ETIC: przed czy po (43)

43.

Bycie zastępcą Pierce’a nie było w gruncie rzeczy aż tak złe, jak pokazywały pierwsze tygodnie jej pracy. Myślała, że będzie dużo gorzej, że w większości będzie miała do czynienia z takimi samymi akcjami, co w Roswell.

A figa! Poza pojedynczymi wypadkami, kiedy Nasedo wysyłał ją gdzieś, najczęściej w najmniej odpowiedniej chwili, czy przekopywaniem się przez akta osobowe setek ich agentów, jej praca składała sie głównie z przesiewania się przez raporty i inne zestawienia informacji czasem tak bzdurnych, że przestało ją dziwić, że w sekcji pracują same dziwadła. Innymi słowy, podejmowała decyzje, gdzie i dlaczego ma wysyłać agentów do bliższego przyjrzenia się sprawie. Trudne to nie było. Tak samo przecież ktoś kiedyś postanowił wysłać agentów, bo znaleziono krew na jej fartuszku, kiedy nie było rany…

O wiele większy ból głowy przyprawiało ją życie osobiste. Ściślej – dalsze dziwne zachowanie rodziców i ciotki, którzy wręcz błagali ją, by pozostała na stałe na Florydzie. A jej pytania zbywali.

W międzyczasie Crashdown zostało ostatecznie sprzedane, jej rzeczy spakowała Maria… Dziwnie było myśleć o tym wszystkim. Jeszcze nie tak dawno dzieliły ogromny sekret i ramię ramię stawały przeciwko ludziom, którzy nie zawahali się przed pozbywaniem się niewygodnych świadków. Nie miały przed sobą tajemnic… tak… Maria nie ekscytowała się sztuczkami nowej obcej w gangu, ona sama zaś nie miała w zwyczaju budzić się w łóżku faceta, którego znała ledwie parę tygodni…

Wszystko się zmieniało i wcale nie miała uczucia, że na lepsze. Było jej źle i smutno. Zaczęło nawet dochodzić do tego, że z czystą przyjemnością chodziła do pracy, byle nie zostawać w domu i nie patrzeć na pełne nadziei i oczekiwania twarze rodziny. Psiakrew, nawet zaczęła towarzysko wychodzić! – coś, co myślała, że jest zupełnie nie dla niej… haha. Nawet zaczynała myśleć, że jej znajomość z McDowellami przerodzi się w coś na kształt przyjaźni. No, przynajmniej z jednym. Bo przy Alecu traciła zupełnie rezon. Nie pojmowała go, zwłaszcza ostatnio. Zachowywał się, jak rozkapryszona panienka podczas pierwszego okresu.

Gorzej niż ja na początku wakacji… zaśmiała się w duchu. Ujmując kwestię najłagodniej, potrzeba jej było porządnego kopniaka. Nie dlatego, że zasklepiła się w sobie… o nie. Dlatego, że uciekła – daleko od Roswell, od Maxa, od przyjaciół. Zamiast zostać i walczyć! Straszny tchórz z niej był… Oddała wszystko walkowerem i nie miała najmniejszego prawa potem wylewać łez, bo Tess zabierała jej to, na czym najbardziej jej zależało. I dziwnym trafem zaczynała czuć, że znów powiela schemat… o nie. Nie miała pojęcia, jak zmienić sytuację w domu, ale czuła że będzie to wymagało równie dużo zachodu i hartu, co nie – ucieczka z Roswell tej wiosny.

Kiiicha. Czasem sobie życzyła, by zjawił się jakiś rycerz w lśniącej zbroi i rozwiązał wszystkie jej problemy. Niestety, to nie była bajka; gorzej, ją najczęściej omijały happy endy i to w momentach, kiedy zaczynała w nie wierzyć…

~ * ~

Nem nie bywała w swoim życiu przerażona zbyt często, a stan prawdziwego przerażenia poznała zaledwie trzykrotnie w swoim młodym życiu. Niestety, tego wieczoru przypadł najwyraźniej przypadek numer cztery, zwiastowany przez potężny huk dobiegający z salonu.

Zerwała się z łóżka i wpadła w następnej sekundzie do następnego pomieszczenia. Matce nic się nie stało, ale to wcale nie zmniejszyło jej strachu. Wręcz przeciwnie. Serce podjeżdżało jej do gardła… Matka stała pośrodku salonu i metodycznie, karton po kartonie tłukła szkło przeznaczone na ślub.

Zaprosili ponad setkę gości, a że nie wynajmowali żadnych firm organizujących wesela, postarali się o własną zastawę… w formie prezentu ślubnego od jakiejś kuzynki Toma. I teraz to wszystko leżało w mniejszych lub większych okruchach na dywanie…

„Mamo…?” zapytała nerwowo. Co do diaska się stało? Tom był dzisiaj popołudniu, do ślubu zostały cztery dni, może w tej nerwowej gorączce się pokłócili… za wiele w domu ostatnio nie bywała, już raczej na Ryanku albo pod nim, nie żeby tego żałowała, teraz po prostu chwytała każdą chwilę z nim jako bezcenną… albo robiąc badania. W życiu nie przypuszczała, że taki mały drobiazg pod jej sercem bywa tak zajmujący uwagę innych…

Hm, dwumiesięczny drobiazg, który ostatnio doprowadzał ją do załamania nerwowego. Jego większy prequel także… Od feralnego wesela minął nieco ponad tydzień, a Ryan nie poruszył ani razu tematu dnia. Zalanej laski w jego łóżku… Za to jego koledzy – a w końcu znała ich kilku – z rozbawieniem i szczegółami opisywali, co robiła zalana świadkowa na weselu, w jaki niewybredny sposób dawała i wszystkim obecnym, i Ryankowi, już nie jej, że ma ochotę na irlandzkie proteiny… Z każdym ich słowem miała ochotę zamordować to Ryanka, to tę wredną, głupią sukę… Cóż, może taka głupia nie była, skoro miała ochotę na wprawny sprzęt Ryanka, ani taka wredna, bo w końcu ani Ryanek nie był jej, ani ona jego. Pieprzyli się. To fakt. Czasem spędzali też czas poza łóżkiem… i to wszystko. Nie mogła nazwać tego jakąkolwiek relacją, no może romansem, i to bardzo naciąganym, z racji ich ‚stażu’… tym bardziej, że nawet wobec znajomych wypierała się tej znajomości jak tylko mogła… i miała absolutnie powyżej uszu wiedzących uśmieszków, brechu, wytykania palcami, czy zakładów (udawała wówczas, że nie słyszy), ile razy Ryan musiał doprowadzać ją do orgazmu ostatniej nocy, skoro ma taki anielski i nie-pilniczkowy nastrój… chociaż po tej nieszczęsnej zalanej dziewczynie bardziej ich zajmowały domysły, niby jak Ryanek ‚wynagrodził’ jej tą nieprzyjemną sytuację…

A-kurwa-figa z makiem… Innym mogło się roić do woli, że Ryanek był rycerzem w lśniącej zbroi, ale prawda była o wiele bardziej prozaiczna. Faceci byli nadzwyczaj prości. I kierowali się zasadą nie naprawiaj ani nie poprawiaj niczego, co działa. Czemu więc chciałby zmienić cokolwiek w ich relacji? To, że samo pieprzenie Ryana jakoś gdzieś przez te wakacje przestało jej wystarczać, a dziecko nagle dolało oliwy do ognia, dziecko o którym nic nie wiedział, żadne z tych faktów nie było równe jego chęci do bycia z nią.

A ostatnie czego tak naprawdę chciała, to żeby Ryan zmusił się do bycia z nią dla dziecka. Tego by nie zniosła… Tej powoli kiełkującej w oczach nienawiści do niej, że zniszczyła mu kawałek z bezcennej młodości i odebrała tyle życiowych szans… I nie pozwoli także żeby do diabła coś takiego widziało jej dziecko, żeby było świadkiem czegoś takiego.

Już nie mogła folgować swojej słabości. Będzie matką, to na nią do diaska spoczywała ta odpowiedzialność! Tylko tak trudno było rezygnować z orgazmów na podniebieniu…

„Mamo?” mruknęła niepewnie, przenosząc swoje ponure rozmyślania na bardziej aktualne tematy. Och, była więcej niż pewna, że przyszła szczęśliwa rodzinka właśnie przeżyła cholernie poważną awanturę. Westchnęła. Nie miała pojęcia, które zawiniło, ale zarówno Tom, jak i jej mama mieli te dziwne przebłyski nieustępliwości. Niby dorośli, dojrzali ludzie, mający inne związki za sobą, a nie nauczyli się, że trzeba znaleźć sposób żeby razem popatrzeć na coś, niekoniecznie w tym samym kierunku, ale też z pewnością nie w przeciwnym…

Zadziwiające, dzisiaj czuła się jak staruszka ze stuletnim życiowym bagażem. Szkoda, że mi taka nie może doradzić…

„Wiesz, to szkło kosztowało pewnie tyle, co wyposażenie całego naszego mieszkania… A nie chcę spłacać kredytu studenckiego do dziewięćdziesiątki.” uderzyła od razu poniżej pasa. W tym stanie do jej matki mało co mogło dotrzeć. Jak wpadała w szał, była gorsza niż ona sama w swej najostrzejszej, słynnej pilniczkowej fazie…

„To świetnie, gnojek przynajmniej dostanie porządny rachunek!”

„To raczej my dostaniemy, bo ty je tłuczesz…”

Jej matka zaniosła się histerycznym śmiechem, jak żywo przypominającym ten, kiedy jej rodzice się rozstawali. Nem czuła jak żołądek podjeżdża jej do gardła i nie miało to nic wspólnego z ciążowymi mdłościami.

„Co…?” mruknęła w końcu zdezorientowana, kiedy matka nie przestawała się śmiać jak zwariowana. Co gorsza, zaczęła wyciągać pochowane w różnych miejscach prezenty ślubne i metodycznie je niszczyć.

„Powiedział… powiedział, że skoro to on rezygnuje, to zapłaci wszystkie rachunki za odwołane w ostatniej chwili wesele… wielką nam kurwa łaskę zrobił…”

~ * ~

Nie uważał się za jakiegoś specjalnego znawcę czy kolekcjonera kobiet, nie mógł jednak także zaprzeczyć temu, że swoje za uszami miał. Czy też dawno temu nauczył się kilku rzeczy o kobietach i wykorzystywał to dla własnej przyjemności i korzyści.

Czasem oczywiście zdobyta wiedza nie temu służyła, generalnie jednak nie narzekał. Generalnie. Wszystko miało swoje dobre i złe strony. Tak samo jak dostrzeżenie w Agnes cech, których zakochany Ryan widzieć nie chciał. Tam, gdzie w grę wchodziły emocje, logika się wyłączała.

I dokonał przerażającego odkrycia… jego także to dotyczyło. Wcale nie było mu wesoło, kiedy to odkrył…

Był raczej w nostalgicznym nastroju, odwiedzał po prostu kuzynkę na oddziale położniczym. Była w kiepskim nastroju ostatnio, ale czemu się dziwić, skoro musiała non stop leżeć i trzęsła się ze strachu o nienarodzoną fasolkę…

On sam od dwudziestu sekund trząsł się o własnego brata.

Dwadzieścia sekund wcześniej usłyszał głos Nem Titbit, przeplatany głosem jego Niewiniątka. Bynajmniej nie na korytarzu ogólnym, ale dobiegający z jednej z sal zabiegowych, które mijał w drodze powrotnej.

Na ogół powiadali, że przerażenie spływało na ludzi niczym huragan i powodowało całą burzę emocji. On czuł się tylko zdrętwiały. I zamrożony, gdzieś tam w środku…. Zimno wcale go nie sparaliżowało. Nadal mógł normalnie śmiać się i rozmawiać.

Tylko ten paniczny głosik wewnątrz niego błagał wszystkie moce, by to nie było to, co podejrzewał. Ryan nie mógłby znieść tego po raz drugi. Pal licho wszelkie inne konsekwencje, w tej chwili płaszczył się tylko o to. Mógłby nauczyć się nawet lubić Nem, byleby tylko okazało się, że to nie ten sam koszmar, co przed laty.

Kiedy odetchnął świeżym powietrzem morskiej bryzy, jego dotleniony mózg wreszcie zaczął pracować. I wymyślił iście diabelski plan… w przeciwieństwie bowiem do swojego ukochanego brata miał jedną kartę przetargową, której jego starsza połówka nie posiadała…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *