ETIC: przed czy po (10)

10.

Nem usiadła na łóżku, usiłując zignorować obecność Ryana. Rób to, co zawsze po koszmarnym dniu, powtarzała sobie. Ale dziwnie było brać prysznic, kiedy on buszował po pokoju. To było zupełnie różne niż poprzedniej nocy. Przedtem był ledwo funkcjonalny. Teraz role się odwróciły. Nie, żeby się go bała. Ale niepokój pozostawał.

Sięgnęła do szafki po krem, opierając się potem wygodniej o ścianę. Jej pokój był niewielki, ale dało się żyć.

„Nie chcesz usłyszeć historii?”

Wzruszyła ramionami.

„Niee… teraz już nie. Liz to jeszcze nieświadome wielu spraw dziecko. Niech Alec znajdzie sobie inną ofiarę.”

„Liz dzieckiem już nie jest… Poza tym nie wiem, kto tu jest ofiarą.”

„Oj, nie wybielaj jego charakteru.”

Parsknął, podnosząc się z fotela i podchodząc do niej do łóżka.

„Kogo wolisz dla niej: a) jakiegoś nastolatka z rodzinnego miasteczka, b) Aleca?”

„Jasne, że a).” odparła bez namysłu, odkręcając tubkę „Alec zaciągnie ją do łóżka, zabawi się chwilę… A może to jej niewinność tak go kręci?” skrzywiła nosek „Tylko co wówczas z Liz?”

„A gdybym ci powiedział, że Liz jest po wersji a) i przez to stała się takim odludkiem? To żywa dziewczyna o pięknym uśmiechu, a ma się teraz wrażenie, że jest staruszką. Tego chcesz?”

„To już chyba lepsze od Aleca dobierającego się do jej spódnicy.” zdusiła nagłe uczucie niepokoju. To nie mogło się zdarzyć.

„Jesteś beznadziejna, wiesz?” jęknął z rezygnacją, siadając koło niej. Z jakiegoś durnego powodu bardzo chciał usłyszeć, że mówi tak nie ze względu na Aleca, ale z powodu troski o Liz. „Co złego jest w wakacyjnych związkach? Sama chciałaś…”

„One się kończą kiedyś…. Twój brat złamie jej serce, a ja osobiście was wykastruję.”

„Co ty masz z tym pilniczkiem? Jakiś fetysz?” mruknął. Wzruszyła ramionami, wmasowując krem w obolałe stopy. Przydałby się masażysta. Pełnoetatowy. „Zamierzasz przeszkadzać Alecowi?”

„Jeśli będzie trzeba.” zwęziła oczy.

„Jeśli?”

„Nie z Liz jego sztuczki…”

„Hm, więc myślisz, że jedyne co on widzi, to zgrabne nóżki?”

„A cóż innego? Przecież tak naprawdę jej nie zna, więc nie wciskaj kitu, że urzekło go jej czyste serce i marzycielski charakter.”

Coś błysnęło w niebiesko-szarych oczach. Niebezpiecznego. Wziął od niej tubkę i zanim zdążyła się zorientować, dobrał się do jej stóp.

Zagryzła wargę. Kontakt jego ciepłych palców z jej skórą… Mimowolnie przymknęła oczy. To było tak przyjemne, a ona nie miała sił.

„Co robisz?” wymamrotała, kiedy powiódł kciukiem po podbiciu. Chryste. Następnym razem będzie uważniej słuchała Susan, gdy będzie bredzić swoje teorie w stylu ‚faceci są od ogrzewania kobiecych stóp’. Bo mimo wszystko nie wyobrażała sobie, żeby dalej… no wiadomo co. Ale też nie wyobrażała sobie, żeby ten diabeł robił komukolwiek masaż z dobroci serca.

„Masaż?” mruknął w odpowiedzi. Praktycznie słyszała w jego głosie charakterystyczny, bezczelny uśmieszek. W jej własnej głowie inny, ostrzegawczy nawoływał by wyrzuciła go, bo będzie źle. Tylko, że był za słaby, by zdusić tę ciepłą przyjemność pulsującą teraz w żyłach. Diabelnie, facet miał powody do pewności siebie, jeśli jego dłonie dokonywały takich cudów przy zwyczajnym dotyku.

Ta myśl była jak kubeł lodowatej wody. Jak oparzona cofnęła stopy, podwijając je pod siebie.

„Dzięki, ale myślę, że powinieneś już sobie iść.”

„Czemu? Zrobiłem coś nie tak?” niepokój w jego oczach nadawał mu wygląd niewinnego chłopca, który bał się, że coś nabroił i kara będzie bolesna. Cóż za iluzja…

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

„Jeszcze nie…”

„Aaa, w tym problem!” uśmieszek zniknął momentalnie i poczuła się tym niemal urażona.

Jasssne. Jakbyś kiedykolwiek żałowała, że przestał cię zadręczać…

„Przynajmniej wiem, że nie urzeknie cię moje wielkie serce.” mruknął z dziwną ironią. Zmrużyła zła oczy.

„Nie czepiaj się.”

„Nie czepiam. Sama to powiedziałaś.”

„Wcale nie.”

„Doprawdy?”

Wstał z posłania, sięgając po beztrosko wcześniej porzuconą kurtkę. Zatrzymał się w drzwiach.

„Wiesz, dlaczego Alec nie zwrócił na ciebie uwagi?”

Sapnęła. Patrzył na nią tak jakoś… zimno?

„Gdyby był taki jak mówisz, przeleciałby cię bez problemu, a rano wróciłby do zbierania drobnych szczególików o Liz: jaką kawę lubi, czemu czyta Ulissesa, dlaczego pracuje jako kelnerka, żeby mieć kasę na kafejkę, skoro bez problemu mogłaby mieć tu mnóstwo przyjaciół. Właśnie dlatego, nie rzucaj kamieniami w innych.”

„Bo co? Sama mam niewesoło za uszami?” warknęła, gdy już znikał za drzwiami. Zawrócił i pochylił się nad nią, aż stykali się nosami.

„Bo wszystko, co człowiek robi w życiu, prędzej lub później wraca do niego. Nie chcesz Liz i Aleca razem? Świetnie. Gówno mnie to obchodzi, póki nie zmusisz mnie żebym to ja ci oddał.”

Zgrzytnęła zębami. Przeklęty, bezczelny, pewien siebie Irlandczyk.

„O co ci tak naprawdę chodzi?” skoro już porzucali grzeczność i konwenanse, to dlaczego nie pójść na całość?

„Zostaw ich w spokoju.” wypalił natychmiast.

„To wszystko?” nie wiedziała dlaczego, ale zalało ją rozczarowanie. Oczekiwała czegoś bardziej… grzesznego? Idiotka. Ktoś taki jak on raczej nie…

Pierwsza sekunda była szokiem. W następnej oszołomione neurony jednak zareagowały, zalewając całe ciało falą przyjemności i ciepła. Ten pocałunek był niczym jak poprzedni, w miejsce gwałtowności był spokój, wręcz łagodność. Gdzie wcześniej zaatakował, chcąc dla siebie władzy, tak teraz cierpliwie, lekko drażnił ją miękkimi muśnięciami, aż zaczęła zupełnie świadomie odpowiadać.

„Nie wiem już sam, czy wolę ciebie taką uległą czy fukającą na mnie?” mruknął w jej ramię, usiłując uspokoić nieco zwariowany puls.

Dźgnęła go lekko w żebra.

„Ok. ok. uległą.” wymamrotał.

Uśmiechnęła się zwycięsko… póki nie podniósł głowy i z uśmieszkiem spytał…

„Ale zostawisz ich w spokoju?”

„Hm…” udała, że się zastanawia „No nie wiem…”

„Mała łapóweczka?” powiódł delikatnie palcem po obojczyku. Powoli, centymetr po centymetrze, jego dłoń sunęła pod materiałem.

To było przyjemne, ale nie mogła powstrzymać nerwowego drgnięcia.

„Hej…” odwrócił delikatnie jej twarz w swoją stronę „Naprawdę nie powinnaś patrzeć na ludzi przez stereotypy i opinie.”

„A co mi zostaje?” uniosła brew, nie pokazując jednak jak naprawdę w środku żołądek zaciskał się nerwowo „Nie pracujesz dla pieniędzy, pijesz czarną bez cukru i czytasz instrukcje do elektroniki. I co ja mam myśleć?”

Westchnął ciężko w duchu. Kobiety.

„Dać się zaprosić na lody.”

Wlepiła w niego oszołomiony wzrok.

„Jaja sobie robisz?”

K-o-b-i-e-t-y.

„Lubię lody.” wyjaśnił z łobuzerskim błyskiem w oku.

Jak chyba każdy facet… dodała Nem w duchu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *