ETIC: przed czy po (2)

2.
Jak ja dałam się w to wrobić? nieszczególnie szczęśliwe myśli przebiegały przez głowę Nem, kiedy szła za wysokim zielonookim adonisem po schodkach. To ja miałam iść przodem. I kusić.

Tymczasem niosła jakieś stare faktury, potrzebne jej szefowi. Pal licho, po co. Ważne, że miała przez to okazję jedną na milion. Nie wątpiła, że za Aleciem oglądało się pół Florydy. A na pewno cała żeńska populacja tej dzielnicy. Facet był po prostu boski. Nie tylko ciało, które potem śniło się jej po nocach, ale ostry, cięty język, według famy sprawny nie tylko w słowie. Kiedy więc trzeba było zostać po godzinach i posprawdzać stare papiery dotyczące komputerów w biurze, sama zgłosiła się na ochotnika.

Przysięgała, w czyśćcu byłoby zapewne jej lepiej.

McDowellowie mieli apartament nad kafejką, zapewne jeden z wielu. Słyszała, że ta irlandzka rodzinka, która przeprowadziła się do Stanów dziesięć lat temu, przejęła większość lokalnego rynku komputerowego. Starsi obecnie zajmowali się główną firmą, zostawiając tylko Internet swoim dwóm synom. Widziała Ryana kilkakrotnie, także był niczego sobie. Ale Alec… to on stanowił naprawdę niezły kąsek. Musiała go zdobyć. Fakt, iż pracował przez wakacje w kafejce, tylko jej w tym pomagał. Normalnie nie miałaby okazji do tylu spotkań z nim. Wystarczyło znać rozkład jego dyżurów, i zjawiać się na nich.

Westchnęła z ulgą, kiedy posadził ją na kanapie i mruknął, że zaraz wróci. Obserwowała jego zniknięcie za drzwiami magazynku i dopiero po chwili uświadomiła sobie, gdzie była.

W prywatnym apartamencie braci McDowell.

Żołądek podskoczył jej dziko z radości. Miała kolejną jedyną niepowtarzalną okazję. Mogła się dowiedzieć znacznie więcej o Alecu. Bo po prawdzie, nie miała tylu informacji, ile chciała. Ile było jej potrzebne, żeby to nie skończyłoby się to tylko na jednym wspólnym wieczorze.

Skrzywiła się. Chociaż ostatnio chodziły słuchy, że nawet z tym byłby problem. Podobno Alecowi ktoś wpadł w oko. Musiała się spieszyć. Może nawet jakimś cudem znajdzie ślady swojej domniemanej rywalki tutaj, w apartamencie? Chociaż skoro z nikim się nie pokazywał – a widywała go w różnych przypadkowych sytuacjach na tyle często, by to doskonale wiedzieć – to znaczyło, że sprawa nie była jeszcze zupełnie przegrana. Jeszcze nie miał dziewczyny. Jeszcze.

Położyła papiery na kapanie i wstała. Cichutko podążyła dalej korytarzem, nie chcąc zaalarmować wciąż szukającego odpowiednich dokumentów w archiwach Aleca. Myśl o jego zwinnych palcach, przebiegających po grzbietach akt, wywołała miły dreszcz w całym ciele. Niejednokrotnie widywała go, jak coś pisał przy swoim komputerze, jak jego dłoń niemal z nabożną czcią przesuwała myszkę… ten obrazek niejednokrotnie prześladował jej myśli i fantazje.

Westchnęła cicho, stając na progu dużego pokoju. Przez jedną ze ścian biegł rząd małych okienek, ale za to dający niewiarygodny widok na ocean. Nie było widać plaży, ani nawet żadnych roślin, niczego… sama woda i niebo. Przystanęła zachwycona przy jednym z nich. Wychodziły na zachód. Musiało tu być po prostu fantastycznie wieczorami…

…kochać się tak przy blasku ognia, płonącego na kominku, z ostatnimi promieniami słońca wpadającymi do wnętrza przez te małe okienka… jego skóra miękka pod jej palcami, słabe światło igrające cieniami na jego ciele, przyciągające wzrok, dłonie i  usta… mięśnie zaciskające się pod najlżejszym dotykiem…

Ok. Stop. Dosyć. Bo jeszcze narobi sobie biedy i zaprzepaści wszelakie szanse na coś więcej niż jednorazową przygodę.

Odwróciła wzrok od pięknego widoku, z większym zainteresowaniem przyglądając się wnętrzu. Było prosto urządzone, raczej nie widać było tutaj ręki architekta tylko pomysły dwóch szalonych braci, ledwo wyrosłych z młodzieńczego buntu. Jej wzrok przyciągała ogromna skóra jakiegoś miśka przed kominkiem. Skóra w Miami? Zarumieniła się nieznacznie. Ktoś tu miał fantazję. I to bardzo zbliżoną do jej własnej.

Drzwi w głębi korytarza nagle się otworzyły. W popłochu wróciła na swoje miejsce i podniosła papiery na swoje usprawiedliwienie, ale widok, który ukazał się jej oczom sprawił, że momentalnie zaschło jej w gardle.

Umarła i trafiła do raju.

Jeszcze jej nie zauważył i dziękowała za to Bogu w duchu. Sposób, w jaki te kropelki wody spływały po jego skórze, złośliwie zatrzymując się to w rozmaitych załamaniach, to dopiero na linii ręcznika, beztrosko owiniętego wokół wąskich bioder… palce wręcz świerzbiły, by dotknąć jego gładkiej skóry i sprawdzić jak marszczą się mięśnie pod jej dotykiem… jaki smak miała jego skóra… usta złośliwie wyschły, jakby bezwiednie namawiając ją, by zrobiła tylko jedno… kilka kroków do przodu, zniwelować dzielącą ją od niego odległość i zrobić wszelką niegodziwą rzecz, jaka tylko się pojawiła lub nie w jej umyśle…

„Znalazłem.”

~ * ~

Alec otworzył cicho drzwi od archiwum i zatrzymał się w pół kroku. Zaskoczony, ale i rozbawiony. Nie wątpił, że zupełnie nie zauważyła jego powrotu, wpatrzona tylko i wyłącznie w jego brata. Zachichotał cicho do siebie. O tak. Przynajmniej miał odpowiedź, jak się pozbyć jednego kłopotu. Lubił Nem, ale dotychczas tolerował ją tylko i wyłącznie dlatego, że znała się jako tako z Liz i była jedyną osobą, która mogła mu powiedzieć co nieco o niej.

Jeśli jej kompletnie otumaniony wzrok był jakąś wskazówką, to prędzej lub później będzie mógł wydostać z niej tyle informacji, ile chciał. A najlepiej zatrudnić do tego bezpośrednio Ryana. On już i tak zrobił niechcący pierwszy krok, by wycisnąć z niej wszystko, co chciał. Niemal roześmiał się, widząc jak oczy jego brata rozszerzają się w szoku, kiedy zorientował się, że mimowolnie ma widownię w postaci Nem… z nim za jej plecami.

Chrząknął znacząco.

„Znalazłem.”

„Co? Och…” odwróciła się, nieznacznie zarumieniona i unikająca spojrzeń ich obu. Alec miał ochotę śmiać się w duchu. Tu cię mamy… Teraz tylko mógł odliczać stoperem czas, w którym biedna dziewczyna znajdzie się w szponach jego nie tak świętego jakby chciał uchodzić braciszka. „Dzięki.”

„Nie ma sprawy.”

Nem już pędziła w dół po schodkach i nie miał w ogóle pojęcia, czy usłyszała jego odpowiedź. Kątem oka zobaczył uśmieszek na twarzy Ryana.

„Co?” spytał się niemal automatycznie. Coś chodziło po głowie jego bliźniaka, nie tylko rozbawienie z wrażenia, jakie wywołał. No dobra, ale jaka dziewczyna pozostałaby obojętna widząc jego bliźniaka świeżo po prysznicu w samym ręczniku?

„Masz ochotę na lody?” Ryan zarechotał cicho.

„Nem cię zabije.”

„Nie wątpię.” mrugnął do niego „Pytanie brzmi tylko: przed czy po?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *