Deja vu (18)

Rozdział osiemnasty: Śliwka w kompocie

Śliwka w kompociezdecydowanie. Chociaż zapewne jest jakiś tubylczy odpowiednik tego powiedzonka, ja go nie znam. Ale tak dokładnie się czuję i jest nader adekwatnym określeniem mojego stanu.

Jakoś dotychczas przestrzeń królewskiego apartamentu nie przeszkadzała mi w ogóle, teraz nagle stała się irytująca, jakbym chciała się odgrodzić od reszty świata w swoich odczuciach. Przewracam się niespokojnie na łóżku i w końcu decyduję wstać. Mój pan i władca niestety odwołany do obowiązków w najmniej dogodnym momencie nie zakazywał mi ruszania się z miejsca, więc wracam do pomieszczeń z wodą.

Khavar opanowuje moje myśli znów. Nie mogę powstrzymać drżenia na wspomnienie tego, co jeszcze pół godziny temu się tu działo. Jeśli jego odczucia to połowa moich, wcale nie jest niczym dziwnym jego próba odzyskania Laiah. Raczej dziwne jest, że dotychczas nie zwariował ze mną.

Zanurzam dłoń w wodzie. Jeszcze wibruje od naszej energii i od czegoś jeszcze trudnego do zidentyfikowania, ale bardzo dobrego i uśmiecham się do siebie. Zdecydowanie, pocałunek to było coś. Czemu nie mógł tak od początku?

Bo broniłam się rękoma i nogami…myślę z niemałą konsternacją. Nie należał do kogoś, kto by cenił wymuszenie, o nie. Ciekawe, co by zrobił znając wpływ tak prostej czynności na mnie.

Uśmiecham się znów. To raczej jasne jak słońce, nadal wolałby by wyszedł ode mnie i bez sprzeciwu. To jednak Khavar. Największy alergik tego układu na przymusy. A ja zaraz za nim. Jednak mamy więcej wspólnego niż podejrzewałam kiedykolwiek.

Energia z wody przeskakuje kroplami po mojej dłoni. Przeciągam ją pod powierzchnią kilkakrotnie, zafascynowana zjawiskiem które wcześniej mój pan opisywał. Jakby goniła mnie woda. Chociaż wcześniej tysiące razy zanurzałam dłonie, nigdy tego nie widziałam. Było coś różnego w tym zbiorniku – basenie wręcz, coś kompletnie odmiennego od innych ujęć. Znajome uczucia buzują pod skórą, połączenia z tymi miliardami cieniutkich sieci energii… fragmenty dusz, tak jak tego dnia gdy wyszłam z Pałacu i z nieba spadały płatki. To było to samo, tym razem przeznaczone tylko dla mnie. Bo w wodzie z Łąk była energia strażniczek, które oddały życie by trójka dzieci ocalała. I energia mojej mamy. I Karen. I innych, których nawet imienia nie jestem w stanie określić. Łzy zbierają mi się pod powiekami.

Basen usiał być dzisiaj połączony z zewnątrz – z zewnątrzną przestrzenią pałacu, uświadamiam sobie po chwili. W głowie nagle pojawia mi się obraz jaskini ze wspomnień Laiah, miejsca gdzie tak wzburzona oglądałam Khavara i Suri razem. Nie podobało mi się to wtedy i nie podoba teraz. Temat Suri wisi niczym czarna burzowa chmura na horyzoncie – zbyt daleko by się teraz przejmować, a jednocześnie nie można planować przyszłości nie wiedząc w którą stronę zmierza. Ciekawe, czy istnieje nadal?

Na pewno jest pod barierami ochronnymi, dociera do mnie z wody ogromnie silne przekonanie, więc dotarcie tam nie będzie łamało zakazu pozostania pod opieką. Czuję lekką ekscytację gdy wraz z tamtym wspomnieniem powraca inne – gdy szłam do tamtego miejsca. Wprawdzie nie pamiętam nadal spraw bezpieczeństwa, ale to groźne raczej być nie może? Gorzej niż nabroiłam dotychczas nie mogę…

Wychodzę z pomieszczenia kierując się na zewnątrz apartamentów. Strażniczki nie reagują, na szczęście lub też nieszczęście. Nie spodziewają się zatem szybko jego powrotu. Trochę żalu pojawia się w mojej głowie, ale odsuwam to szybko. Kiedy Khavar wróci, wrócimy do czegokolwiek co się zaczęło tam w basenie… to będą chwile, gdy dadzą nam spokój. A jeśli nie, wiem dokładnie jak sprawić, by wróciły stare zwyczaje. To dziwne, ale wiem. I niech ich pieło pochłonie, jeśli nie uda mi się postawić na swoim…

Antar ma niezwykłe barwy – inne niż na Ziemi. Czasem naprawdę trudno patrzeć na zalany światłem dwóch słońc ogród, chociaż w moich wspomnieniach nie ma nic bardziej normalnego niż taki widok. Dorastanie na Ziemi sprawiło, że wyciszone, stonowane wnętrza królewskiego domu moje oczy lubią bardziej.

Albo to jakaś część mnie obawia się sprzeciwu, złamania zasad. Chociaż to nawet nagięciem nie jest. Dziwne. Z jakiegoś powodu teraz, gdy znalazłam się pod promieniami słońca, pójście do głupiej jaskini przestaje wydawać się takim dobrym pomysłem.

Ignoruję wreszcie złe przeczucia i drepczę przez ogród do miejsca, gdzie powinno być wejście do jaskiń. Hm.Wpatruję się w kępę dziwacznych krzaków. Musiały urosnąć przez ostatnie kilka lat, gdy mnie tu nie było. W ogóle teraz to miejsce mało siebie przypomina, ale czuję że to jest to miejsce właśnie w którym jest wejście do jaskiń. Tym razem to wojna musiała dokonać zmian, przynajmniej powierzchownych. Nawet z tak ograniczonym odczuwaniem energii z zewnątrz, bez połączenia z energią płynącą z wody, ja po prostu wiem – to jest tomiejsce.

Wzdrygam się niespodziewanie i odwracam na pięcie. Nie, to nie jest dobry pomysł, dochodzę do wniosku. Lepiej nacieszyć się wodą w bezpiecznyc królewskic apartamentach.

I za dużo istnień czyha na moją wpadkę.

W moją stronę spieszy jakaś strażniczka. Bije od niej niepokój jakbym co najmniej zamierzała zwiać z pałacu i nigdy nie pojawiać się z powrotem. Unoszę pytająco brew. Niestety nie jest to osoba lubująca się w angielskim słownictwie. Wzdycham ostatecznie i decyduję się dalej zwiedzić ogród. Kto wie, może te jaskinie to rzeczywiście jakieś wyjście?

~ * ~

Myślałby kto, że oczekiwanie na Khavara będzie jakieś masakrycznie długie i nużące. Nee było. Wielka zasługa tego, że wrócił niespodziewanie szybko –  najwyraźniej strażniczki doniosły mu o mojej wycieczce po ogrodzie i coś je bardzo, ale to bardzo zaniepokoiło.

I dziwią  się, że mam dosyć sekretów i niezrozumienia przez tubylców…

Ale inna część mnie bardzo się cieszy, że posłuchałam wewnętrznego przeczucia i nie zeszłam do tej jaskini. Coś mi podszeptywało, że nie byłoby dla mnie żadnym problemem znalezienie wyjścia poza dom Khavara, że z jakiegoś tak piekielnie oczywistego powodu bułką z masłem dla mnie jest wyjście poza jego granice. Na razie jednak mój mózg jest zbytnio otumaniony, by dotrzeć do rozwiązania tej zagadki. Otumaniony oczywiście Khavarem.

Leżę sobie wtulona w jego ramię. Ot tak, po prostu. Żadnych podtekstów, nacisków, po prostu obecność jednego wobec drugiego. Uśmiecham się bezwiednie. To naprawdę wyjątkowo miłe. Jakby otaczało mnie ciepłym, przyjemnym kokonem. Wzdycham. Dawno nie czułam się tak dobrze. A biorąc pod uwagę poprzednie życie jako Laiah, to zapewne przez całe poprzednie życie nie czułam się w połowie tak dobrze jak teraz.

Krótki grymas na mojej twarzy oczywiście zaalarmował Khavara. Diabełek stał się specjalistą od subtelnych oznak moich humorków. Jak tak dalej będzie mu szło, szybciej będzie wiedział co mi siedzi w głowie niż ja.

„Nic…” uśmiecham się do w jego ramię. To nieprawdopodobne, jakie przyjemne odczucia powoduje świadomość, że ktoś się tak o drugą stronę troszczy i stara się dostroić. Jak mogłam tego nie dostrzegać? Moja własna głupota i uprzedzenie teraz zdają się wprost niepojęte. „Mała refleksja o poprzednim życiu.”

„Hm?” uśmiecha się leniwie i wiem, że to jest zwykłe pytanie. Bez złośliwego zamiaru i podtekstu, po prostu ciekawość a nie chęć zdenerwowania mnie czy wydobycia informacji które mógłby wykorzystać dla siebie w naszej małe damsko – męskiej bitwie.

Co się dzisiaj ze mną dzieje, dumam. Jakby ktoś przestawił biegun.

„Nie sądzę, bym czuła się równie dobrze w poprzednim życiu.”

„Hm…” Khavar spokojnie się zastanawia, po czym lekko przewraca mnie na plecy i pochyla nade mną z łobuzerską miną „Gdybyś pamiętała całeswoje poprzednie życie… takiego dylematu byś nie miała,”

Doskonale wiem, jaką częśćcałegopoprzedniego życia ma na myśli, ale nie podejmuję tematu. To jak walka z wiatrakami. Pewne rzeczy przynajmniej…

Stwierdzam, że czas najwyższy zmienić temat.

„Przypomniałam sobie dzisiaj jedną rzecz…”

„Dobrą czy złą?” pyta się ostrożnie. Naprawdę ostrożnie. Ha! Sama zasłużyłam na to podejście, nikt inny.

„Obie.” trochę niepewnie na niego patrzę „Byłam w jakiskini…  z wodą. Jakiejś szczególnej, nie pamiętam jednak dlaczego szczególna była… a dzisiaj zbliżyłam się do niej, ale nie miałam dobrych przeczuć. Zawróciłam.”

Oczy Khavaa przypominają burzę. Wcale nie letnią, wcale nie zimową… przetacza się tam niezły sztorm.

„I dobrze.” stwierdza stanowczo „Nie byłaś gotowa tam pójść, nie z tym co krąży tam.”

Ciężki kaliber. Cokolwiek tam było, chyba dobrze, że mnie powstrzymywało.

„Początek był dobry. Opowiadałeś o gonieniu wody… i to nagle zrobiłam. Bez problemu najmniejszego, nawet nie wiem jak. Równie łatwe co oddychanie, po prostu to robisz, a jak chcesz się skupić na tym, to się dusisz.”

Khavar uśmiecha się. Z prawdziwą dumą! No proszę, jednak zdolna jestem wywołać u niego pozytywną reakcję.

„Ale nie idź do jaskini.” ostrzega mnie z czułością, całując na czubku głowy „To miejsce wspomnień… zmarłych. To najskuteczniej broniona brama wejścia i wyjścia z pałacu. Nikt, absolutnie nikt, przez to nie przejdzie. Pewnie nawet by mnie… zbliżyło do stanu śmierci.”

Marszczę drzwi. To nie zgadza się ani na jote z tym, co pamiętałam. Dla mnie to była najłatwiejsza droga wejścia i wyjścia, nie licząc ponurych odczuć gdy widziałam tam Suri z Khavarem. Ale z drugiej strony, od czasu mojej śmierci mogło się tam zmienić. I to wiele. Ktoś inny pewnie zostawiłby temat, ale nie ja. Stare wady nadal są na dyżurze.

„Nie rozumiem. Co masz na myśli…? Co mają wspomnienia do ochrony bramy?”

„Cóż…”wzdycha ” Nie wiem na ile pamiętasz, nasze istnienia to energia. Jak wszystko w kosmosie. Energia wystarczająco silnych strażniczek… się tam gromadzi.”

„Jak silnych?”

„Bardzo silnych.” mówi z przekonaniem i mu wierzę. Energia pod skórą mi wibruje. Myślę, że energia mamy była tam. Silna, mocna – nie tak, jak w wodzie na Łąkach. Bo zawsze to, co było zdolnością mamy, przychodziło mi jak bułka z masłem. Nic dziwnego, że przechodziłam bez trudu, skoro cząstka mamy chroniła ten teren. I miałam główne zdolności identyczne z niej. „Bądź ostrożna, dobrze? Nawet my nie wszystko pojmujemy, a już tej jaskini na pewno nie prócz jednego, najistotniejszego faktu na świecie: kogo przepuszcza. Nikt, kto nie miał w sobie królewskiej krwi, nie przeszedł przez tą bramę żywy. Nie chcę cię stracić tylko dlatego, że nie pamiętasz.”

Tags:

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *