Deja vu

Deja vu

Pary: Liz/Khivar

Streszczenie: Historia powstała na podstawie wyzwania z forum Crossover. Początek – noc po zakończeniu odcinka TEOTW. Każdy ma swoje przeznaczenie, swoją historię, nie zdaje sobie tylko z tego sprawy…

 

Prolog

Ciemność zapada nad brzegami Wielkiego Źródła, której rozświetlić nie mogą nawet tysiące drobnych istot zgromadzonych nad jego brzegami. Rozpaczliwe milczenie unosi się ciężko w powietrzu niczym całun, ostatnie drobiny nadziei nikną na widok dwóch ubranych w ciemne szaty kobiecych postaci. Wysuwają się miękko zza starożytnych kolumn, wpierw nieśmiało, częściowo ze strachu przed reakcją innych, częściowo z powodu własnego smutku i rozpaczy. Łzy nie są dozwolone na twarzach Strażniczek.

Ostatecznie dwie milczące postacie tkwią na straży wewnętrznego wejścia do Świątyni. Pełna niedowierzania cisza zaczyna nagle wybuchać rozgniewanymi szeptami, pełnymi furii, wściekłości, rozpaczy.

Obie są martwe. Matka i dziecko.

Zaledwie szepty… lecz wyrażają więcej niż jakiekolwiek gniewne okrzyki mogą ukazać. Tysiące lat tłumienia okazywania uczuć zmieniły ich w istoty, których wściekłość wrze pod powierzchnią żelaznego opanowania, żelaznej wojennej dyscypliny.

Szepty cichną, wszelka energia i uwaga zostaje w końcu skoncentrowana na szerokim przejściu, wyłożonym najdelikatniejszym, najzwiewniejszym barwnym materiałem. Powoli, zasłony chroniące jego wnętrze zaczynają szarzeć. Tysiące przerażonych oczu obserwuje zjawisko w bezsilnej złości i gniewie.

Nie ma już niczego. Nie ma już nic, co mogliby zrobić. Nie ma nikogo, o którego szczęście mogliby walczyć. Nie ma Laiah.

Tags:
Comments
  1. ania89xxx

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *