ETIC: przed czy po (45)

45.

Ann nie wiedziała, o czym dokładnie śnił Alec, ale z dekka podejrzewała, iż dotyczyło to jej kuzynki. Spojrzenie, jakim obrzucił ją po obudzeniu nie należało do spojrzeń, jakie jej posyłał. Zdecydowanie!

Bynajmniej nie była serkiem do roztopienia. Ani nawet jego deserkiem. Nie zamierzała, w najmniejszym stopniu! O nie!

Ale najwyraźniej problemem był fakt, że Toster nie mógł dopaść serka… Ba, nawet okruszyny, leciutkiej przystawki, nie wspominając o daniu głównym. Tylko z rozbawieniem zacierała łapki, raz po raz obserwując Liz i Aleca. A było co…! Niestety wprawdzie dzieciątko zaczynało za wiele pojmować ze świata dorosłych i nie sypało już tyloma zabawnymi tekstami, prędzej jednak gotowa była zwalać winę na jej nową pracę niż na zielonookie bóstwo florydzkich plażowiczek. Coś jego sprzęcik wychodził z wprawy…. zardzewiał… cokolwiek tam mu rdzewiało, czyniło to w tempie wykładniczym. Już nawet żaden mózg nie działał najwyraźniej u zielonookiego, inaczej nie mogła nazwać jego reakcji na obiekt swoich sennych fantazji na żywo.

Jedynym powodem, dlaczego po domu nie rozległ się głuchy łoskot, kiedy Liz przeparadowała po ogrodzie w czerwonym plażowym kostiumie był fakt, że wszystko zalane było akurat dźwiękiem innego Irlandczyka, odjeżdżającym na swoim nie-zardzewiałym sprzęcie. Cóż, to był piękny sprzęt… mogła jedynie zazdrościć Pierwszemu Pilniczkowi. Cóż, jeśli los potrafił wynagradzać komuś wcześniejsze krzywdy, to ona też mogła pocierpieć przez chwilę, byle doczekać się takiej nagrody…

Naprawdę szkoda, że nie zakręciła się wokół Ryana wcześniej. Teraz to już było absolutnie pozamiatane… Nie wyobrażała sobie, żeby Nem pozwoliła, by jakakolwiek pinda wcisnęła chociaż szpileczkę na jej teren. Już prędzej poderżnęłaby gardło tą szpileczką, a potem z niewinnym uśmiechem wyśpiewałaby chicagowskie tango…

Problem był tego rodzaju, że Nem Titbit miała charakter jak mało która dziewczyna w tym stanie. Bardzo sławny charakter… Większości facetów na ich wydziale śniło się po nocach ujarzmienie tej dzikiej kotki, ale 99% była zbyt przerażona, że nie stanie na wysokości zadania. Cóż, czekał ich zimny prysznic po powrocie w październiku. Nem Titbit została oficjalnie zapilniczkowana. A nawet nieoficjalnie. Już skoro sama mamusia stalowookiego Irlandczyka ich ożeniła, to mogła im wróżyć co najwyżej nieco wolniejszą drogę do tuzina małych jasnowłosych pilniczków i zamiany jazdy na stalowym sprzęciku wycieczkami do zoo…

Nie, żeby jej zazdrościła… Tylko tak jakoś łezka w oku się dziwnie kręciła, kiedy widziała Ryana podążającego w pośpiechu za swoją panią, w jakimkolwiek tam kierunku się udała…

Co wcale nie było jednoznaczne z faktem, że popierała podobną aktywność jego bliźniaka. Niech sobie balował. Ale z dala od jej kuzynki. Wakacje dobiegały wreszcie końca i wydawało sie, że już praktycznie nie ma czego się bać, a tu – bach…. Wręcz przeciwnie. Musiała aż przekupić jego pięcioletniego kuzyna! Inaczej wątpiła, by Liz ocalała z dzisiejszego grilla. Tosterowi brakowało serka… który zdaje się, że mu aż śnił się na jawie, taki był wygłodniały…

Westchnęła, nakładając sobie kolejną porcję jedzonka.

„Nie ma to jak porządne mięsko.” ciche westchnienie Nicoli wywołało jej zdecydowaną aprobatę. Tylko, że niestety obie miały na myśli inne jedzonko. Chociaż z drugiej strony… nie zamierzała nabawić się wrzodów przez zielonookiego łowcę, już dostawała niestrawności kiedy był w pobliżu Niewiniątka.

Nie chciała, żeby jej ksywka nie przetrwała nawet jednego sezonu i wylądowała na panteonie chwały Aleca McDowella!

„I dobrze przyprawione…” mruknęła sennie, wodząc szklistym wzrokiem po ciemnościach ogrodu.

„Poważnie…?” głos agentki był sceptyczny, ale mimo to nosił ślad ciekawości „Niektórzy twierdzą, że nie wszystko jest jadalne…”

„Cóż…” Heaney mruknęła wyniośle „Niektórzy to nawet nie potrafią doprowadzić wody do wrzenia, nie mówiąc już o bardziej złożonych obiektach…”

Miała ogromną ochotę roześmiać się, kiedy oczka Niki aż rozbłysły z zadowolenia i satysfakcji.

„Są jednak i tacy, których nawet wrząca woda nie interesuje..”

Spojrzenie Niki natychmiast stało się ostrożne i szacujące. I utkwione w niej.

„Można poparzyć, boleśnie…” uśmiechnęła sie pod nosem. Zostawiła nadal trawiącą informację dziewczynę i podeszła do Liz. Ciekawe, ile czasu zajmie jej dopatrzenie się braku ‚się’ w tym zdaniu… zarechotała pod nosem. Czas było przejąć wartę od pięcioletniego kuzyna McDowellów.

~ * ~

Jeden papierek, drugi papierek…jedna torba, druga torba… Nem powolutku na palcach jednej rączki liczyła minuty, w jakiej rosła sterta śmieci, która powstała od rana na skutek działalności malej niuni pod jej sercem.

Dwóch niuniusiów… poprawiła sie natychmiast. Nadal nie mogła przetrawić, że to ciąża podwójna… Raz a dobrze… rechotał złośliwy głosik w jej głowie.

Brrr.. Sprzątała generalnie tylko dlatego, że winowajca tego wszystkiego zapowiadał się za godzinę… a z jej humorkiem pokój wyglądał jak po bitwie. Już nie wspominając, że sama wyglądała jak chodzące wcielenie ósmej plagi egipskiej. A że Ryanek nie doprowadzał jej do szału od tygodnia.. łapki będzie miał klejące.

Jej nieszczęściem i główną przyczyną jej stanu była prosta zależność, że skoro Ryanek nie dostawał, to i ona schła jak porzucona śliweczka…

I ten przeklęty głosik w głowie, który przypominał, że skoro ich związek opierał się głównie na seksie, to brak seksu…

Nie chciała słuchać końcówki zdania, w takich momentach – a nie zdarzały sie one rzadko – śpiewała coś pod nosem albo raczyła się orgazmem na podniebieniu. I sterta papierków rosłą…

Z braku laku dobry i kit…

Niestety bycie porzucona, suchą śliweczką przyniosła także wyjątkowo ponury rachunek sumienia. Przyjrzała się sobie. Tydzień wolności od tych klejących, ochrr, jakże zwinnych łapek i języka.. tydzień tortury właściwie.. Podobało sie jej bycie lokatorką jego sypialni… za bardzo. Seks był świetny, ale poza łóżkiem też było fantastycznie. Tak dobrze, że nagły brak, odstawienie ogłupiającego narkotyku wywołało dziką histerię w zielonej sukience… Była na irlandzkim głodzie. Giga głodzie. Najchętniej w te pędy wróciłaby prosto pod te silne ciało, nie zważając na nic, ani na dzieci, ani na głos rozsądku, który przeważnie wrzeszczał, by spieprzała gdzie nie inne śliweczki rosną.

Kto by pomyślał, że bycie matką już na tym etapie było katorgą…?

Gdyby ktoś pół roku temu powiedział jej, że dostanie takiej fiksacji, bo nie pieprzyła się od tygodnia, wysłałoby go natychmiast do zaprzyjaźnionego kolegi po fachu…

Zgniotła z irytacją ostatni papierek, znaleziony gdzieś w okolicy strzępków wykorzystanego pakietu chusteczek.

Prędzej Julia rozdziewiczy Kawałek Czerwonej Szmatki w Czerwonych Tenisówek niż irlandzki stalowooki diabeł się w niej zadurzy. Problemem było, że daaawno, dawno temu porzuciła Instrukcję Obsługi, przekonana, że jest miszczu…

Taki ze mnie miszczu w relacjach damsko-męskich, jak z Ryanka mój niewolnik na złotym łańcuszku. Mhrrr… Ryanek na samym, jedynym złotym łańcuszku.

Westchnęła głęboko. Ale to wcale nie pomogło. Powietrze przesiąknięte było zapachem jej łez, czekoladowych orgazmów na podniebieniu – kiedy chciała zupełnie innych – i czegoś, co mimowolnie nazywała w duchu rezygnacją.

Nieważne ile by nad tym nie myślała, od której strony by nie ugryzła tej sytuacji, bezustannie dochodziła do jednej i tej samej konkluzji. Potrzebowała Ryanka. Bardzo. Z każdym mijanym dniem była coraz bardziej przerażona, że nastanie w jej życiu taki, w którym te zwinne łapki nie obejmą jej zaborczo i niby od niechcenia zwędrują, gdzie światło dzienne i wzrok innych nie mogły dotrzeć. W takich momentach chociaż przez chwilę czuła, że gdzieś, do kogoś należy sama z siebie… Co z tego, że to była iluzja? Nawet jej skrajnie sarkastyczny rozum tęsknił do tych chwil spokojnej błogości… Co miało poradzić bezbronne serce…?

Siadła ciężko na łóżku. Nawet jeśli by zechciał dzieci, niechże ze mną… Mimo, że wreszcie, po tygodniu udręki, dopuściła do siebie świadomość, jak bardzo go potrzebuje, te same wredne głosiki w jej nader upartej osóbce wrzeszczały ile miały sił, i wrzeszczały nie bez powodu, że ją znienawidzi. Zostanie z nią, będzie grał dobrą minę do złej gry i pewnego dnia w jego spojrzeniu nie zobaczy niczego oprócz nienawiści.

Wszystko tylko nie przymus… Nie zniosłaby tego. Chciała go. Bardzo. Z małymi sequelkami z psotnymi uśmieszkami, a nawet i bez. Chciała, by chciał – z własnej woli, bez przymusu czy obowiązku. Tylko tyle i aż tyle. Słabo się jej robiła na myśl o własnych wymogach… Co musiałby sądzić on!

~ * ~

s

Strumienie wody lały się z pochmurnego nieboskłonu, mimo to nie protestowała zupełnie, kiedy niemal z czułością ściągał kolejne sztuki jej ubioru. Wpatrywała się jak zaczarowana w jego zwinne donie i uśmieszek satysfakcji, igrający na jego ustach.

„Dean…” wychrypiała niecierpliwie, kiedy z niewiadomych jej powodów każdy jego ruch wydawał się torturująco powolniejszy. W końcu sama zaatakowała drapieżnie prężące się nad nią ciało. Jęknął gardłowo. Jej ząbki znaczyły szyję i jej wrażliwy łuk przy obojczyk. Szarpnęła oporny materiał kurtki.

Był śliski od deszczu, palce niemal samoistnie przebiegły wzdłuż ramion i zatrzymały się na talii. Deszcz przyjemnością powędrował do koniuszków nerwów w jej ciele, czuła pod palcami jak to gorące i silne ciało napina się pod niewinnym dotykiem.

Wydawało się, że jej inicjatywa na chwilę złagodziła jasnowłosego diabła. Zaprzestał badawczej, powolnej wędrówki, cofając dłonie. Chciała zapłakać z frustracji… Nie rób tego… nie! Nie nie… zdążyła ledwie wyciąć usta z żałości, kiedy kurtka po prostu wylądowała na bruku, tuż obok jej bluzeczki. Z zadowoleniem powiodła dłońmi pod jego koszulką. Napiął się z sykiem. Szarpnęła materiał ku górze, z zachwytem obserwując ukazującą się grę mięśni pod gładką skórą.

„Piękna…” jej mamrotanie utonęło w sile jego ramion, kiedy bezceremonialnie podniósł ją, przypierając do ściany i w pośpiechu rozprawiając się z zapięciem jej spodni.

„Piękna…” spapugował jej jęk zachwytu, kiedy zapraszająco rozsunęła biodra. Ściągnął oporny materiał dziwnie drżącymi palcami. Wydawało się nagle, że jego dłonie parzą. Otworzyła oczy, zamglonym spojrzeniem obserwując jego śmiałe poczynania. Jasne kosmyki wręcz prosiły się, by zanurzyć w nich dłoń, a stalowy błysk w oku zapowiadał, że…

„Aaaach…” westchnęła z zadowoleniem, wyginając się w łuk tak gwałtownie, że ściana za nią zadźwięczała lekko. Oskrobał zębami ciemny pąk, sekundę później powtarzając to samo z jego bliźniaczką. Miała wrażenie, że nagle całe czucie skupia się w tych dwóch skrawkach hiperwrażliwego ciała. „Jeszcze…” błagała, kiedy pieszczota skończyła się równie gwałtownie, co zaczęła… Otarła się o niego sugestywnie, zniecierpliwiona i spragniona ciągu dalszego.

„W tobie…” wychrypiał tak, że dreszcz zadowolenia powędrował wzdłuż kręgosłupa. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jego drżące palce, kiedy rozprawiał się z zapięciem własnych spodni. W końcu zniecierpliwiona rozsunęła materiał.

„Nem….” nie wiedziała czy ten pomruk przyjemności wywołała jej niecierpliwość czy uczucie ustępującej pod naporem gorącej miękkości, w tym momencie nie dbała o powody, byle tylko czuć tę rozpierającą siłę, raz za razem, wypierającą oddech z płuc i rozsądek z głowy.

Jęknęła cichutko, kiedy przechylił ją nieznacznie i nagle znalazła się pod nim. Ciemne oczka wydawały się wychwytywać każdy grymas zadowolenia z jej twarzy. Miała wrażenie, że jej ciało roztapia się gwałtownie niczym kostka lodu na Saharze.

Napięła się, kiedy mocne pchnięcia przyśpieszyły. Zmęczone ciało drżało z wysiłku, torturą były milisekundy, kiedy się wycofywał. Sapnęła, czując jak ciepło przetacza się po koniuszkach nerwów. Potem była świadoma jedynie miękkich, uspokajających pocałunków,.

„Miły sen…” wymamrotała, odpływając daleko.

~ * ~

Łup…. nie… Nem jęknęła rozpaczliwie w duchu, zaciskając mocno oczka. Ale ostry, przeszywający dźwięk brutalnie i skutecznie oddalał od niej błogosławiony sen. Nie chciała jednak oddawać się w parszywe łapy rzeczywistości. Błagam, jeszcze minutkę…

Sekundy jednak mijały i stawała się coraz bardziej przytomna i świadoma bicia serca pod własnym uchem i powolnego, uspokajającego biegu pocałunków jej niewolnika. Wędrowały sobie to po jej nagim obojczyku, to we włosach, to wzdłuż ścieżki kręgosłupa….

Co ona do diaska robiła naga w łóżku z Ryanem?!


Nie, żeby narzekała, trudno było narzekać na taką sytuację. Szczególnie czasy ostatnimi… Tylko, że wolała do diaska pamiętać, jak zdolne łapki diabelnego Irlandczyka pozbawiły ją ubrania… i jego samego też. Oblizała usta. To musiałby być widok…. Ryan rozbierający się dla niej, wiedzący, że patrzy, ahm…

To byłoby o niebo lepsze niż jakakolwiek senna fantazja z Deanem w roli głównej… zdecydował jakiś bezczelny i uporczywy głosik w jej głowie. Zarumieniła się po korzonki włosów, przypominając sobie nagle swój sen… Żeby jeszcze dorastał do pięt rzeczywistości… skonstatowała z niemałym zakłopotaniem… Co mnie napadło?

„Co tak harcuje w twojej główce, Pilniczku?”

Główka to dopiero będzie harcować, ale nie moja… uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Tak, zdecydowanie pobudka nago w ramionach jej niewolnika dałaby się wykorzystać do jej niecnych planów…

Skrzywiła się z oburzeniem, kiedy potężny grzmot zagłuszył jej odpowiedź.

„Nie lubię burzy…’ wydęła usta. Tylko się uśmiechnął, kontynuując leniwą wędrówkę paluszków…

„A tobie co chodzi po główce…?”

Stoi, chodzi, leży, pcha… wyliczała w duchu. Liczyła na wszystkie te czasowniki.

„Liczę, właściwie…”

„Liczysz na…?” wymruczała, w jej główce już zapalała się lampka zachwytu i oczekiwania.

„Liczę co…” westchnął ciężko, zdecydowanie nie mając na myśli tych samych tematów, co ona. Żałośnie zacisnęła powieki, usiłując powstrzymać cisnące się pod nie niechciane łzy. ‚Godziny do przeklętego dźwięku budzika, kiedy będę musiał zwlec się z materaca i zostawić twoje seksowne, gorące ciałko na rzecz lodowatego prysznica…” jęknął grobowo. Nie zdołała powstrzymać śmiechu.

„No to rzeczywiście tragedia…” przytaknęła mu w końcu. O dziwo, burza jej nie zagłuszyła, przynajmniej ta na zewnątrz,’

„I liczę także…” przewrócił ja gwałtownie na plecy, kolanem rozchylając jej uda i goszcząc się między nimi z wdziękiem zadowolonego drapieżnika „…iż żadnej z nich nie spędzę na jakże prozaicznej czynności, zwanej snem…”

„Hm, pomyślmy…” udała zastanowienie „Masz jakieś interesujące propozycje?”

„Oczywiście, o lady Ginewro. Na przykład rozstrzygnięcie trapiącego mnie od kilku dni dylematu, czy wolisz w sypialni wściekły róż czy landrynkową zieleń….”

„Że co?” zdębiała kompletnie.

„Nem…” westchnął ciężko, przechylając się i zapalając jakąś lampkę – której wcale nie pamiętała ze swojego nocnego stolika „Rozejrzyj się…”

Posłusznie obróciła główkę w te i we w tę…

„Dziwnie pusto.”

„Nic dziwnego, nie kupiłem jeszcze mebli, mam tylko kilka podstawowych z apartamentu….” ziewnął, układając się koło niej i patrząc uważnie, jakby czegoś oczekiwał.

Jej żołądek podjechał do gardła, nie miała pojęcia co ma zrobić ani powiedzieć teraz. A może rzucić się tak na niego? Sam powiedział, że tego chce…

„Duża zmiana…”

Skinął głową poważnie.

„Jak większość…”

„Tan nam było zdecydowanie za ciasno we trójkę, nie ruszam się z tego stanu na co najmniej parę lat, nareszcie mam normalną pracę i może dziewczynę… Pomyślałem więc, że czas najwyższy przeciąż pępowinę… odciąć od Aleca, mówiąc ściślej…” jego głos cichł w miarę jak mówił, czy to jej porażony mózg nie był w stanie przetrawić tej informacji, nie byłą pewna, natomiast wiedziała z pewnością, że musi jak najszybciej stąd uciec…

Zaplątała się w pościeli, usiłując jak oparzona wyskoczyć z łóżka, ale w rezultacie runęła jak długa na nagą posadzkę, klnąc z bólu. Stłuczona dwa miesiące temu kostka rwała niemiłosiernie i w ogóle leżała pod dziwnym kątem. Idealna metafora mojego życia i ostatnich wypadków…. Tylko brakowało w nim, żeby ojciec moich niuniusiów zakochał się w innej tuż pod moim ślepym noskiem…

Nic dziwnego, że mnie nie dotknął, mimo nawet nagości… Dawno temu zdążyła się zorientować, że Ryan nie był typem, który by oszukiwał dziewczynę, o ile takową by kiedykolwiek miał. Miał zadziwiająco konserwatywne poglądy na wierność…

Łez nie udało się powstrzymać – nic nowego z jej przepełnionym hormonami ciałem, ale przynajmniej miała świetną wymówkę…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *