia soczystych ploteczek. Ale podczas poobiedniego grilla pewnie podlizywałby się mamusi najsmaczniejszego kąska na przyjęciu i wymieniałby się przepisami. Wizja była tak realna, że parsknął śmiechem. Seb zerknął na niego, nagle zainteresowany tą zmianą nastroju.

Szturchnął kolegę, wskazując niewielki tłumek przy barze. Większości dziewczyn nie widzieli, jedynie skrawki młodych ciał spomiędzy tłumu oślinionych samców.

„Założę się, że Gwóźdź jest wśród nich.”

Nawet się nie uśmiechnął, chociaż w jego oczach błysnęła ta sama niechęć, która musiała być widoczna w jego własnych. Różowa panienka była znana ze swojej natarczywości, którą osiągała całkiem sporo i powszechnie znienawidzona przez własną pleć.

„Hm… może. Nasłałbym ją na pewną… osobę.”

Ryan uniósł brew. Teraz temat zaczął się robić interesujący. Odkąd Sebastian pokłócił się z Sarą, ich mała grupka nie była już taka jak dawniej, a im wszystkim przychodziło znoszenie nawzajem sfrustrowanych dzieciaków. Sam święty czy super mądry nie był, ale przynajmniej potrafił w paru kwestiach dojść do porozumienia z Nem. Chociaż… miał niezłe pojęcia, jakby zareagowała, gdyby nagle oświadczył, że przejmuje jej utrzymanie i zapłaci za jej studia, i nie ma co się przejmować kredytem studenckim. Wykastrowałaby go szybciej niż skończyłby zdanie.

„Coś ty taki rozmarzuś?” Sebastian szturchnął go dosyć boleśnie. Bez wątpienia ktoś tu potrzebował porządnego wyżycia się. Ale w momencie, jak głowę kumpla zajmowała tylko jedna myśl o odzyskaniu byłej, niewielkie miał szanse nasłania na niego jednej z tych silikonowych bambi spod baru. Kilka z nich zerkało w ich stronę, najwyraźniej nie usatysfakcjonowane zaproponowanym im dotychczas produktem.

„Tylko sobie wyobraziłem, co by zrobiła Nem, gdybym złożył jej taką propozycje…”

„Aż tak ostry jest ten osławiony Pilniczek?” Sebastian najwyraźniej nie dowierzał sławie albo plotkom. Większość jego znajomych wiedziała o niej, ale nie znaczyło to, że przedstawił im swojego Pilniczka.

„Ostry…?” pomyślał o tej parze niepewnych oczu, kiedy czekała, aż zareaguje na prezent. Nie, prędzej określiłby ją jako słodko przestraszoną… i cholernie ponętną. Ale gdyby w tamtym momencie jedyną jego odpowiedzią byłby seks, straciłby więcej niż kiedykolwiek u niej miał. Potrząsnął przecząco głową, woląc raczej tę opinię zachować dla siebie. Za to z inną mógł się podzielić z kumplem z pełnym przekonaniem. „No ale z pewnością nie poprawisz sobie notowań u Sary, siedząc tutaj i pijąc od dziesiątej rano…”

„Dziesiąta to środek nocy.” zaprotestował żywo i już chciał wdać w jakąś wielce intelektualną dyskusję kiedy coś przykuło jego uwagę. Powiódł za jego spojrzeniem i przez chwilę nie wiedział, co było obiektem takiego zainteresowania, póki się nie odwróciła.

Jęknął w duchu, czując, że jemu samemu błyskawicznie podnosi się ciśnienie krwi. Była w sukience, wcale nie nawet czerwonej koronkowej, po prostu zwykła sukienka przed kolano… za to góra… Był gotów błogosławić projektanta, który wymyślił taki dekolt, a jednocześnie powybijać zęby każdemu śliniącemu się na jej widok gówniarzowi, nie wyłączając w to Sebastiana.

„Chyba aż tak do Sary to ci tak nie tęskno.” mruknął ironicznie, chcąc skończyć ten festiwal podziwiania wdzięków jego dziewczyny. Musiał przyznać, ciąża jak dotąd robiła same dobre rzeczy jej ciału… A na dodatek ten diabełek miał większą ochotę niż on sam. Aż żałował, że nie można być w ciąży dłużej… Umarłby całkiem szczęśliwy. Uśmiechnął się do niej, zwróciła uśmiech, patrząc się na niego pytająco. Seb, zbyt zajęty widokami poniżej szyi, nie zauważył, że to nie do niego się uśmiechała. Momentalnie wyprostował się i porzucił smętny wyraz twarzy, kiedy zaczęła iść w ich stronę. Ryan sam nie wiedział, co przeważa w tej chwili – chęć mordu na kumplu czy rozbawienie. Pilniczek jest mój.

Usiadła naprzeciwko, chyba wreszcie świadoma, jaki efekt wywołała. Uśmiechnęła się lekko, podając dłoń Sebastianowi.

„Nie znamy się jeszcze.”

Potrząsnął oszołomiony jej dłonią, na kilka sekund zdołając jakoś swoją koncentrację zmobilizować do działania pomimo niewątpliwie dokuczliwej w tej chwili anemii.

„Sebastian.”

Akurat zjawiła się kelnerka z kolejnym zamówieniem. Pochylając się uśmiechnęła się do niego, co najwyraźniej nie przypadło jego Pilniczkowi do gustu i sama zamówiła coś zimnym tonem. Widział tylko ten złośliwy błysk w brązowych oczkach, kiedy patrzyła za oddalającą się dziewczyną w krótkim służbowym fartuszku.

Skubnęła kwiatek z leżącego na stole bukietu – własność Toma, którą miał przekazać zwyciężczyni, ale zajęty badaniem uzdolnień kandydatek zapomniał o nim zupełnie. Przyglądała się kwiatkom w zamyśleniu, nie mówiąc już ani słowa, póki kelnerka nie wróciła z ogromną górą lodów z bitą śmietaną i kawową posypką. Najwyraźniej ktoś tu hołdował swoim zachciankom na maksa…

„Kwiatek ci oklapł, błędny rycerzu…”

Zanim zdążył zorientować się, co się dzieje, porzuciła nagle swoje miejsce i bezceremonialnie wpakowała mu się na kolana. Zwinne paluszki zanurzyły się w jego włosach, ściągając głowę ku zachłannym ustom i równie zwinnemu, co sławnemu języczkowi.

„A to za co…?” zdołał wychrypieć jakiś czas później, kiedy jakieś resztki tlenu w mózgu zdołały uratować go od całkowitego odpłynięcia i publicznej kompromitacji. Nem nigdy, przenigdy nie okazywała czegokolwiek tak publicznie. Umarł na nadciśnienie i trafił do nieba? Umościła się wygodniej na jego kolanach, sięgając po swój deser. Malagowy, jeśli wierzyć jego węchowi. Jęknął gardłowo, ale postanowił się trzymać.

„To nie moje, tylko Toma. Sędziuje silikonowi.”

„To dobrze.” westchnęła z powagą „Bo już zaczęłam się martwić.”

Rechot za ich plecami zwiastował nadejście jurora. Usiadł naprzeciwko, patrząc się na nich z ciekawością, ale i złośliwością na McDowella. Jego wzrok mówił jedno: wpadłeś jak śliwka.

„Kwiaty dla właścicielki najpiękniejszych wabików najwyraźniej znalazły już właścicielkę.” skomentował tylko. Problem był w tym, że nigdy wcześniej osobiście nie miał do czynienia z Pierwszym Pilniczkiem Miami….

„Wiesz… wolę te nie oklapnięte.” uśmiechnęła się, ignorując zupełnie zaborczą rączkę Ryanka, aktualnie błądzącą po jej biodrze. Ciekawe, co trzeba było zrobić w tym stanie, by zostać aresztowanym za publiczną obrazę moralności?

~ * ~

Nie cierpiał tego typu sytuacji. Nie cierpiał, nie cierpiał, nie cierpiał!

I jeszcze, co najgorsze, ani nie będzie miał ciastka, ani go nie zje. Więc rachunek w gruncie rzeczy był podwójnie ujemny.

To raczej u Ryana zapowiadało się, że będzie miał pełny żołądek i zapas ciasta w lodówce. Z dużą ilością bitej śmietany i różnymi dobrymi dodatkami. Tylko on niestety musiał zadbać, żeby biedaczek się nie zatruł od tego przejedzenia. Ryan miał dosyć… wrażliwy żołądek.

Usiadł na ławeczce, wodząc wzrokiem po nowym ogrodzie brata. Właściwie to nawet nie Ryana, bo dzielił go z sąsiadami. Wiedział, że faceci głupieją dla kobiet nawet kiedy nie są emocjonalnie związani – sam był tego najlepszym przykładem – jednak dzisiaj przybył tutaj z misją wtłoczenia wręcz siłą odrobiny oleju do zacinającej się główki jego drugiej połówki. Posiadanie stałej, w miarę normalnej osoby za dziewczynę miało swoje plusy, ale zupełnie nie rozumiał, dlaczego jego bliźniak musiał zrezygnować z całego swojego dotychczasowego życia. Konflikty z rodzicami zawsze przecież były, nic nowego w tym kierunku nie wymyślił. Pierwszy Pilniczek Miami kompletnie opanował jego brata i wydawało się, że nie ma na to ratunku.

Agrrr, nie cierpiał wylewać wiadra lodowatej wody na jego głowę. Ale przez jakiegoś dziwnego chochlika czuł dziwne ukłucie zazdrości, kiedy obserwował Ryana, śmiejącego się tak bardzo, że ledwo utrzymywał swojego wiercącego się chochlika w ryzach. Chyba w gruncie rzeczy zmiana warunków życia nie była aż tak drastycznie odczuwalna. Miał swoje własne cztery ściany, gdzie mógł robić co mu się żywnie podobało i kiedy się podobało, bez oglądania na nikogo, włączając w tę listę niespecjalnie zachwyconego dzisiejszą misją bliźniaka…

Nieco zajęło mu zorientowanie się, że z lekka rozbawiona Nemuś nigdzie się nie wybiera, a jedyną opcją było zyskanie chwilki czasu sam na sam z bratem. Potem jednak doszła jeszcze kwestia, jak się tej chwili doczekać, ale udało mu się stanąć na wysokości zadania. Ostre pazurki Pilniczka zostawiły kark jego z lekka rozczarowanej połówki, by wbić się w jakąś pyszną zawartość lodówki. Ufał, że Ryan wychowany na porządnym jedzeniu, ma coś więcej niż kilka puszek piwa w lodówce.

Pomachała im przez kuchenne okno, szczęśliwie siadając na blacie z całym półmiskiem pierogów z jagodami. Oczy Ryana zaszły dziwną, czy też raczej oczywistą mgłą i wolał sprowadzić go na ziemię, póki miał tę możliwość. I dało się to w ogóle uczynić bez ryzyka pogruchotanych kości u którejś ze stron.

Osobiście nie miał pojęcia, co w tym fascynującego. Ale nie on tutaj stracił rozum i wolność.

I nie on zdobył to, czego chciał.

Nie cierpiał, nie cierpiał, nie cierpiał tych głupich głosików w swojej głowie.

„Zdecydowanie lubisz należeć pod jeden adres?”

Ryan nawet nie zareagował. Wątpił, by cokolwiek docierało teraz do jego przeładowanej testosteronem głowy, co nie dotyczyło bezpośrednio jego dziewczyny. Fakt, że się przeprowadził, zerwał parę starych więzi i znalazł sobie normalną pracę nie wydawał się niczym dziwnym, jeśli normalnie reagował na Nem jak teraz.

„Khm…” chrząknął cicho „Wyjątkowo kobiece kształty ostatnio też…”

„Ej, uważaj! Mówisz o wabikach mojej dziewczyny!” w oczach Ryana pojawiły się stalowe, zaborcze błyski. Ale przez jego złość jednocześnie osiągnął to, czego wcześniej nie udało mu się sprawić. Zdobył jego uwagę na dłużej niż kilka sekund. Ba, nawet w kontekście, którym chciał. Z tą różnicą, że Ryan nastawił się bardziej na obronę własnego terytorium.

Czy mężczyźni zawsze są tacy prości?

Wolał nie odpowiadać sobie na to pytanie. Odpowiedź byłaby druzgocąca.

„Wydusisz z siebie to wreszcie?” Ryan postanowił jednak go pozytywnie zaskoczyć. Najwyraźniej od czasu do czasu krew docierała do właściwego mózgu. „Siedzisz całe popołudnie jak na szpilkach i zachowujesz się, jakby przejechało cię stado słoni, a ty musisz wejść na Everest.”

„Słonie nie jeżdżą.”

Parsknął.

„Co za różnica.” rozsiadł się wygodnie „Nem nie zniknie. Praktycznie tu mieszka i chociaż nie narzekam generalnie na rodzinkę, jeśli chciałeś pogadać, trzeba było mnie ściągnąć nad kafeję.”

„Czyjeś wabiki skutecznie skurczyły czyjś czas wolny.” wzruszył ramionami „Zaraz opowiesz mi wzruszającą historię poświęcenia przez Pierwszego Pilniczka na rzecz ratowania twoich więzów z rodziną.”

„Wiesz, w gruncie rzeczy to robi. Znosi twój wieczny zły humor. I głupią, paranoidalną zazdrość. I chociaż mieliśmy inne plany na dzisiaj, przekonała mnie, żebyś jednak mógł wpaść. I co w zamian ma? Może i nosi ksywkę Pilniczka, ale nie znaczy to, że jest taka twarda i nieczuła. Nie cierpisz jej i to widać, Alec.”

Na to mógł jedynie klnąc w duchu. Ryan nie mógł wybrać gorszego momentu, doprawdy. I gorszego tematu. Sam zmierzał prosto do sedna, chociaż nie zdawał sobie z faktu sprawy.

„Jesteś bardziej zazdrosny o nią czy o mnie?”

„Słucham?” niemal wypluł swoje piwo. Świętego, bezcennego Guinnesa! „Nie jestem zazdrosny o Pilniczka!”

„Jesteś.” Ryan skwitował niemal beztrosko „Drażni cię jak diabli i zastanawiasz się w czym jestem lepszy, bo mi się udało, a tobie nie…”

Gapił się przez długą chwilę na własnego bliźniaka, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.

„Czasem się zastanawiam… ale potem znów widzę Niewiniątko i mam ochotę palnąć się w łeb.”

„Palnij, może coś pomoże.” poradził życzliwie. W końcu ktoś tutaj chociażby teoretycznie odniósł sukces.

Prokreacyjny także…

„A propos… radzę ci się naprawdę uporać z tą drobną przywarą.”

„A to niby czemu?” zwęził podejrzliwie oczy. Ryan nie rzucał tego typu uwag od tak sobie. O nie.

„Dowiedziałbyś się tak czy siak, prędzej lub później. Postanowiliśmy jednak, że tobie powiemy jako pierwszemu… no, poza Niewiniątkiem, ale to niewinne Niewiniątko wiedziało wcześniej niż ja…” westchnął komicznie. Wrócił Pierwszy Pilniczek i z niemałym zadowoleniem umieścił się na kolanach swojego błędnego rycerza. Ku wielkiej uciesze rzeczonego rycerzyny.

„Nie machaj tak orężem, co niektórzy nie są przyzwyczajeni do wagi ciężkiej.” zaśmiała się miękko.

„I tak zwali go to z krzesełka.”

„To kto dokona nokautu?”

„Czyń honory, jeśli chcesz.”

„O nie…” zaprotestowała burzliwie „Jak pełniłam je ostatnio, przez cały wieczór nie mogło do ciebie to dotrzeć, a nuż jest to rodzinne…?”

Odpowiedział jej czysty, złośliwy rechot.

„Nie martw się, już ja mu tu wyłoży biologię… bo coś ostatnio dziwnie zardzewiał i niedomaga…”

„Myślę, że to od nadmiaru oglądania zgrabnych nóżek.”

„Tak sądzisz?” zapytała z niewinną minką. Zbyt niewinną jak na Pierwszego Pilniczka Miami. „W sumie jedyne nóżki, jakie mógł oglądać ostatnio, to te na ekranie… i nie chcę wiedzieć, czy z nich skorzystał.” zakończyła pełnym zabawnej odrazy skrzywieniem noska.

„Uważaj, jeszcze co niektórzy zaczną sadzić, że to ty nie korzystasz, skoro tak ciągle jesteś monotematyczna…” zaśmiał się pod nosem.

„Skorzystałam.” wydęła wargi „W końcu po to właśnie go zaprosiliśmy go dzisiaj, nieprawdaż? Żeby mu powiedzieć.”

„Tia, tylko ciekawe, czy to zdołamy przed czy po.”

Koniec.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *