ETIC: przed czy po (20)

20.

„Co ty sobie wyobrażasz, do cholery? Wracaj do swojego zestawiku!” nie wiedziała, skąd brała się w niej taka agresja… ale Liz była bardzo niebezpieczną rywalką. Okręciła sobie bez trudu Aleca wokół małego paluszka, nawet się o to specjalnie starając w sytuacji, kiedy dla niej ktoś taki pozostawał zdecydowanie nieosiągalny. Nie, żeby go wolała, zwłaszcza teraz. Ryan wydawał się o wiele wiele bardziej mężczyzną niż kiedykolwiek chłopięcy Alec był w jej oczach… no i Liz miała coś, co zdecydowanie przyciągało facet jak miód pszczoły, swoją niewinność…

„Max nie jest już mój…” wyszemrała zakłopotana i kompletnie oszołomiona tym nagłym wybuchem. W jednej chwili opowiadała Nem całą historię upicia i wylądowania w łóżku Aleca, a w następnej Fukająca Foczka wrzeszczy na nią, żeby odczepiła się od Ryana.

„Och, litości…” Nem przewróciła oczami, ale nadal krew w niej wrzała. Czasem Liz była tak naiwna i ślepa w swoich zapatrywaniach, że nic, tylko pomstować do nieba nad tym. Ciekawe, czy komukolwiek uda się przez to przebić. Własnoręcznie pogratuluję Alecowi, jeśli kiedykolwiek uda mu się z Pierwszym Naiwnym Głuptaskiem Miami. „Nie rób z siebie biedactwa, mała, tylko jeden przystojniak naraz może się tobą zajmować! I to zdecydowanie nie będzie Ryan. On jest mój!” dla podkreślenia swoich słów dźgnęła ją nieznacznie w ramię. Może jeszcze z godzinę temu śmiałaby się do rozpuku na sugestię, że będzie walczyć jak lwica broniąca swojego terytorium o nazwie Ryan McDowell, ale teraz tylko w duchu zgrzytała zębami. Liz w wielu względach była dzieckiem i niestety pewne kwestie trzeba było wyłożyć czarno na białym. „On jest mój. Wara od niego.” wydęła wargi, zupełnie pewna, że w tej chwili wygląda jak małe dziecko, któremu ktoś odebrał ulubionego lizaka.

Jeśli pionowa głęboka zmarszczka na czole Liz była jakąś oznaką zastanawiania się i rozmyślania nad kwestiami damsko-męskimi, to pod tą czaszką musiały panować iście piekielne temperatury. Dla pewności dolała jeszcze soku do niemal już pustej szklaneczki dziewczątka. Biedactwo, ale ją suszy, ale to nie znaczy, że może się ustawiać w kolejce po mleczko do Ryana!

„Chcesz powiedzieć, że Alec…?”

Gdyby to nie było wypowiedziane tonem tak pełnym niedowierzania i zapytania ‚o co ci u licha chodzi’, musiałaby się roześmiać na widok miny Liz, kiedy wreszcie doszła do jakichś konkretnych wniosków. Liiiitości!

„Ja tylko mówię, że możesz wziąć sobie Aleca, bo Ryan jest zapilniczkowany.” skryła uśmiech rozbawienia, upijając ze swojego kubka. Liz podrapała się po głowie, kompletnie zmieszana.

„Ja tylko mówię, że ci zazdroszczę…” wymamrotała zakłopotana po kilku chwilach „A nie, że coś mam do niego. Po prostu… doceniam.”

„W porządku.” pilniczek wycedziła powoli przez zęby „Ale jeszcze raz usłyszę, że Ryan ma niezły zestawik, będziesz odrabiać moje zmiany przez miesiąc!”

„W porządku!” parsknęła z rozbawieniem. Nem zazdrosna o Ryana, no no no… „Tylko powtarzałam ci, co mi przyszło na myśl… bo w gruncie rzeczy wcześniej widziałam go z kompletnie innej strony.”

„Co masz na myśli?” spytała ciekawie, mimo, że zielony potwór zazdrości harcował sobie w jej głowie na całego. Chryste, co mi odbija? Przecież ani nie jesteśmy razem, ani ze sobą nie śpimy, raz się pechowo umówiliśmy… no i zakład. Ale to wszystko, nieprawdaż?

Humorku wcale nie poprawiało jej nagłe zmieszanie i zastanowienie, jak uniknąć tematu, tak widoczne w dziewczęco naiwnym spojrzeniu. W tych oczach można by oglądać jej duszę. Jej myśli. Marzenia. Jak takie coś uchowało się przez tyle lat w stanie kompletnej niewinności? Pomyśleć by można, że w Roswell mieszkają same niedorozwinięte plemniki nie znające się kompletnie na rzeczy…

„On jest doroślejszy… nie wiem, po prostu coś musiało sprawić, że jest o wiele bardziej odpowiedzialny niż Alec, wbrew tym wszelkim pozorom, imprezom, panienkom, szaleństwom… dostrzega naprawdę dużo, ale zazwyczaj tego nie okazuje. Pozwala innym zobaczyć tylko to, co sam chce. Też tak bym chciała.” dodała smętnie „Zawsze byłam otwartą książką, każdy widział co myślę, czuję… a to w małym miasteczku jak powolny wyrok śmierci, można się udusić… moja rodzina daje tam pracę od 4 pokoleń, każdy wie, kim są moi rodzice, to bywa naprawdę frustrujące… i te wszystkie paskudne plotki. Żebyś wiedziała, co wynikło, kiedy Max rzucał mnie powoli dla Tess…” wykrzywiła twarz na wspomnienie. Te wszystkie współczujące albo ironiczne spojrzenia, szepty za jej plecami… z początku nie zwracała na to uwagi, zbyt zajęta niebezpieczeństwem, ale kiedy wróciła z jaskini po przekazie matki Maxa i Isabel… dwa dni przed odlotem na Florydę były koszmarne. Szczególnie, że Max nie przyszedł. Ani razu. I od razu całe miasto huczało od plotek…

Nem zamrugała, powoli odstawiając kubek na stolik.

„W porządku, mała. Chyba musisz o czymś wiedzieć.” splotła dłonie na kolanach „Że otwarta książka to w tej chwili twój najmniejszy problem. Zwłaszcza pod słońcem Florydy…”

„Co masz na myśli?” zmarszczyła zaniepokojona brwi. Wszyscy wokół ostatnio są strasznie tajemniczy. Od Mandy się zaczęło, a teraz Nem.

„Wczorajsza impreza, mała. Zaszalałaś nieźle…”

Chrząknęła.

„Aaach, to. Ale Alec mówi, że nie odstawiałam żadnych numerów.”

„Nie odstawiałaś.” Nem potrząsnęła głową, aż jej brązowe włosy zafurkotały od nadmiaru energii… zdecydowanie, muszę ją inaczej spożytkować, frustracja mnie kiedyś wykończy… gdzie jest zestawik, kiedy jest potrzebny?  „Bawiłaś się na parkiecie… jakieś pasztety się do ciebie doczepiły, Ryan cię uratował w niemal ostatniej chwili. Potem dołączyłaś do Aleca… przykro mi, mała, ale teraz chyba pół miasta uważa cię za jego obecną zdobycz. I weź to na poważnie, wczoraj miałam ze trzy telefony od znajomych rozhisteryzowanych tlenionych blondi, które chciały potwierdzić tę tragicznie grobową wieść.”

Nie dodała, że te trzy rozhisteryzowane blondi z prawdziwym zrozpaczonym szlochem właściwie to nawijały, że McDowell młodszy nie tylko znalazł sobie dziewczynę, ale w dodatku kompletnie nie w dotychczasowym swoim typie. Nawet nie chciały potwierdzenia, nikt nie wiedział praktycznie kto to, ale fama po wieczorze poszła. Szczególnie, że potwierdzali to jego znajomi z grupy. To aż swędziały ją paluszki, żeby zadzwonić do Ryana i wywiedzieć się szczegółów, jak przebiegła ta impreza. Ona miała swoją własną, i chyba zasnęła po tych mieszankach piwnych, bo kompletnie nic nie pamiętała.

„Chcesz powiedzieć, że ja… że my… że on… że dziewczyna….?” Liz zająkała się, kompletnie wytrącona z równowagi. Chyba ten kac jeszcze jej nie przeszedł, mimo troskliwej opieki Irlandczyka…

„Uważają cię za ową dziewczynę. Całkiem niezły wynik jak na jeden wieczór balowania.”

„Żartujesz, prawda?” Liz jęknęła, przykładając dłoń do czoła „Przecież nic takiego między nami nie ma, nic nie zaszło ani nie dałam nikomu podstaw… prawda?”

„Wiesz, jak szybko podróżuje plotka…” Nem skomentowała enigmatycznie „Nie to, żebym była złośliwa, ale jednak musisz się nieco nauczyć. Zwłaszcza o tym, jak twoje, czasem kompletnie niewinne i zwyczajne zachowanie, jest odbierane przez innych. Wiesz, ilu klientów u nas wypatrywało sobie oczy za tobą, aż nabawiło się wytrzeszczu? Albo przychodziło specjalnie dla twoich ślicznych stópek w teńsówkach?”

Tak, a zwłaszcza jeden konkretny.

„Nie jesteś głupia, Liz, ale czasem chciałabym naprawdę mocno przywalić twojemu eks. Nauczył cię, że żaden inny na ciebie nie spojrzy… a to nie tylko jest czystą głupotą i nieprawdą, ale może okazać się naprawdę niebezpieczne. Potrzebujesz nie tylko wyrwania się z tej jego złotej klateczki, ale najzwyczajniej w świecie porządnej edukacji w kwestiach damsko-męskich. Na imprezie Ryan prawie przyfasolił jakiemuś ślimakowi, ale na litość boską, nie jest twoim osobistym ochroniarzem ani nie może łazić za tobą wszędzie. I co będzie po końcu twoich wakacji? Wrócisz do Roswell i będziesz oglądać jak ta cała Tess bez trudu odbiera ci wszystko, co jest twoje? Jeśli ci na tym nie zależy, proszę bardzo, ale kiedyś jeszcze spotkasz kogoś, na kim ci będzie zależało… i jakoś wątpię, żebyś potrafiła obronić swoje terytorium chociaż na milimetr.”

„To co mam zrobić?” wymamrotała znękana. Naprawdę była taka głupiutka w tym, jak sugerowała Nem. „Jakoś nie ma podręczników ‚jak dorosnąć’ albo ‚jak omotać faceta’. Gdyby wymyślono kiedykolwiek coś naprawdę sensownego i skutecznego, autor lub autorka byliby miliarderami i sławami na cały… yyy, co?” urwała na widok miny Nem.

„Podręcznik Obsługi Irlandczyka.”

„Cccoo?”

„Podręcznik Obsługi Irlandczyka.” powtórzyła cierpliwie jak do małego dziecka „Rozdział pierwszy zaliczyłaś niemal śpiewająco.”

Nie wiedziała, co tak rozbawiło Liz, ale zaczęła chichotać jak szalona.

„I co jest w tym rozdziale?” spytała wreszcie po chwili.

„Jak w ogóle umówić się z Irlandczykiem czyli tajemnica odwiecznego zagadnienia: pionowo czy poziomo?”. odwzajemniła uśmiech „Ale prawdziwa treść rozdziału rozbija się o to, jak zrobić z siebie kompletną naiwną idiotkę… i że należy oddać inicjatywę rzeczonemu Irlandczykowi w celu zrobienia z siebie idiotki. No i nie powiesz mi, że obie nie zaliczyłyśmy tej części wręcz śpiewająco?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *