ETIC: przed czy po (44)

44.

Można się było spierać nad wieloma rzeczami na temat Pierwszego Niewiniątka, szczególnie ostatnio, jedna rzecz pozostawał jednak absolutnie oczywista.

Nogi to ona miała absolutnie nieziemskie…

Alec mógł się zgodzić z każdym, kto twierdził, a nawet nie twierdził, co się z nim zgadzał, włącznie z pięcioletnim własnym kuzynem, który bezczelnie uczepił się na początku grilla spódnicy Niewiniątka i nie chciał puścić za żadne skarby.

Już nie wspominając o tym, że uniemożliwiał mu przeprowadzenie jego planu. Agrr!!! Alec w myślach pomstował, chociaż jego buziulka pozostawała uśmiechnięta.

Życie było brutalnie niesprawiedliwe!

Już temu smarkaczowi szło lepiej z Liz, niż jemu samemu…

Dzieciak w ciągu jednego popołudnia kompletnie zawojował Niewiniątko, a ona jego. Doszło nawet do tego, że wolała sie z dzieciakiem pobawić w jakąś głupią grę niż spędzać czas z nim samym!

„Przysięgam, ostatnimi czasy dzieci istnieją wyłącznie po to, by komplikować mi żywot…” wymamrotał nad talerzem sałatki. Pyszna była. A on był głodny. Wygłodniały straszliwie, jeśli miał być szczery…

„Dlaczego? Nie lubisz dzieci?” Nem wyrosła nagle niczym spod ziemi tuż obok niego. Jej talerz pełen był jedzonka, które przesuwała to w tę, to w tamtą… Najwyraźniej nie miała apetytu na to, co Ryanek usiłował w nią wcisnąć…

Parsknął, nie bardzo sam wiedząc czy w odpowiedzi na jej pytanie czy z groźby. Ten facet stoi zdecydowanie za blisko… Kto mu do diabła pozwolił stać tak blisko Niewiniątka?

„Lubię. O ile nie komplikują mi życia… i planów.” Przyznał, nadal otwarcie gapiąc się na gnojka, który rozmawiał właśnie z jego Niewiniątkiem i Nicolą. Ewidentnie drobne ciałko mu się podobał, nie żeby mógł go winić, raz po raz błyskał przy tym iście colgate’owskim, uśmiechem. Ale Niewniątko po prostu uprzejmie sobie rozmawiało.

Ha! Uśmiechnął się z satysfakcją Szczerz zęby dalej, po niej spływa to jak woda….

„Typowy samiec…” Nem parsknęła dziwnie gorzko. Jedzenie, które aktualnie podróżowało do jego żołądka postanowiło zrobić sobie urlop, żołądek także…

„Uważasz to za samolubne? Kobiety generalnie nie błyszczą przereklamowanym instynktem macierzyńskim…” mruknął ospale, nawet nie starając się zerwać maski. Sama zaczęła… był gotów polubić Nem, jeśli tylko jego brat byłby z nią szczęśliwy. Ostatnie dni jednakże miał niepokój w oczach, on sam zaś modlił się, by ich dziecko nadal żyło…

Nie uświadomię go o ciąży dziewczyny po raz drugi. O nie. Nigdy więcej…

„Mężczyźni są bardziej samolubni.” wzruszyła ramionami, jakby to była oczywistość.

„Niee… To kobiety przyzwyczajane są do rezygnacji i poświęceń, myśląc i utożsamiając to z troską…”

„Och, specjalista się znalazł.” zadrwiła „Co ty wiesz o poświęceniu! Mieszkasz w tym domu od dziecka i nie brakowało ci niczego. Z niczego nie musiałeś zrezygnować, w trosce o kogoś innego niż ty…”

Gdybyś tylko wiedziała…

„Wiem, że lubisz czasem wygłaszać skrajne opinie, bo chcesz uchodzić za silną i niesamowitą. Taką bez zbędnych zahamowań, wiedzącą czego chce od życia… i innych. Kiedy jednak przychodzi co do czego, uciekasz i odsuwasz się, zamykając dla innych, tak, że nic nie dociera do ciebie, tak jesteś skupiona na przeżywaniu swojego złego humoru i poczucia, jak ci jest źle…” spojrzał wymownie w stronę swojego bliźniaka „Zechciej łaskawie spojrzeć milszym wzrokiem… Czy też wolisz tulić sie do zimnej ściany niż znaleźć w sobie coś ciepłego?”

Patrzyła się zmieszana na zawartość swojego talerza, ale nie na niego… tym bardziej nie widziała Ryana stojącego za nią kilka metrów dalej i słyszącego każde ich słowo.

„Czego wy ode mnie chcecie?” wymamrotała, wcale nie tak pewna siebie jak wszyscy naokoło przywykli.

„Bynajmniej nie tostów.” uśmiechnął się zawadiacko, Niewiniątko właśnie zmierzało w stronę grilla, by porozkoszować się większą ilością gorącego mięska na swoim talerzu „Ale Ryan chce. I to chyba wystarczy, nieprawdaż?”

„No tak…” skrzywiła się gorzko „Ryan od tygodnia nie dostaje, więc wysłał swojego anioła stróża… a ja mam biec jak na skrzydłach, bo jaśnie wielmożny panicz chciałby się rozładować… Dzięki, ale wypisuję się z tego interesu.”

Odwróciła się na pięcie, niemal biegnąc z stronę domu.

„Oooch, księżniczce przeszkadza ziarnko grochu…” drwiące mruknięcie Nicole wręcz go przestraszyło. Ile z ich konwersacji usłyszała? Psiakrew, dopiero co rozmawiała z gostkiem, który usiłował dobrać się do zgrabnych nóżek Liz.

„Coś ty narobił?” syk jego matki był równie niemiły, co ciężki odgłos trzaśnięcia drzwiami i paskudna świadomość, że słyszała ich Nicola „O co się pokłóciliście?”

„Nie twoja sprawa, mamo.” odparł twardo, ale wcale nie myślała ustąpić.

„Mógłbyś chociaż raz nie odstraszać jedynej normalnej dziewczyny swojego bliźniaka… a może jesteś zazdrosny?” zielone spojrzenie spoczęło na nim z namysłem „Bo ona jest całkiem sympatyczna i z dobrej rodziny, a nie jakaś pseudo panienka z baru, co liczy na naszą kasę…”

~ * ~

McDowell lubiła te momenty, kiedy wszystko szło dokładnie po jej myśli, ale wprost nienawidziła i chwil, i osób, które to psuły.

Już tak wszystko było ok i ktoś coś spieprzył. Była gotowa wytarzać tego kogoś w gorącym smalcu i rzucić na pożarcie Nicole. Ona z pewnością byłaby chętna, wystarczyło na osobności wspomnieć, że gostek ma z 5 tysięcy miesięcznie i niezłą chatę.

Faceci byli prości w obsłudze, czasem jednak kobiety były jeszcze prostsze. Przy Niki to nawet starać się nie trzeba było, poleciałaby na każdego z kasą i odpowiednim statusem. Więc myślała – bądź co bądź już tak kiedyś było – że tym razem posypią się iskry.

Powinna była jednak lepiej znać swojego syna. Nawet jeśli seks bywał fantastyczny, ewidentnie nie lubił odgrzewanych kotletów. Miała jeszcze nikłą nadzieję w młodej Heaney, ale minęło kilka tygodni i ewidentnie nic. Zwłaszcza, że po przyjęciu, na którym spotkała tą przeklętą kelnerkę, zaczęła trzymać dystans. Krótki, ale jednak, i te przeklęte uważne spojrzenia śledzące z niekłamanym zainteresowaniem każdy gest i słowo kelnereczki skierowane do Aleca! Jakby nagle stał się tematem zakazanym. Pft! Alec jako temat zakazany to mógł się pojawić najwyżej w sennych marzeniach tego wianuszka, który go zawsze otaczał.

Teraz jednak coś ewidentnie musiało mu się przydarzyć, brak tych szczebioczących i śliniących się na jego widok chichotek był zauważalny nawet dla niej. Nie byłoby to problemem, gdyby problemem nie pozostawała nadal ta kelnereczka…. Wprawdzie według famy nieszczególnie szło mu z nią. Uparta mała brunetka pogrywała swoim największym atutem – niewinnością i najwyraźniej przedobrzyła. Och, tylko zacierała rączki, co z tego będzie…

„Ewidentnie komuś wyschnął serek…” Ryan zaśmiał się, siadając obok niej z talerzem wciąż pełnym jedzenia i patrząc z politowaniem na brata, akurat strofującego ich małego kuzyna, by trzymał się z dala od wielbicielki tostów. To, ile Ryan ostatnio pochłaniał za jednym razem było znacznie lepszym kierunkowskazem niż zakwasy. Cóż, zakwasy to można mieć od wszelkiej fizycznej działalności. Alec tak samo. Musieli wrócić do treningów!

A wszystko za sprawą Nem… Za każdym razem kiedy widziała tę dwójkę albo słyszała o nich od znajomych, na jej twarzy gościł uśmiech zadowolenia. Nem bynajmniej nie była wymarzoną synową, ale miała mnóstwo cech, które dotychczas tłumnie nie objawiały się w chichotkach wokół Ryana czy Aleca. Była sensowna, głowę miała pełną planów na przyszłość i kobiece ciało, zdolne przytrzymać uwagę jej najstarszej latorośli dłużej niż jakaś płaska decha, których pełno było na plażach.

„Fffidziałaśśś… Nem?” szare oczy lustrowały ją uważnie, chociaż buzia pełna była jedzenia. Nie ma to jak podzielności uwagi u facetów. 5% dla górnego mózgu i 95% dla dolnego...

„Nie. Ale wcześniej rozmawiała z Aleciem, stałeś przecież niedaleko. A może co innego zajmowało twoją uwagę?” spytała celowo złośliwie. Tylko zazgrzytał ze złością zębami, co poszerzyło jej uśmiech zadowolenia. Z tej mączki zdecydowanie będzie placek. Już oczyma wyobraźni widziała siebie chwalącą się dziewczyną starszego synka, psycholożką… Nigdy więcej upierdliwych uwag innych kuzynek i starszych ciotek, które uważały, że źle wychowuje synów i czas najwyższy, by znaleźli sobie odpowiednie żony.

Nemuś zamknie im usta. O!

Co do Aleca to miała do wykonania jeszcze mnóstwo pracy. Przede wszystkim – znaleźć odpowiednią kandydatkę… i to taką, która nie wywoła ironicznego spojrzenia Ryana. Przejrzeli jej zamiary nadzwyczaj szybko… ale jej matczyne serce było spokojne. Alec długo nie pozostanie sam, jeśli tylko jego druga połówka się ustatkuje. Jeśli jeden zaczynał wpadać w romantyczny nastrój, było gwarantowane, niczym w Banku Gringotta, że drugi to się w nim wykąpie za dwóch. Zawsze tak było i mogli zaprzeczać do śmierci, ale znała ich lepiej niż oni sami…

„10 minut temu poszła do domu…” mruknęła litościwie. Rzucił talerz i jedzonko i niemal natychmiast powędrował szybko – żeby nie biec – w stronę budynku.

Nie tylko placek, ale i chlebek. Uf, nareszcie!

~ * ~

Nem nigdy nie uważała się za jakąś straszną zwolenniczkę stałych związków. Wręcz przeciwnie. Wszystkie jej romanse był krótkie, opierały się głównie na… właśnie, romansowaniu. Nie mogła tego określić samym seksem, chociaż zdarzyło się jej kilka jednonocnych przygód. Do nich wolała myślami jednak nie wracać, bo jej policzki płonęły ze wstydu. Ciężko było się do tego przyznać nawet przed samą sobą, ale kobieta miała swoje potrzeby. Tylko w przeciwieństwie do niektórych przedstawicieli własnego gatunku nie biegała za ich realizacją jak piesek na smyczy… albo topiony serek za właścicielką genialnych nóżek…

Określała to mianem romansu, bo romans sam w sobie zawierał interesujące ją najbardziej sprawy. Po pierwsze, seks i niekoniecznie zaangażowanie. I dyskrecję. Mogła plotkować z koleżankami do woli, czasem rzucać jakąś uwagę, ale na publiczne łóżkowe przechwałki reagowała alergią, zwłaszcza u facetów. Bywali strasznymi gadułami i zazwyczaj ubarwiali swoje opowieści ze trzy razy, zanim cokolwiek zostawiało ich usta… nigdy nie chciałaby być na ustach wszystkich.

Przez ostatni tydzień już wystarczająco przykre było bycie w centrum uwagi, jak Ryan ‚wynagrodził’ jej scenę z zalaną koleżanką. Nie dosyć, że wszędzie widziała te uśmieszki, to to… to nawet do cholery od tamtej soboty nie usłyszała słowa przepraszam.

Powinien błagać na kolanach o przebaczenie…

Ogromna część niej chciała, żeby tak było… ale prawdę mówiąc, nie miała prawa tego wymagać. I to ją wkurzało. Niesamowicie! Wszyscy dookoła mieli te uśmieszki, zazdrościli jej mniej lub więcej otwarcie, tymczasem… nie mieli czego. Jakoś po drodze pozwoliła Ryanowi na zbyt wiele w publicznych miejscach, jej ciało zbyt nakręcone pamięcią ich wspólnego działania. Wystarczyło, że objął ją lekko w pasie… i cóż, miała ewidentną ochotę zrywać jego pasek. Co gorsza, wszyscy wokół doskonale to widzieli…

Na pytanie, kiedy romans przestał jej wystarczać, nie chciała znać odpowiedzi.

Od tygodnia miotała się między sprzecznymi uczuciami, z jednej skrajności w drugą… I nie było Ryanka, który rozładowałby tę frustrację… oooch… nie znaczy, że nie chciał… widziała te szare oczka, wpatrzone w nią niczym w pyszne śniadanko o bardzo pustym żołądku…

A propos, ich dzidzia znowu domagała sie tostów. Przysięgała, jeszcze niedługo, a poprosi Niewiniątko na chrzestną! Zwlekła się z łóżka i powędrowała do kuchni. W samej koszulce Ryanka i jakichś spodniach, dzięki Bogu wizyty zatroskanych psiapsiółek matki się skończyły i ich mieszkanko znów należało do nich…

Nie, żeby jej ciało też nie domagało się zwinnych łapek bezczelnego Irlandczyka czy ciepłych ust, domagających się odpowiedzi. To była jej decyzja… Dwie godziny temu salwowała się ucieczką ze zwykłego grilla u McDowellów, bo bała się, że zaraz rozpłacze po przejściach z Aleciem i rzuci w ramiona Ryanka. I będzie błagać na kolanach, żeby się z nią kochał…

Miluśkiego szwagra bym miała… wzdrygnęła się. Jakiś dobry anioł jednak kiedyś nad nią czuwał, kiedy zgodziła się zdobyć te stare faktury do pracy i Ryan wychodził spod prysznica, zajmując dokumentnie całą jej wyobraźnię…

Ten aniołek jednak pokazał rogi, niestety. Mimo tygodnia wiedzy o ciąży i w kółko myślenia o tym, nie była bliższa jakiejkolwiek decyzji ani o milimetr. Za to w szufladzie nocnego stolika leżał wydruk z usg.

„A to ci niespodzianka…” rechotało poprzedniego Niewiniątko, kiedy lekarz oznajmił nowinę, podwójną nowinę. Nie chciała znać płci. Nie chciała podejmować pochopnie decyzji, ani też nie chciała być z Ryanem, bo mieli mieć małe niuniusie. Które potem dorosną i znienawidzą mnie za to… Ale chciała mieć przy sobie jakąś inną kobietę, obojętnie jak niewinną i niedoświadczoną, byle była. Do matki, która nadal odchorowywała odwołany ślub nie chciała pójść, do żadnej z kuzynek czy ciotki też nie, bo doniosłyby jej mamie albo komuś innemu i rozpętałoby się piekło. Niewiniątko jednak było dobrym wyborem, a po wizycie okazało się, że nawet genialnym. Jej zachwyt zdecydowanie poprawił humor. Rozpływała się w zachwycie nad dwoma małymi niuniusiami i psiakrew, w drodze powrotnej z kliniki to przez nią zaglądała do każdego mijanego wózka. Wydawało się, że nagle wokół są same dzieci… albo to ona nagle w końcu zaczęła je dostrzegać.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *