ETIC: przed czy po (33)

33.

Ryan sam nawet nie wiedział, kiedy się odprężył i po prostu zaczął cieszyć się popołudniem w rodzinnym domu. Może po prostu wątłe ataki Amandy sprawiły, że przestał się przejmować? Albo fakt, że doktorek sam z siebie mianował się obrońcą Pierwszego Niewiniątka?

 

Albo ta piekielna sukienka, którą sam podarował swojej Foczce, sprawiła, że jego łapki chciały wędrować to tu, to tam i przez to wszelka krew powędrowała w jedno miejsce i kompletnie odebrało mu rozum…

Bo jakże inaczej można by nazwać fakt, że poczynał sobie całkiem nieźle, w biały dzień, w ogrodzie rodziców, z tłumem ludzi… na początku było dosyć niewinnie. Ale te miękkie ruchy Foczki… teraz bardziej przypominała kociaczka, wijącego się niespokojnie przy każdym drgnieniu jego palców. Jezu, zdurniałem do reszty. Zdarzało się, że hormony odbierały mu chwilowo panowanie nad sytuacją, ale przecież teraz to on był panem sytuacji, a Foczka starała się zaś nie pokazywać, do jakiego stopnia… Trudno przecież jęczeć rozkosznie jego imię, kiedy siedzi się przy zastawionym stole z „teściami”, znajomymi i innymi ludźmi…

Co prawda, hm, miał nosa co do lokalizacji ich siedziska, tak, że od pasa w dół byli zasłonięci to murkiem, to grillem, to stołem, ale mógł przysiąc, że później Foczka będzie dawała upust swojej wyobraźni, wymyślając 1001 metod na zamordowanie go w najbardziej okrutny i bolesny sposób… Ale póki co, służył jej pomocną dłonią

Jego matka również miała dziwnie dobry humor, ponieważ nawet się uśmiechała i nadal nie atakowała jawnie Liz… aż nie mógł się nadziwić. Alec miał niezbyt tęgą minę, ale jego zielone oczka nadal patrzyły czujnie… Świetnie, bo mógł przez to się nadal „odprężać”. Właściwie to generalnie ich mama wzięła na tapetę jego Foczkę, ale bynajmniej nie wydawało się, że ma coś przeciwko. Wręcz na odwrót, z każdym zdaniem uśmiechała się milej do niej… Co dziwniejsze, wyglądało to na absolutnie szczerą aprobatę.

„Ryan wspominał, że studiujesz. Na jakim kierunku?”

Wcale nie wspominałem… przeniósł z powrotem spojrzenie na Nem. Delikatnie zarumieniona, mogłaby bez problemu przyciągnąć spojrzenia męskiej części towarzystwa, gdyby nie fakt, że jego brat akurat studiował jakiś niezmiernie ciekawy szczegół dekoltu Niewiniątka, ojciec był zajęty mięskiem na grillu, a doktorek akurat patrzył się niezbyt szczęśliwie w swoją szklaneczkę z winem… Och, doskonale zdawał sobie sprawę, że ta gęsia skórka na ramieniu Nem nie pochodziła z działalności chłodnej popołudniowej bryzy.

„Psssychologię.” Foczka przełknęła, a Ryan nie zdołał powstrzymać uśmieszku satysfakcji. Rzuciła mu wściekłe spojrzenie. Spokojnie upił łyk swojego napoju, wytrzymując jej wzrok. Oooooch, już się cieszył na jej późniejsze fikanie, hm, fukanie…. jak zwał, tak zwał, ale z jakiegoś przewrotnego powodu uwielbiał ją wściekłą i rzucającą w niego gromy. Może był szalony, ale przemianowanie rozładowania jej agresji bardzo zadowalało jego prymitywny, męski instynkt.

No co? Był tylko facetem. Faceci od epoki jaskiniowców nie posunęli się w ogóle w ewolucji. Podobno. Nie ważne, jak było, ważne, że mu się podobało.

~ * ~

Powinna chyba była wymyślać w duchu miliardy sposobów na zamordowanie Ryana McDowella, ale prawdę mówiąc… nie chciało się jej. Było jej dobrze, czy też byłoby, gdyby wszyscy ludzie wokół poszli do diabła i mogli swobodnie rzucić się na siebie. Hm, od kiedy to seks w miejscu publicznym był zakazany?

 

Jej ciało wciąż było rozgrzane, serce waliło jak młot i nie była raczej zdolna do rozsądnego myślenia… bo jakże inaczej by nazwać fakt, że coraz bardziej podobała się jej spółka z Ryanem? Nie tylko pod względem seksualnym… sprzęt i technika rycerza były najwyższej jakości… Nie to było jej problemem. Tydzień zakładu udowodnił doskonale, że potrafili się znosić nawzajem także poza sypialnią… blatem… czy czymkolwiek innym, gdzie jej niewolnik ją dopadł… ona jego. Hm… na czym to skończyła? Ach, problemy jej marnej egzystencji… zaczynały się jej za bardzo podobać chwile spędzone z przesławnym bliźniakiem. To był jej problem! To miał być tylko krótki, nic nie znaczący romans.

No właśnie… miał być. Do tego terminu zaś nie należało przesłuchanie u rodziców jej niewolnika, o nie! Bo, że było to najprawdziwsze przesłuchanie zatroskanej mamuśki, to nie miała najmniejszej wątpliwości. Aż dziw, że słynna smoczyca była taka łagodna dla niej… Ryan nie pozostawiał jej złudzeń, potrafiła zrównać z ziemią każdego, tymczasem sama teraz miała wrażenie, że pani McDowell ją lubi.

Tylko, co gorsza, w większości ignorowała Niewiniątko, które rozmawiało sobie albo z doktorkiem albo z Aleciem… który najwyraźniej też w obecnej chwili wyglądał na mocno nabuzowanego. Biedny sfrustrowany plemnik… Ale prędzej pozwoliłaby żywcem wykastrować Ryana na służbie u niej niż tknąć małą. Liz miała ledwie siedemnastkę na karku, nie powinno było się jej spieszyć do odkrywania uroków i cieni dorosłego życia. Owszem, mogła się bawić i wodzić Aleca za nos, ale nic poza tym. Nieszkodliwy, nie sięgający dalej niż druga baza związek chyba też…

Zmrużyła oczka podejrzliwie, kiedy Alec dosłownie w parę sekund od przeprosin Liz wstał za nią od stołu i powędrował za nią w stronę domu. Szczęście, w tej chwili Niewiniątko było zajęte rozmową przez telefon, co właśnie wywołało ją od towarzystwa. Szczęśliwej miny nie miała, kiedy zobaczyła, kto się dobija do niej w to leniwe, słoneczne popołudnie. A Alec najwyraźniej planował poprawienie humoru. Ale chyba bardziej sobie, niż jej, zauważyła z rozbawieniem, kiedy niemal wpadł na swojego małego kuzyna od lodów, taki był zapatrzony w ruch bioder idącego przed nim Niewiniątka.

„Tylko go sfilmować…” Ryan skwitował, kręcąc głową z politowaniem. Sam wolał nie myśleć, jak wygląda w chwili, kiedy Foczka idzie przed nim. Ale miał pewność, że raczej nie aż tak było po nim widać… no i mimo wszystko jego sytuacja była różna od tej Aleca.

„Zabiłby na miejscu.” Nem roześmiała się.

„Już prędzej popełniłby harakiri, nie chcąc nadziać się na tępy pilniczek.” prychnął.

„A propos tępych pilniczków… Ktoś mu tu musi ukrócić cugle, chyba zapomniał, że jest na cenzurowanym.”

„Nadal nie zrezygnowałaś?” jęknął „A myślałby kto, że moja pomocna dłoń cię ucywilizowała…” mruknął ciszej, sugestywniej.

Spojrzała na niego przez dłuższą chwilę, jakby nie wiedząc gdzie się w tej chwili znajduje… albo zapewne planując w duchu miliardy metod na zabicie jego brata, albo przynajmniej powstrzymanie go od planów dobrania się do purpurowej sukienki Niewiniątka. Chwilowo nawet cieszył się, że cały impet weźmie jego braciszek, ale wcale nie podobało mu się, że ktoś jeszcze może zajmować jej myśli aż nadto. Może to normalne nie było, zwłaszcza kwestia zazdrości o własnego bliźniaka… tylko, że Foczka upatrzyła sobie przecież najpierw Aleca, nieprawdaż?

Westchnął w duchu. Zwariowałem. Po prostu. Inaczej tego nie da się określić.

„Twoja pomocna dłoń nie jest w stanie nikogo ucywilizować…”

„Hm… Więc twierdzisz, że nie potrafiłbym przekonać cię do niemożliwego?”

„Nie…” zaśmiała się pod nosem i o wiele ciszej dodała „Wywołuje raczej myśli, które z ucywilizowaniem niewiele mają wspólnego.”

Zaskoczony spojrzał na nią. To był chyba pierwszy raz, kiedy Foczka przyznała się – sama z siebie – że na nią działa… pochylił się w jej stronę, muskając ustami wrażliwą skórę tuż za uchem.

„Na przykład?”

„Hm… mam ochotę na śniadanko.”

Jęknął desperacko w duchu, kiedy na jej szept wyobraźnia zaczęła pracować jak szalona. Pamiętał doskonale ich pierwszy raz. Długo nie zapomni. Sposobu, w jaki odchylała głowę, szybkiego oddechu wydobywającego się z obrzmiałych ust i przede wszystkim jak ciepły woal zamykał się wokół niego…

„Khm…” doktorek dźgnął go w ramię „Nie chcę przerywać, ale komuś chyba trzeba ukrócić cugli.” wskazał wymownie w stronę Aleca, który właśnie porywał gdzieś Liz. Ryan zaklął, bynajmniej nie cicho. Trudno o bardziej skuteczny, lodowaty prysznic.

Co, jak co, ale odpowiedzialność Ryanowi wryła się mocno pod skórę. I jakoś oboje zgodni byli z Nem co do tego, że nie chcą mieć powodów, by trzeba było wykastrować tępą łyżeczką jego brata. Niestety, znał go zbyt dobrze, był na granicy cierpliwości. A ta sukienka i jego własna swoboda z Nem podziałały niezwykle ożywczo na wyobraźnię i chęci jego bliźniaka.

„Ja się tym zajmę…” Nem aż zatarła rączki. Uśmiechnął się, zdecydowanie lubiła rządzić i ustawiać wszystkich po kątach. Włącznie z nim samym, tylko, że jakoś udawało mu się odwracać najczęściej role i to ona była zdana na jego łaskę… tak, lubił rządzić też.

„Wiem, co go ukróci.” mruknął, podnosząc się także. W myślach przebiegł listę gości, nie miał najmniejszej wątpliwości, że jego mamuśka – aktualnie odwołana do kuchni – zaprosiła jakąś Bogu winną dzierlatkę, uznaną przez nią i jej przyjaciółki za doskonałą partię dla „zagrożonego” synka. Na Aleca nie było gorszego wiadra lodowatej wody niż te wszystkie dzierlatki, rzucające mu się na szyję i wpadające w mokre achy i ochy nad wielkością… jego konta bankowego.

O tak. Miał doskonały pomysł, kogo by tu użyć…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *