ETIC: przed czy po (27)

27.

„Ty zdziro, co ty wyprawiasz!” gwóźdź w różowej sukieneczce wrzeszczał, machając miniaturową torebeczką, kiedy chwyciła ją za włosy i bez większych ceregieli wyciągnęła z kafejki. Akurat podjechała taksówka, a będąc doskonale świadoma obecnego nastroju Nem, wiedziała, że właśnie po nią.

Troszkę pomocy przyda się Ryanowi. Zasługuje chłopak na szczęście.

Cisnęła zmaltretowaną Barbie na tylne siedzenie i zatrzasnęła drzwi. Wręczyła studolarowy banknot kierowcy, mrucząc, żeby wywiózł zdzirę za miasto.

„A co ty do…” blondyna jednak wykazała się odpowiednią jednak inteligencją, bo zdołała otworzyć drzwi.

„Zamknij się i zjeżdżaj!” Liz warknęła w tonie, który zazwyczaj rezerwowała dla upierdliwych gości Crashdown spod znaku obleśnych typów nie poprzestających na słowach i aluzjach „Tak się składa, że właśnie popsułaś humor dziewczynie mojego najlepszego kumpla samym oddechem, a dla mnie to już grzech śmiertelny. Więc po prostu wypierdalaj stąd, póki masz zapłaconą taksówkę, bo przynajmniej to masz zapewnione. A wierz mi, żaden plemnik McDowell nie toleruje, jak ktoś mu miesza na ich terenie.” powiedziała to całkowicie spokojnie i zupełnie inaczej niż początek. Dobra rada dla innej kobiety i zarazem ostrzeżenie dla następczyń.

„To nie jego teren!” gwóźdź zarechotała złośliwie.

„Tak?” brew Liz uniosła się obojętnie „Proszę bardzo, zostawaj więc i czekaj na Ryana, bo wnioskuję, że przyszłaś do niego, nie do kafejki? Obawiam się jednak, że koczowanie na trawniku lub na plaży po jakimś tygodniu zwróci uwagę straży miejskiej. Twój wybór.” odwróciła się spokojnie i wróciła do wnętrza kafejki, siadając na uprzednim fotelu Ryana i biorąc do ręki grafik. Raczej nie spodziewała się blondyna dzisiejszego wieczoru, chyba, że zamknąć wszystko na cztery spusty. Ale z drugiej strony… Ryan nie był najlepszy w relacjach z ludźmi, podobnie jak ona. On myślał jedno, ona wiedziała co on myślał i czego nie dostrzegał, zwłaszcza parę minut temu, ale co więcej, wiedziała co myślała Nem przed chwilą. I chyba miała pomysł, jak to spożytkować…

Sprawdziła, czy przypadkiem komuś nie kończy się czas, poza tym i tak to było sterowane z głównego stanowiska, cały grafik, więc raczej nic nie namiesza kilkuminutową nieobecnością. Zablokowała co trzeba i cicho, nasłuchując ewentualnych dźwięków powędrowała na górę…

Przynajmniej wyglądało na to, że przynajmniej w jednym Ryan potrafił wpłynąć na Nem i posługiwał się tym na tyle skutecznie, że nie wrzeszczała o pomoc…

„Jeśli zaraz przegram zakład, zrobisz teraz dwie rzeczy?”

„Co?”

„To zbyt piękne, żeby było prawdziwe…”

„Czemu?” Ryan się śmiał „Jestem tylko facetem, moje obowiązki czy bym wygrał czy przegrał, byłyby takie same…” Liz mogła się założyć, że teraz kwitł na jego ustach sławetny uśmieszek „Ale z drugiej strony… wizja ciebie jako mojej osobistej niewolnicy jest o tyle kusząca i jednocześnie nieosiągalna, że wolę ciebie jako Fukającą Foczkę. Gdybym lubił potulne niewiniątka, które same wchodzą na moje kolana, byłbym teraz na dole, a Liz nie zajmowałaby się teraz wyrzucaniem tej okropnej karykatury kobiety…”

„Możesz jednak przegrać.”

Cóż za wspaniałomyślność z jej strony, pomyślała z rozbawieniem Liz, otwierając drzwi i po chwili natykając się na Ryana z Nem na kolanach. I zaiste, co to był za widok.

Wyglądało na całkowitą kapitulację Foczki, a nie Pierwszego Diabła Miami. I nic tu do rzeczy miał fakt, że siedział pod ścianą, a Foczka na jego kolanach, a ich twarze były ledwie milimetry od siebie…

„W swej łaskawości, zechciej spojrzeć czasem na mnie nie przez pryzmat uprzedzeń i plotek na mój temat. Nie jestem ani tak… dobry, ani tak zły, jak one głoszą.”

Liz zadrżała. Aż za dobrze wiedziała, co oznaczała ta pauza w jego głosie. Ryan naprawdę tak uważał. Ale Nem wydawała się nie dostrzegać niczego, najwyraźniej już przerabiali schemat ‚jak nie patrzeć przez schematy’…

„A to drugie?” spytała podejrzliwie, ze słyszalną nutką lekkiego strachu.

„Po drugie, zaraz pójdziesz grzecznie spać.”

„Co?” nie wytrzymała. Ryan prawie uśmiechnął się zwycięsko, ledwo, ledwo brakowało. Ale podejrzewał w głębi ducha, iż wesołość okazana w tej chwili kosztowałaby co najmniej wypilniczkowanie. Bolesne. Już nie wspominając o jakichkolwiek dalszych szansach u Pierwszej Foczki Miami. Ileż to trzeba się namęczyć, żeby zdobyć dziewczynę. Cud, że w ogóle jakieś pary chodzą po świecie… westchnął ciężko w myślach. Miał ‚delikatną’ nadzieję, że warto nie tylko się namęczyć, ale i zaryzykować tu i tam. Na razie spędzili niezły tydzień, ale przez następny Nem może go codziennie zabijać od nowa…

„Ryan chce powiedzieć, że jest tylko wyczerpanym facetem.”

Oboje odwrócili się w jej stronę jak na komendę. Liz opierała się o framugę i patrzyła się na nich ze spokojem. Nem miała dosyć niemrawą minę, aż wreszcie spłonęła rumieńcem. Niecodzienny to widok w tym mieście… zarechotał Ryan w duchu. Ale tylko pocałował Nem w nos. Różowiutki na samym czubeczku…

„No wiesz, to nie jest przypadek jak mój. Że ja nie chcę widzieć, co się dzieje wokół mnie, więc potem automatycznie nie rozumiem podtekstów, skojarzeń, fluidów i Bóg jeden wie ile aluzji Aleca do tostów i sera topionego. W gruncie rzeczy staram się nie rozumieć, bo tak mi łatwiej się wygrzebać z koszmaru ostatniego roku, ale ty nie masz żadnej wymówki na głupotę, jaką właśnie serwujesz…”

Nem prawie się zapluła, a Ryanowi opadła szczęka.

„Ryan skapitulował, bo wiedział, że w innym wypadku dzisiaj wieczorem wylądowalibyście w łóżku.”

„Co w tym złego?”

„Myślisz, że starał się tyle dla jednego razu, a potem twojej ucieczki?” Liz parsknęła, czując na sobie palący wzrok Ryana. Pewnie w tej chwili planował morderstwo z premedytacją… „Ale jak nie rozumiesz, to ja nie będę ci tłumaczyć. Wezmę tylko klucze od kawiarenki i sprzętu i znikam…”

Odwróciła się na pięcie, przeszła dalej korytarzem i wyjęła z szafki wszystko co należało. Zatrzymała się przy wyjściu.

„Och, i jeszcze jedno, Nem… od czasu do czasu warto postarać się niczego nie zrozumieć, nie dostrzegać. To naprawdę działa, mniej upokorzeń i zmartwień. Och, i z całą pewnością mniej boli.” mrugnęła do niej i zniknęła.

„Czy to lokalny klimat czy mam wrażenie, że kosmici wylądowali?” wyszemrała Nem w zakłopotaniu. Ryan westchnął.

„Zapewniam, że to nadal Liz. Tylko na chwilę zobaczyłaś coś, co nie mieści się w stereotypie Pierwszego Niewiniątka.” mruknął do jej ucha „Idziemy spać?”

„Ale czemu?” wydęła wargi jak dziecko pozbawione nagle ulubionego lizaka „Nie chce mi się spać…”

„Bo inaczej to będzie przyjemne dla mnie, nie dla ciebie.” wyjaśnił z rozbrajającym uśmieszkiem.

„Och.” wymamrotała, nagle rozumiejąc, co Liz miała na myśli mówiąc o zmęczeniu. Poczuła, że policzki znów ją palą…

„Możesz przecież coś obejrzeć lub cokolwiek innego… Ja po prostu po ostatnim tygodniu gonię resztkami sił. Od jutra mam urlop teoretycznie, ale mama wysłała gdzieś Aleca, byle dalej od kusicielki Liz…” zadrwił „Tylko błagam. Żadnego Brada. Jeśli to ma być konkurencja dla mnie, to mogę oddać cię przedszkolakowi, na pewno spisze się lepiej niż ten blondas ze szczenięcymi ślepkami.”

Nem rzuciła mu nieznacznie obrażone spojrzenie.

„To może Teletubisie małemu Ryankowi?”

~ * ~

Nem mogłaby powiedzieć naprawdę wiele o Ryanie, ale z całą pewnością nie to, że zostanie przez niego totalnie zaskoczona. Znów.

Były czasem drobiazgi, to oczywiste, że nie dało się przewidzieć wszystkiego. Jak chociażby niewiarygodna sprawność tej chodzącej bezczelności, raczej nie brała się z chodzenia na imprezy i zalewania co noc, a potem uciekania przed braciszkiem. Na co dzień oczywiście uwielbianym.

Te szczegóły były mniej lub bardziej drażniące. A czasami nawet miłe, ale poprzedniego wieczoru to pobił samego siebie. I, co niechętnie musiała mu Foczka przyznać, zdeklasował wszystkich innych facetów jakich znała. No, przynajmniej tych w okolicach dwudziestki. Ze starszymi znacznie od siebie nie sypiała. W przeciwieństwie do Ryana nie miała tak wielkiego doświadczenia, może to stąd się to brało? Wiedział, na co go stać… ale i tak od wiedzy do przyznania się bardzo długa droga. W większości nie do pokonania. Ilu facetów, na litość boską, kazałoby iść spać dziewczynie, mając w perspektywie szybki numerek? Dopiero po czymś takim szybko by zasnął… ona niestety raczej nie. I spędziłaby pół nocy zastanawiając się z żalem, na co do diaska liczyła…

Aaagrrr, nie mogła przestać myśleć o tym drobnym szczególe poprzedniego wieczora.

Najchętniej od razu obudziłaby Ryana i wycisnęła z niego… mhrrr wszystko.

Jęknęła. Jej myśli po nocy spędzonej na przysypianiu, to na wpatrywaniu się w czysto anielską twarz śpiącego Ryana, wędrowały wokół jednego tematu. Bezustannie. W przód i w tył. Ale kiedy spał, wyglądał tak słodko i niewinnie, że aż chciało się go schrupać na śniadanko… Śniadanko z Ryanka? Z Ryankiem? Na Ryanku?

Ryanek… hm. Zaczynało jej się podobać to przezwisko. Przynajmniej będzie się mogła odgryźć na nim. Bo za Teletubisie to raczej był gotów ją zamordować…

I trafiłaby do raju.

Jęknęła… wbiła ząbki w kubek z obowiązkową poranną kawą. Nie przepadała za nią, ale była dosyć senna i sama też ostatnio nie spała za wiele. Bo za dużo myślała. Ale oczywiście w życiu by się do tego Ryanowi nie przyznała. Miała swoją dumę!

Zwłaszcza, że w końcu i tak wygrała ich mały zakład. Wiwat jajniki!

„Ten uśmiech na myśl o śniadanku?” usłyszała przy uchu jego głos. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Zdecydowanie przed chwilą się obudził. Jeszcze zaspana mina, potargane jasne włosy, te same bokserki którymi wczoraj figlarnie wymachiwał jej przed nosem, zanim zniknął w łazience… ale jego oczy… po prostu stalowobłękitne, wpatrujące się w nią jak w jakiś gwiazdkowy prezent na początku lipca.

„Hm…” uśmiechnęła się z rozmarzeniem „Ja już zjadłam, ale mogę ci zrobić. Chcesz?”

„Hm…” mruknął węsząc przy jej szyi „Głodny jestem. Zdecydowanie chcę.”

„Ciekawe co…” zaśmiała się, kiedy przesunął ją na blacie w swoją stronę. Wcale nie miała nic przeciwko, ale należało przecież zachować twarz!

„Chcę moje śniadanko!” wymruczał jej do ucha, ale nie zdążyła nawet parsknąć śmiechem, bo zdecydowanie odebrał jej kubek, odstawił na bok na blat i oooochh…

W tym samym momencie Ryan odkrył, że baaardzo lubi nocny strój Nem składający się wyłącznie z jego koszulki, zaś Nem odkryła, że baaardzo lubi wypoczętego Ryanka.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *