Deja vu (6)

Rozdział szósty: Rezydenckie życie

Uch, zdecydowanie muszę przestać mdleć i odpływać w siną dal jak tylko pojawiają się problemy na horyzoncie. No bo weźmy tak naprawdę, nie jestem żadną księżniczką i mdlenie co chwila mi po prostu nie przystoi.

I jak mi ktoś znów powie, że jestem tą całą Laiah, to chyba oberwie ode mnie czymś ciężkim.

Leżę na łóżku, tym razem posłanym. Na szczęście w tej samej sukience; chyba bym nie zważała zupełnie na nic, gdyby znów ktoś mnie dotykał i przebierał, kiedy byłam nieświadoma. To wcale nie jest miłe uczucie, że tak ‚zadbano’ o mnie. Wręcz przeciwnie. Skóra mi cierpnie i coś ciężkiego zalega w moim żołądku.

Rozglądam się po pomieszczeniu, tym razem nieco innym od poprzedniego. Nawet przypomina zwykły ludzki pokój. Ściany pokrywa ciemnobordowa tapeta, i nawet jeśli moje lóżko jest jednym z dwóch mebli w pomieszczeniu, to jednak wszystko jest tak ludzkie jak możliwe. I dzięki Bogu, bo nieco za dużo tych kosmitów w moim życiu. I obcego zamieszania to zdecydowanie za za za za wiele!

Siadam na posłaniu, mimo, że w głowie kręci mi się paskudnie. Nie ryzykuję wstania, nie chcę nabić sobie guza. Ale żołądek zaczyna wykręcać mi się już z głodu, więc po cichu modlę się, żeby jednak o mnie nie zapomniano… Nie chcę być zagłodzona na śmierć!

~ * ~

Drepczę nerwowo po skalistym podłożu, zastanawiając się rozpaczliwie, gdzie on jest. Specjalnie wcześnie przyszłam, ale… nie pojawił się, czas już dawno minął, a wiem, że niedługo będę musiała biec z powrotem o wiele za szybko, by mnie nikt nie zauważył.

Okolica nie jest za ciekawa. Nie ma tu innych, nawet nasi trzymają się z dala od tych jaskiń, i to nie bez powodu. Tu jest po prostu niebezpiecznie.

Spoglądam z obawą na skalne nawisy, nie wyglądają na miłe czy przyjazne. Poszarpane formacje kojarzą mi się z agonalnym krzykiem, krwią i cierpieniem. Są mroczne, energia jaka bije od nich przyprawia mnie o nerwowy skręt żołądka. Oddycham powoli, głęboko, usiłując uspokoić żołądek. Nie chcę teraz mdłości. Już wystarczająco naraziłam się na podejrzenia i Strażniczki zrobiły się jakieś dziwne ostatnio. Oczywiście wobec mnie i Surinah. Obserwują nas obie.

Na moment łzy kłują boleśnie, kiedy przypomina mi się ostatnia rozmowa z Khavarem. O niej. Raczej dotychczas nie przypuszczałam, że będę zazdrosna o moją własną mentorkę. Już prędzej o Księżniczkę. Ale Księżniczka to rozpuszczony bachor i nawet ślepy wie, jak bardzo nasz pan jej nienawidzi. Za to Suri… ona nie gości w jego sypialni, nie musi. Ma na niego wpływ o jakim pozostała trójka z nas razem wzięta nigdy nawet nie zamarzy. Słucha jej i liczy się z jej zdaniem. Ja dla niego znaczę tyle co rozdeptana pluskwa, no chyba, że chce skorzystać z mojego ciała…

Drgam, kiedy do moich uszu dociera miarowy odgłos kroków. Chowam się szybko w cieniach, a potem za kilkoma skalnymi formacjami.

Życie pod ziemią ma jednak jakieś zalety.

Sapię cicho z zaskoczenia, kiedy rozpoznaję dwie sylwetki w opończach Strażników. Śledzili mnie? Węzeł w moim żołądku zacieśnia się. To nie może być dobre. O nie. Jeśli tak, jeśli ktoś się domyśla, że wymykam się z pałacu, żeby spotkać z Tanem, wszystkie moje wcześniejsze obawy są niczym… jeśli się domyślają, jest po prostu pewne, że zostanę zabita za zdradę. Nawet nie pomyślą o innej możliwości, w końcu nikt oprócz mnie nie wie, że pochodzę z wysokiego rodu.

Marszczę brwi, kiedy rozpoznaję w końcu dwie sylwetki. Khavar i Suri. Robi mi się zimno. Bardzo zimno. Co tu robią…

…razem?

~ * ~

„Laiah” ktoś łagodnie potrąca moim ramieniem. Gwałtownie otwieram oczy. Nade mną stoi dosyć młoda, niewiarygodnie śliczna kobieta i przygląda mi się z zatroskanym wyrazem twarzy. Coś jednak jest w jej spojrzeniu, co budzi we mnie niemiłe wspomnienia. Ktoś z przeszłości, z tych snów.

„Kim jesteś?” mój głos jest ciężki i ochrypły. Ocieram piekące łzy z policzków, to zapewne sen je spowodował i żałość, jaką czuła Laiah widząc tamtych dwoje razem. Nie chcę, żeby ktoś widział mnie w stanie takiego rozkładu. To niemal jak pogwałcenie czyjejś intymności…

„Sati.” kobieta uśmiecha się wyrozumiale „Nie pamiętasz, jak nam przekazano., nasz pan jednak sobie zażyczył dla ciebie kogoś znajomego, ale żadnej konkurencji…” kobieta wykrzywia się ironicznie „…więc wypadło na mnie.”

„Masz mnie pilnować?”

„Nie, dotrzymać towarzystwa.”

Dla mnie jedno i to samo. Wlepiam ślicznotce przydomek „nadzorca niewolników” i zamykam ponownie oczy. Wolę już moje sny niż pobudkę; przynajmniej czegoś z nich się dowiaduję i nie zawsze jest to zgodne z wersją bajeczki serwowanej przez blondyna, ale zdecydowanie bardziej rzeczywiste…

„Musisz wstać, Laiah.”

„Później.” łypię na nią jednym okiem.

„Później będzie za późno. Musisz się przygotować.”

„Do czego?” pytam mało entuzjastycznie.

„Do ponownej przynależności.” mówi, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem, gdy tymczasem zachodzę w głowę o czym ona do diaska mówi? W końcu jednak posłusznie zwlekam się z łóżka i wędruję za nią do czegoś w rodzaju łazienki. Chociaż jasne jest, że jesteśmy na Ziemi, to jednak obcy przywieźli ze sobą swoją technologię.

No cóż, w kosmosie też potrzeba łazienek. Prawda?

~ * ~

Przez godziny dziwnych rzeczy, które ta cała Sati robi mojemu ciału, może nie wszystko jest dla mnie jasne i zrozumiałe, ale przynajmniej mam czas uporządkować całe to zamieszanie i nadmiar sprzecznych informacji.

Przede wszystkim… moje sny, wspomnienia Laiah, różnią się od tego, co mówią mi. Często mówią o różnych sprawach, ale wychodzi na to samo… Jest tak wiele luk i niejasności, że pęka mi od nich głowa.

Jak zginęła? Jak w ogóle trafiła do pałacu? O co chodziło z wysokimi rodami? Kim byli najeźdźcy i czemu ta cała Księżniczka miała jakieś prawa do Khavara?

Ale są też pytania mroczne, na które Khavar wcale nie musi znać odpowiedzi. Kim był Tan, na którego z taką niecierpliwością czekała? Dlaczego kobieta, która była tam dla mnie jedynym sprzymierzeńcem – jak mniemam – nagle zaczęła być aż takim zagrożeniem? Co się stało w życiu Laiah, że wywróciło się wszystko do góry nogami? Dlaczego śmierć zwykłej prostytutki wywołała zamieszanie? Czy sytuacja była aż tak napięta, że byle pretekst wystarczył?

Sati zostawia mnie w końcu w sypialni, kategorycznie zabraniając ruszania się gdziekolwiek. Angielski w jej ustach brzmi dziwnie, jakby wcale nie starała się mówić poprawnie czy wyraźnie. Muszę się wsłuchiwać, by zrozumieć.

Chyba nie polubię tej kobiety.

Nie, nie dlatego, że źle mówi, o nie. Ona jest taka…  śliczna, zgrabna, ponętna, szczebiocze uroczo i ma suknię, przy której mój ubiór wygląda jak pomięta szmata… Jeśli przysłali ją tu, żeby mnie zdołować, to gratuluję sukcesu. Jakim cudem ktoś tak mizerny jak ja został nałożnicą Khivara, to chyba nikt nie pojmie. A już zwłaszcza ja sama.

Obchodzę nerwowo całe pomieszczenie, badam kat po kącie, byleby tylko zdusić uczucie głodu. Pragnienia też. Nie miałam w ustach niczego od wielu dni, potem karmili mnie chyba dożylnie, a teraz… zapomnieli. Albo może obcy nie jedzą? Ale nie, ta Sati upewniła się, że jestem głodna… więc może to uwzględnić albo chcą, żebym mówiła, co chcą usłyszeć. W zamian za porządne traktowanie.

Mija pół godziny, potem cała, i kolejna… Jest bardziej niż jasne, że Sati wcale nie wróci, co najwyżej podręczy mnie. W całym tym chaosie chyba jedno pozostało we mnie niezmienne, instynkt. Zawsze wiedziała, kogo lubić, a kogo unikać., tak przecież zaczęła się historia z Maxem… i moja niechęć do Tess. Chociaż może to ostatnie wynika z zazdrości, a nie czegokolwiek innego. Bywam czasem tak zaborcza, że to czasem mnie przeraża…

Czy Laiah też taka była? dumam. Pierwsze sny na to wskazywały, ale ten o Tanie z kolei nie. Tak mało wiem! Nic tak naprawdę nie jest jasne i boję się, że gdzieś popełnię nieodwracalny błąd.

Jeśli już go nie popełniłam…

Zwijam się w kulkę na łóżku, kiedy żołądek zaczyna odzywać się krótkimi, bolesnymi seriami. Zapomnieli o mnie? myślę żałośnie. Laiah była kimś więcej niż rezydentką? Jasssne. Jeśli tak ją traktowano, to nic dziwnego, że zwróciła się do tego „Tana”. Śmierć musiała być dla niej wybawieniem.

~ * ~

Wzdycham z ulgą, kiedy materie opadają za mną. Mój kącik jest naprawdę niewielki, ale za to żadna Strażniczka, a tym bardziej ta przebrzydła Sati nie są w stanie tu wejść. Surinah nauczyła mnie, że z energii życiowej można ochronić jakiś obszar i jedynie nasz pan może złamać takie pieczęcie. Mój pokoik to mój jedyny azyl, ale absolutnie bezcenny. Gdyby nie ta niewielka przestrzeń, załamałabym się już dawno. Życie w pałacu to nie jest dokładnie coś, co polecam. Komukolwiek. Chociażby gruboskórnym trollom.

Stawiam tacę na podłodze, obok posłania… Nie za często wykorzystywanego ostatnio. Są miesiące snu, zima, więc Khavar większość czasu spędza w pałacu. Nie brak mu obowiązków, ale nawet laik tutaj wie, że bardzo lubi zabawiać się ze mną.

Tylko, że bycie ulubionym pieprzeniem Khavara to nie wszystko. Gdyby przed rokiem ktoś mi powiedział, że moje życie w pałacu będzie nieustającym koszmarem, pomyślałabym, że chodzi wyłącznie o… intymne sprawy. Zaś cała reszta, po ułożeniu relacji z innymi rezydentkami, będzie wytchnieniem.

Jakże naiwne jest myślenie dziecka!

Ale chyba jeszcze gorsza jest niewiedza. Tu, w pałacu nawet cichociemni wiedzą o wiele więcej niż ja i nie chodzi przecież o układy. Pochodzę z wysokiego rodu, teoretycznie moja moc jest o wiele większa, a więc i zdolności, jak to mówią „wyssane z mlekiem matki”. Tyle, że większość dzieci wysokich rodów uczy się od swoich potężnych rodziców, tak jak w innych warstwach. Moja nie żyje, a życie uciekinierki nie sprzyja edukacji. Co z kolei skwapliwie wykorzystuje ten przeklęty babsztyl, Sati. Uwielbiała wytykać mi błędy w zachowaniu i protokole, a najlepiej publicznie. Każąc jak najdotkliwiej. Ileż w końcu można znosić zabieranie jedzenia, kiedy się prawie omdlewa z głodu, bo ‚siedziałam’ w ‚niewłaściwy’ sposób przy ‚jej’ stole, tak obraźliwe słowa, że dzięki nim nawet absolutnie zazwyczaj niewzruszalne Strażniczki okazywały mi współczucie wcale nie po cichu?

To, że nie wyniosłam tego z domu, mogło nie być jej winą, ale to nie było tak ważne. Chciała się tego nauczyć, tak wielu spraw przecież nie znała, tak wiele zwyczajnych dla innych spraw dla niej pozostawało nieosiągalne albo abstrakcją. Najgorsza była codzienność. Coś, co inni załatwiali jednym machnięciem dłoni, mnie zajmuje godziny. To tak strasznie upokarza… wiem, że nawet dzieci umieją doskonale wyczyścić swoje ubranie i terytorium jednym uniesieniem paluszka. Ja nie. Ale w życiu się do tego nie przyznam innym! Do innych błędów także. Bo pierwsi, których obwinią o taki stan rzeczy, to moi rodzice… a ten przeklęty babsztyl już dawno rozpowiedział, że jestem „prostackim bękartem znad jezior”. Nie powiem nawet Suri. To kobieta wielkiego serca, ale czasem mam wrażenie, że zawodzę ją we wszystkim. Oczekiwała kogoś innego, kiedy mnie tu sprowadzono i trudno się temu dziwić…

Moje myśli nieuchronnie wędrują w stronę taty. I Tana… i młodszego rodzeństwa. Musieli być represjonowani przez najeźdźców, jak każda inna rodzina, w której kiedyś była Strażniczka… Z pewnością nie powodzi im się za dobrze. Ale niestety, póki jestem tutaj więźniem, nie mogę im pomóc. A kiedy nawet w końcu pozwolą mi wychodzić, przez miesiące będzie to z pełną obstawą. Okrutne uczucie… teoretycznie nic mi tu nie brakuje, ale co z moją rodziną?

Już nawet mój posiłek, obrzydliwa papka bez smaku, marne resztki, których Sati nie może mi zabronić, musi być lepszy. W pałacu nigdy nie brak żywności, zwłaszcza dobrego gatunku, ale poza nim? Sati też kiedyś wyklinała zmiennokształtnych, że głodzą nas i naszą planetę, więc w ją i jej luksusowe życie też to musi uderzać. Jak źle jest więc poza pałacem?

Czuję znajome wibrowanie przy osłonach. Tęsknie, z żalem patrzę na naczynie. Mimo, że niemal cała jego obrzydliwa zawartość znalazła się w moim brzuszku, to jednak nadal moje wnętrzności rozszarpuje głód, napędzając irytację i bezsensowny gniew. Szczególnie przeciwko Sati. Ale co ja mogę przeciwko niej? Prawie nic. Moją jedyną ochroną jest, że jestem zdecydowanie ulubioną kochanką naszego pana. Nie jedyną, niestety… wówczas mogłabym całkowicie zetrzeć ten uśmieszek z twarzy Sati i powoli zmniejszyć jej władzę w pałacu. Ale niestety… jestem tylko czwartą nałożnicą. Na samym dnie hierarchii.

Marszczę brwi zaniepokojona. Ostatnio ciągle jestem głodna, myślę zmartwiona i w tej samej chwili oplata mnie władcze ramię, zaś drugie odbiera tacę. Typowe.

Och tak. Nie ja jedna jestem głodna.

Khavar rzadko jest na tyle zniecierpliwiony, by przerywać moje codzienne czynności. On doskonale wie, że i tak trafię do jego sypialni. Większość nocy, od kiedy tu trafiłam, spędzam z nim. Już ponad rok. Nie zawsze chodzi o intymne usługi, czasem po prostu chce, żeby zostawili go w spokoju, bo jest zbyt zmęczony by nawet myśleć, a moja obecność to gwarantuje… Ooooch, boleśnie się przekonali, żeby nie przerywać panu, gdy ja jestem w jego łóżku. Nawet Suri wtedy tam nie zagląda. Marna to pociecha mimo wszystko…

Usta Khavara już suną po moim karku, dłonie podsuwają materie… odrywa się i…

„Laiah…” mruczy mi niespodziewanie do ucha. Mrugam zaskoczona, czując ciepło jego oddechu. Potem jeszcze raz. Ciemny kąt rozpływa się, przemieniając z mgły na ten sam pokój, w którym byłam uwięziona. To sen…  tylko sen… powtarzam sobie. Ale usta sunące po karku są jak najbardziej rzeczywiste. Odskakuję jak oparzona, prawie zlatując z łóżka.

Gapię się z niedowierzaniem na blondyna, rozłożonego bezczelnie na moim łóżku, z aroganckim uśmieszkiem oceniając mnie, jakbym zaraz miała stać się jego zakąską.

Jakby nie zasługiwała na obiadek?

Myśl jest nagła i tak mnie zaskakuje, że nieruchomieję w pół ruchu. Jest moja i zarazem nie moja…

Pochodzi ze mnie.

Aż mną trzęsie.

Chyba jednak coś z tej całej Laiah we mnie siedzi. Nie wierzę, że jestem nią… ale też ci obcy nie wciskają mi i sobie tej bajeczki bez powodów. Pora wreszcie stanąć wobec faktów.

Coś we mnie siedzi. Tak głęboko, że dopiero ci obcy to ze mnie wyciągają… boleśnie. Więc może mi w końcu coś powiedzą, wyciągną to ze mnie. Oni dostaną co chcą, a ja spokój.

Marzenie ściętej głowy. Nie dadzą mi tak łatwo ani spokoju ani wolności. Wszystko co z tych snów wiem o Khavarze, to bardzo uparty obcy, chcący wszystko kontrolować, zwłaszcza swoje kobiety. Czemu przyciągam takich facetów, myślę zrezygnowana.

„Nie zjem cię.” jest prawie obrażony, jak mały chłopiec, któremu ktoś sugeruje, że zabawa zniszczy ukochanego misia.

„Dlaczego mam ci wierzyć?”

Chwila ciszy. Teraz to jest chyba naprawdę wściekły.

„Jak wiele pamiętasz?”

„Wiele i niewiele. Czasem drobiazgi, uczucia, jakieś sprawy… Wiem, że masz na imię Khavar, że były inne rezydentki… Ale przede wszystkim…” przełykam ciężko, kiedy w jego spojrzeniu widzę autentyczne przerażenie, jak niewiele wiem i pamiętam „Suri.”

Khavar nieoczekiwanie krzywi się.

„Zawsze byłyście związane. Ale to… jest zupełnie nieoczekiwane. Wielka szkoda, że jej nie zabrałem. Ale miała… inne obowiązki i wolała zostać w domu.”

Albo ty jej kazałeś, dodaję w myślach.

„Więc…” zakłada ręce za głowę „Skoro tak niewiele pamiętasz, czemu się tak ubrałaś? Może myślałaś, że przez to jakoś skorzystasz… na…?”

„Sati mnie tak ubrała.”

Chrząka.

„Po twojej reakcji wnioskuję, że ten strój coś znaczy?”

„Przynależność.” mówi, jakby to tłumaczyło wszystko.

„Sorry, E.T., ale chyba musisz wymienić atenki, bo nie nadaję na tych samych częstotliwościach!” burczę.

Khavar wpatruje się we mnie, jakby niczego nie rozumiał. W sumie się nie dziwię, jego znajomość ludzkiej kultury musi być dosyć powierzchowna. Biorę głęboki oddech. Sytuacja jest ‚lekko’ surrealistyczna. Ja w czymś kompletnie dziwnym, obcy facet na moim łóżku, psiakrew, naprawdę obcy i rozmawiamy o moim poprzednim życiu prostytutki na bardzo odległej planecie!

„Używasz angielskiego… tych samych słów, które powinnam zrozumieć, a jednak nie rozumiem. Mówimy tym samym językiem, ale dla każdego z nas ma on inne znaczenie. Chociażby dlatego, że ja spędziłam na tej planecie siedemnaście lat, które do kilku tygodni wstecz było wszystkim czym miałam. Żadnej wiedzy o jakimś poprzednim życiu, czegokolwiek. Nawet najmniejszego pojęcia. Co dopiero nagle dostawać dziwne sny, z których większości się nie rozumie, bo jest tak odmienne od znanego, ziemskiego. Równie dobrze możesz mówić w swoim rodzimym języku, zrozumiem równie mało.”

Khavar chce coś odpowiedzieć, może zaprzeczyć, nie wiem… przerywa mu jednak jakiś dziwny dźwięk, może echo… nie wiem, to wibruje w mojej głowie. Nieprzyjemne uczucie.

Khavar podnosi się, mamrocząc coś pod nosem. Gdyby to był człowiek, uznałabym, że przekleństwa, ale kto zrozumie obcego? I to takiego obcego? Dodaję bezwiednie, wodząc po jego gibkiej sylwetce w półmroku, kiedy idzie do drzwi. Cztery nałożnice i księżniczka… chyba coś z ego tego faceta jest nie tak.

Jakiś dwóch na zewnątrz bardzo przeprasza – bardzo ceremonialnie – coś podają Khavarowi, po czym ulatniają się pospiesznie. Ale nie bez uprzejmie rzuconych zszokowanych spojrzeń na mój strój.

Khavar siada z powrotem na łóżku. Stawia tacę pomiędzy nami. Aaaa, jedzonko! Mój żołądek już śpiewa entuzjastycznie na ten widok, ale przezornie nie robię najmniejszego ruchu.

„Wybaczysz?” blondyn wskazuje dłonią posiłek „Za dużo narad z naukowcami dzisiaj, nie było czasu… a potem ta niespodzianka w postaci twojego stroju.”

Patrzę na niego podejrzliwie. Oni chyba chcą mnie wykończyć, prawda?

Odwracam wzrok, ale z umysłem jest gorzej. Co prawda nie znam praktycznie niczego, co on je, ale moje ciało ma swoje potrzeby…

„Co znaczy ‚przynależność’?” pytam się, by oderwać na chwilę od nieprzyjemnego ssania w żołądku.

Dłoń Khavara nieruchomieje na chwilę, koniec końców odkłada dziwnie wyglądające coś, przypominające mandarynkę. Uch, chyba coś palnęłam.

„Pamiętasz coś ze swojego statusu, kiedy przybyłaś do pałacu?”

Marszczę brwi.

„Trochę. Co to ma do rzeczy?”

„Rezydentki mają dostęp do samego władcy, wielu jego tajemnic, no i chodzi o kwestie bezpieczeństwa… więc dawno temu wymyślono pewien rytuał, zwany przynależnością, dzięki któremu w przypadku jakiejkolwiek zdrady, fizycznie widać objawy i nie da się ich wyleczyć ot tak. Ale do tego, by to zadziałało… dziewczyna zawsze musi być niewinna.”

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *