ETIC: przed czy po (36)

36.

„Przeszkadzam?” mała brunetka wychyliła się zza drzwi, podejrzliwie lustrując niewielki pokój wielbicielki orgazmu na podniebieniu... Tom właśnie wychodził i poinformował ją, zwijając się ze śmiechu, że Pierwszy Pilniczek Miami i Stróż Jej Spódnicy właśnie przechodzi fazę buntu przedszkolaka. To mogło wróżyć tylko jedno, jakieś fochy na Ryana… a Ryan miał jeden sposób na ułagodzenie pilniczka. Więc wolała nader ostrożnie sprawdzać, czy jest mile widziana w obecnej chwili.

„Nie….” Pilniczek wydęła wargi żałośnie, machając sobie kwiatkiem i sporadycznie rzucając obrażone spojrzenie na rozwalonego – a jakże – tym razem na krześle sprawcę swojej urażonej minki. „O ile nie chcesz doprowadzić mnie do proteinowego wyplucia…”

Niewiniątko zrobiło minę, przypominającą tę w stylu ‚buraczkiem byłem, ale się przebudziłem’… Zdecydowanie, dziecko dorastało. Niedobrze. I kogo będę uświadamiać? Bo chyba tylko Liz jest ode mnie bardziej niewinna i naiwna…

I co było dzisiaj z tymi ludźmi? Niewiniątko podeszło na paluszkach do Ryana, rzucając w jej kierunku spłoszone, nerwowe spojrzenia, jakby za chwilę miała zacząć zionąć ogniem… raz za razem właściwie. Nie ten adres. Smok jest za ścianą, ja jestem raczej… smoczuś. Co najwyżej jęknąć od gorąca mi się zdarzy… I to nie samej.

„Co się stało?” Niewiniątko zdecydowało się zaryzykować sceniczny, pełen trwogi szept.

„Nie wiem. Nie odzywa się od wyplucia proteinowego.” Ryan również należał do hazardzistów. Zazgrzytała zębami w ich stronę. Posłał jej olśniewający uśmiech jak z reklamy. „Masz pomysł jak jej poprawić humor?”

„Hm… wizja wolnego popołudnia?” Niewiniątko założyło włosy za ucho w swoim charakterystycznym geście, jak zawsze, kiedy nie czuła się zbyt pewnie „Kontrola wlazła, zamknęli lokal i prześwietlają każdą śrubkę. Szef dyszy ze złości za stracony dzień w epicentrum sezonu…”

Hm, epicentrum… miała ochotę na małe trzęsienie ziemi. Tu i teraz. Ale z drugiej strony postanowiła się nie odzywać do swojego wyrodnego niewolnika… Ciężki wybór, biorąc pod uwagę, że znała już możliwości pomocnej rączki…

„Odwołał nas wszystkie i zapowiedział, że mamy nie domagać się za ten dzień wypłaty, skoro leniuchujemy.”

„Świetnie, co za palantunio… Oby wnuk nie odziedziczył jego głupoty.”

„Mam coś na poprawę humoru…” Niewiniątko usadowiło się obok niej na łóżku, chowając coś za plecami z tajemniczą minką „Też mi się to nie spodobało, więc chciałam wydać resztę kieszonkowego na cały zapas… nie mieli… ale udało mi się przekonać sprzedawcę, by odsprzedał mi swój własny zapas orgazmów…”

Głuchy łoskot towarzyszył zduszonemu co? Ryana, kiedy zmieniał gwałtownie miejsce poznawania świata od dołu…

„Orgazm na podniebieniu. Tak Nem nazywa cukierki…” Niewiniątko powtórzyło z uśmieszkiem, wyciągając w jego stronę już otwartą torebkę, z której Foczka zdążyła już wyciągnąć połowę ooooooch jakże cennej zawartości.

„Dzięki, ale nie.” Ryan parsknął, podnosząc się z podłogi „Wolę inne.”

„Jasne.” Niewiniątko litościwie wzniosło wzrok ku niebiosom, by natchnęły ją cierpliwością do generalnej słabości rodzaju ludzkiego „Faceci. I co takiego specjalnego jest w tym, że wszyscy włącznie z Foczką szaleją?

Niewiniątko zostało brutalnie wyrzucone z królestwa łóżkowego i pozbawione przywilejów smakowych.

„Sama spróbuj.” Ryan mruknął z uśmieszkiem, tylko czekając aż Foczka poderwie się ze swojego miejsca. Ale o dziwo, siedziała sobie nadal na łóżku. Może to cisza przed burzą?

„Sam sobie próbuj.” wystawiła język w jego stronę, obrażona. Oooch, już doskonale wiedziała, co mu chodziło po główce. Czy też chciał, by mu chodziło… I jeszcze namawiał do grzechu Niewiniątko!

Wątpiła, by zaciągnął ją gdzieś w ciemny kąt, aż tak zdeprawowany to nie był… A może jednak? Podsuwał złośliwie jakiś głosik. Rzuciła mu niepewne spojrzenie. Nie znała go na tyle, wszystko wydawało się w porządku, przyglądał się z normalnym, typowym męskim rozbawieniem, jak Niewiniątko rozkoszowało się słodyczą cukierków.

Chyba jednak nie do końca wpatrywał się tylko w Niewiniątko, bo nagle poderwał się i bezczelnie przerzucił ją sobie przez ramię.

„Co robisz?” pisnęła, kiedy zaniósł ją do łazienki i posadził na szafce.

„Mam ochotę na orgazm na podniebieniu…” uśmiechnął się rozbrajająco, skubiąc płatek jej ucha i nadzwyczaj sprawnie rozprawiając się z zapięciem jej spodni „I nie mam bynajmniej na myśli cukierków.”

„Uch…” dobiegło ich z pokoju „Nie chcę tego słyszeć.”

„Oszalałeś…” zdołała jakoś wymamrotać, gdzieś pomiędzy jednym sapnięciem, wariacją języka Ryana na temat jej pulsu, a jego paluszkami, które usiłowały się pozbyć jej spodni gdzieś w okolicach dalszych partii jej tyłu. „Ohm…” następny jęk utonął w zapomnieniu, bo Ryan przycisnął ją do siebie. Wszystko właściwie poszło w zapomnienie. Lubiła… nie, uwielbiała jego ciało, każdy centymetr tego smakowitego mięska, ale w momencie, kiedy przypierał ją biodrami, kompletnie traciła głowę.

„Eeej…” mruknęła z rozczarowaniem, kiedy podniósł ją wyżej. Ale jego szczęście, bo już miała brutalnie dochodzić swych praw, praktycznie zdarł z niej rybaczki i rzucił gdzieś, powracając od razu do niemiłosiernego dręczenia jej…

„Stęskniona?” wyszemrał do jej ucha. Z bluzką poszło o wiele łatwiej… tak przynajmniej myślała na początku. Wessał ostrożnie do ust kuszący skrawek miękkiej skóry przy brzegu biustonosza. Mruknął z aprobatą. Słodka. Wciąż pachnąca truskawkami i mlekiem. Czuł na języku wibracje, wywołane przez szybkie bicie serca, w uchu słyszał przyspieszony oddech…

„Nieee…” jakoś jednak zdołała mu odpowiedzieć.

Mruknął z gniewem, szarpiąc za oporne części garderoby. Sapnięcie zaskoczenia Nem nieco zagłuszyło dźwięk rozdzieranego materiału.

„Jezu, Ryan…” parsknęła w końcu śmiechem, zbyt w tym momencie zaskoczona, żeby czuć w tej chwili cokolwiek jeszcze. Bardziej spodziewała się, że rozerwie jej sukienkę… „Nie za późno na to?”

„Hm?” wymruczał, jego uwaga daleko od jej słów. Delikatnie owiódł ciemną aureolę językiem. Niemal natychmiast drobny pączek stwardniał. Uśmiechnął się z aprobatą. Kto by nie był zachwycony, widząc tak natychmiastową odpowiedź…

„Sukienka wisi w szafie…” zarechotała, mimo, że w tej chwili najchętniej wróciłaby do podżegania Ryanka do grzechu. Jakże przyjemnie grzeszyło się z takim diablikiem…Hm… Napięła się gwałtownie, bo podejrzanie powoli jego język torował sobie drogę w dół… bardzo podejrzanie, pieszcząc skrawki, skrawki i skrawki…

„Wstań…” wychrypiał. Posłuchała posłusznie, chociaż kolana uginały się pod nią. Oparła dłonie na jego głowie. Hm, miał jedwabiste włosy. „Odwróć się…”

Tym razem miała już poważne problemy… i uśmieszek satysfakcji na twarzy Ryana przed oczami. Szczęśliwie dla jego ego i jej satysfakcji po prostu podniósł ją, podciął nogi i usadowił sobie na kolanach… tyłem do siebie. „Ohm…” otarła się o niego jak kotka. To, do czego nie przyznałaby się nawet na łożu śmierci, podobało się jej niezmiernie i było naprawdę przez nią docenione, to nieziemski sprzęt Irlandczyka. Niestety wiele smakowitych kąsków było smakowitych tylko od pasa w górę. A Ryan McDowell… oooch… mogła się założyć, że będzie się jej śnił jeszcze długie lata….

„Masz za dużo na sobie. Zdecydowanie.”

Co? nie zdążyła nawet mruknąć, bo Ryan zdecydowanie pchnął ją do przodu, na kolana. Oparła dłonie o zimną posadzkę. Zderzenie rozgrzanego ciała z chłodną materią wywołało zwariowane dreszcze aż po najdrobniejsze neurony w jej ciele… a może to były usta Ryana, które nagle poczuła u podnóża kręgosłupa… zjeżdżając jeszcze niżej… zęby skubiące wrażliwe niezmiernie skrawki, jakby czucie z całego ciała nagle tam się skupiło. Jego usta parzyły, z każdym milimetrem zdejmowania ostatniego szczegółu jej garderoby. Wiła się coraz bardziej, z każdym muśnięciem. Niecierpliwość rosła w niej równie szybko jak napięcie, domagające się ujścia… spalenia…

„Leż.” stanowczo przewrócił ją z powrotem, kiedy usiłowała się podnieść. Co i tak wydawało się syzyfową pracą, ręce miała jak z waty… nie z bezsilności, raczej z nerwowego głodu, głęboko w środku, tak mocno, że gdyby była w tej chwili zdolna do myślenia, przeraziłoby ją to na śmierć… Chciała poczuć go w sobie… desperacko!

„To chodź tu…” wydęła wargi żałośnie. Koronka zaplątała się gdzieś w okolicy kolan, delikatnie pospieszana przez jego zęby… Zaśmiała się triumfalnie, kiedy ciszę łazienki przełamał dźwięk rozpruwanego materiału. Ups. W następnej chwili nogi miała wolne, ale i tak nie zdążyła się poruszyć, bo stalowooka bestyjka już była znów nad nią i poczynała sobie bezczelnie.

„Nie podobało ci się zdzieranko?” spytał, skubiąc lekko jej szyję.

„Wolałabym sukienkę. Chociaż pomocna dłoń przyjemna była, nie dorównuje… nie dorównuje…”

„Płyta się zacięła?” mruknął do uszka. Uderzyła go lekko w ramię. Czuła jak gorąco pali jej policzki i szyję… bynajmniej nie od tego, że jego paluszki właśnie rozchylały jej uda. „Nie dorównuje czemu?” domagał się odpowiedzi. Zakłopotana pochyliła głowę, myśląc panicznie nad jakąś sensowną odpowiedzią, która by go zamknęła. Jakąkolwiek odpowiedź! Jej głowa była zupełnie pusta… no, za wyjątkiem rozmaitych erotycznych obrazów jej i Ryana w każdej możliwej pozycji.

Przewróciła się gwałtownie na niego, rozrywając mu pospiesznie koszulkę. Czasem słowa były całkowicie zbędne… z paskiem poszło o wiele oporniej, ale też szybko…

„Temu, co zamierzasz ze mną zrobić?” uniósł brew z uśmieszkiem.

„To ty możesz jeszcze myśleć?” nadąsała się. Parsknął, zakładając ręce za głowę i patrzył na jej poczynania. Może nie tak brutalnie, ale pozbyła się jego ubrań równie szybko. Jedynym problemem był fakt, że teraz został pozbawiony jedynej bariery powstrzymującej go od kapitulacji. W ograniczeniach ciuchów mógł jeszcze opanować wpływ, jaki miał widok mięknącej Nem na niego. Gdyby w jednej dziesiątej wiedziała, jak podniecająco wygląda z tym rumieńcem na ciele, potarganymi włosami i nadąsaną minką… Każdy mój mokry sen…

„Nem…” sam już nie wiedział, o co błaga, kiedy poczuł pierwsze ciepłe liźnięcie. Od dołu po sam czubek… Wymruczała z aprobatą, otaczając go powoli i zarazem tańcząc szalenie językiem. Szarpnął biodrami w górę. Zamknął oczy z błogością. Cały świat zwęził się gwałtownie do swawolnych ruchów ust na nim. Każdy jego jęk wywoływał jej pomruk zadowolenia…. czuł te wibracje, doprowadzały go do szału jeszcze bardziej. Była taka ciepła… mokra… Z każdym uderzeniem, bitem serca był mniej zdolny do czegokolwiek, tylko pchania się w gorącą torturę… Zaplątał palce w jej włosach, usiłując zwolnić, wydłużyć… cokolwiek, byle trwało to chociaż o sekundę dłużej… ale… ale zaśmiała się, usatysfakcjonowana efektem swojej pracy… na nim… szarpnął się w słodkiej uwięzi, ale było już za późno… znajome napięcie w lędźwiach przejęło nad nim kontrolę… „Jezzzzz…” sapnął. Poddała się rytmowi jego palców, przyspieszając… reagując na każde pchniecie i każdy świst oddechu… na jego brak także.

Jego ciało było dziwnie bezwładne, ale jakimś cudem wykrzesał z siebie iskrę i otoczył ramieniem. Zachichotała, zlizując delikatnie językiem wilgotną skórę na jego ramieniu, imitując ruchy sprzed chwili. Zadrżał.

Wcisnął nos w jej policzek, oddychając głęboko, by odzyskać choć trochę kontroli. Pachniała słodko, podniecająco… i nim. Hm… uwielbiał to połączenie. Jego na niej, jej na nim. Jej wargi drżały z rozbawieniem, ale nic nie powiedziała. Na szczęście… Został doszczętnie pokonany.

„Hm…” delikatnie zatańczył z jej językiem. „Orgazm na podniebieniu…” jęknął. Smakowała nim.

„Zawsze…” sapnęła, odzyskując po chwili oddech „…musisz mieć ostatnie słowo?”

„Nie…” uśmiechnął się zawadiacko „Lubię słyszeć twoje ostatnie słowa.”

Schowała zakłopotana głowę w jego ramieniu.

„Ale myślę, że dźwięk zdzieranej z ciebie koronki ewentualnie dzisiaj jeszcze ujdzie…” oświadczył łaskawie.

„Um…” czemu czuła, że jej szyja przypomina młode raczki po ugotowaniu? Jego palce delikatnie bawiły się jej włosami, ale jego usta już rozpoczęły odpłacanie się pięknym za nadobne…

„To gdzieś chowałaś tą sukienkę?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *