Deja vu (11)

Rozdział jedenasty: Pierwsza szczelina

Kicha.

Przewracam się na drugi bok, nie chcąc już patrzeć na wskazówki zegarka. Minęło pół nocy i pomimo zmęczenia nie mogę zasnąć. Przewracam się tylko sfrustrowana, nie wiedząc za bardzo co ze sobą mam zrobić. Chciałabym odpocząć chociaż trochę, mieć rano coś innego niż pustkę i skołowanie w głowie, ale jak na złość, nic mi ostatnio nie chce wyjść jak powinno.

Część mnie miała tę irracjonalną nadzieję, że moja jawna niechęć i bunt jakoś zniechęcą Khavara. Ale nie, jak zwykle na opak… wzdycham ciężko. Facet jest diabelnie uparty! Chociaż pewnie też dumny, wszyscy patrzą na niego i na mnie. To frustrujące! A myślałam, że oczekiwania Maxa są ponad moje siły… Chyba oszalałam. O wiele łatwiej byłoby do końca życia być cudownym i uroczym niewiniątkiem…

Wstaję i drepczę do dużego pokoju. I tak nie ma sensu, żebym brała i złościła się sama na siebie. A pewnie kiedy bym zasnęła, znowu nawiedziłyby mnie mało przyjemne wizje… Chyba powoli mam tego dosyć. Ileż można? Czemu do diaska nie może przyśnić mi się, jak odkryłam że jestem w ciąży? Albo jakieś szczęśliwe chwile z Tanem… Chyba muszę uciąć sobie poważną pogawędkę z moim bratem. Mężczyźni zupełnie nie rozumieją psychiki kobiet…

Albo też to było celowe… Cała ta niby katastrofa, mój brak dobrych wspomnień – to wszystko mogło być zamierzone. Tan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie byłam szczęśliwa w pałacu i jak bardzo nienawidziłam życia rezydentki. Może chciał zapobiec powtórce z historii… nie znam szczegółów technologii, która przywróciła mnie do życia, ale co by tak naprawdę było, gdyby Kyle się nie obudził? Wszyscy pozostali oprócz Tana przecież nie żyli….

Wzdrygam się nieznacznie. Nie jestem pewna, czy to by było takie fajne. Miałabym wówczas krew na moich dłoniach. Osób, które nie zawiniły niczemu oprócz słuchania rozkazów swojego uwielbianego powszechnie pana. Dla innych nie był okrutny ani bezwzględny. Przynajmniej ja nie bardzo pamiętam, by był za dobry dla mnie. Wszystko, co mi się z nim kojarzy jest przykre, ponure i naznaczone przymusem. A przecież chyba aż tak źle nie mogło być? Nie wyobrażam sobie, bym potrafiła wytrzymać tam tyle lat, nawet poświęcając się dla rodziny. Coś musiało być dobrego oprócz Surinah, nieprawdaż?

„Co tak ciężko wzdychasz?” Kyle nagle pojawia się przede mną. Teraz to mam powód do irytacji. On chyba opanował sztukę teleportacji lub czegoś podobnego, potrafi zajść mnie kompletnie nieprzygotowaną. Chociaż… być może to potrafimy. Początek mojej pierwszej nocy w sypialni Khavara jest przecież naznaczony czymś takim… ‚pojawiałam się’ za materiami. Porównanie do mocy zmiennokształtnych i hybryd jest więc dosyć ułudne. Laiah też za wiele o możliwościach mocy nie wiedziała… Więc co ja tak naprawdę wiem?

„Myślałam o tym, co mogło być tam dobrego, co pomogło przetrwać trzy lata w pałacu… a tego nie pamiętam lub tylko jakieś fragmenty.”

„Surinah.” Kyle rzuca natychmiast, bez niezdecydowania.

„Nie.” potrząsam głową, starając się nie pokazać, co ze mną robi wspomnienie jej zdrady. Była jak matka dla mnie. Może nawet bardziej niż ta rodzona, która oddała za mnie życie. Koniec końców i tak ktoś mnie wykończył… jej poświęcenie poszło na marne, zaufałam nie tym, co należało. Ale czy tak naprawdę? Dlaczego do diaska Vilandra zabiła mnie, a nie Surinah – matkę następcy tronu? To jest kwestia… „Jestem jej ciekawa, ale nieszczególnie darzę sympatią.”

„Co masz na myśli?” Kyle patrzy na mnie zaintrygowany.

„Wiem, że sporo mi pomogła, przynajmniej tak mówi mały, uporczywy głosik w mojej głowie… Nie wiem, po prostu mam to nieodparte wrażenie, że niezbyt ją lubiłam pod koniec mojego życia.” mówię dosyć ostrożnie. Twarz Kyle’a jest neutralna i nie wydaje jakiejś emocji. To chyba wydaje więcej niż nie chciałby zdradzić. Jakoś tłumienie tych gwoździ w żołądku nie idzie mi już tak łatwo…

Jakbym chciała, żeby to, co pamiętam okazało się nieprawdą…

Przynajmniej miałabym czystą kartę. Bałabym się nieznanego, ale teraz wiem, że nieznane może być koszmarem nie do wyobrażenia. Błogosławiona niewiedza… a teraz jeszcze myśli kotłują się mojej głowie jak zwariowane! Nie mam nawet sekundy wytchnienia…

„Zresztą, co za różnica i tak ją guzik obchodzę.” wzruszam ramionami „Coś jeszcze? Nie wydaje mi się, żebym tam wytrzymała tyle czasu, tylko mając za zalety znajomość z panią Surinah.”

„Czemu tak myślisz?”

„Co myślę? Że było tak źle?”

„Niee, Surinah. Dlaczego myślisz, że ją nie obchodzisz? Dawała wielokrotnie dowody czegoś zupełnie przeciwnego…”

„A myślał kto, że Khavar to uparta osoba…” wzdycham „Nie ma jej tu, zamiast tego przysłano osoby, których najbardziej nie cierpiałam… Inne obowiązki? Cienko to widzę. Nawet Khavar nigdy nie potrafił jej zmusić do czegoś, czego nie chciała…”

„A myślał kto, że Khavar to uparta osoba…” Kyle ironizuje.

„Uparta.” kiwam głową „Usiłuję coś sobie przypomnieć, ale im bardziej się staram, tym bardziej tylko boli mnie głowa i nie dochodzę do niczego dobrego. Zaczynam świrować, a to niezbyt się tu wszystkim podoba….”

„Mało kto w gruncie rzeczy orientował się w tym, co lubisz, a czego nie. Czy był powód, dla którego na początku wytrzymywałaś to wszystko? Chciałbym myśleć, że tak…” odwracam się powoli. Khavar, w samych dżinsach i podkoszulku stoi oparty o framugę. Facet-cień czy co? „Nie mamy pojęcia, dlaczego czasem wydawałaś się szczęśliwa, a czasem nie. Surinah przez większość czasu była w stanie do ciebie dotrzeć, ale teraz jej tu nie ma.”

Patrzę się na niego w kompletnym zdumieniu. Khavar przyznający się do błędu? Khavar przyznający przy kimś obcym, i to w dodatku przy mnie, że wiele rzeczy wyglądało nienajlepiej? Zakłopotana odgarniam włosy za ucho i odwracam wzrok. Zupełnie nie wiem, co mam powiedzieć ani jak się zachować.

Chwilę później słyszę ruch i Khavara już nie ma. Skądkolwiek się tam wziął, już tam wrócił. Nie mogę zdusić dziwnego uczucia rozczarowania. Na co ja liczyłam? Wzdycham w duchu.

„Co?” mamroczę, kiedy zauważam, że Kyle patrzy na mnie z uśmieszkiem. Nawet nie chcę wiedzieć, co mu teraz chodzi po głowie. Mimo to nadstawiam ciekawie ucho, kiedy wreszcie decyduje się samemu powiedzieć coś poza oficjalną konwencją.

„Nie znałem cię w poprzednim życiu. Nikt chyba tak naprawdę nie może powiedzieć, że cię ‚znał’. Nie wiadomo właściwie, skąd pochodzisz, kim była twoja rodzina, dlaczego lubiłaś niektórych obecnych na dworze… Przebywałaś zazwyczaj ze Strażniczkami, co samo w sobie było łamaniem konwencji. Początki twojej rezydencji bez wątpienia nie były najlepsze dla ciebie, chociaż nikt na dworze nie miał najmniejszej wątpliwości, że Khavar miał zdecydowanie słabość do ciebie i się z tym nie krył. Potem jednak coś się zmieniło, stałaś się zdecydowanie o wiele pogodniejsza i odporniejsza na ataki Sati.”

„Głupia suka.” prycham.

„Wtedy tego byś nie powiedziała.” zaśmiał się „Ale utrudniała ci życie jak mogła, bo twoje przybycie było zdecydowanie jak mocny policzek dla niej. Była już jedyną kobietą w pałacu, która gościła w jego sypialni. Co za wredota to była…” duma „No nic, zatkało ją, kiedy ciebie zabrali, a ty stwierdziłaś, że się cieszysz, że ona go pieprzy… Słyszałem, że po tym Khavar podobno się przewrócił. Zawsze byłaś… zazdrosną osóbką i nie lubiłaś konkurencji, miał nadzieję, że zmusi cię do działania, czegokolwiek, a tu – bęc…”

Najpierw uśmiecham się nieśmiało, potem coraz bardziej, aż wreszcie śmieję się. Cicho, ale jednak.

„Musiał mieć głupią minę.”

„Tia… Tor jak to opowiadał, pokładał się ze śmiechu. To musiał być widok godny przynależności do wysokich rodów. No nic, ale nikt oprócz Suriny i ciebie nie miał nigdy na niego jakiegokolwiek wpływu, wy wyrabiałyście normę za wszystkich pozostałych…”

Ziewam mimowolnie.

„Jakikolwiek genialny, wkurzam go non stop. Oby tak dalej, może mnie zwolni…”

Teraz to kolej Kyle’a, by prychać. Przezornie jednak nie komentuje mojego życzenia z głębi ducha…

„Tak czy siak, wywołujesz w nim naprawdę silne reakcje. Laiah zdecydowanie nigdy z tego nie korzystała dla siebie, ale taka Sati nie zawahałaby się, mając jedną setną takiego wpływu. Nie chcesz go pieprzyć? W porządku. Ale bachorowanie to nie sposób na to. On z pocałowaniem ręki tylko będzie z boku, robiąc wszystko czego sobie życzysz, żeby nauczyć się nowego świata i mnóstwa informacji i umiejętności, bez których nie przetrwasz w naszym świecie. Ledwie echo tego, kim była Laiah i jej wpływu, którego kompletnie nie była świadoma – i władca całej cholernej planety i kilkudziesięciu jej wymiarów robi sobie urlop, żeby polecieć na inną po byłą kochankę… Widzę, że masz dalej wadę Laiah – nie widzisz pewnych zależności, swojego wpływu na niego. Ale w momencie jak postawisz stopę znów na królewskim antarskim dworze, zrozumiesz, że tak naprawdę jedyne co jest ważne – to teraźniejszość i przyszłość. Będąc w części Laiah, masz na niego jej wpływ. I teraz zależy od ciebie, nie twoich wspomnień, jak to będzie wyglądać. Od ciebie zależy w którą stronę to wykorzystasz. Możesz go zniwelować, albo sprawić, że twoja przeszłość jako Laiah odejdzie w zapomnienie – bo nigdy nie będziesz traktowana jak ona. Nie pozwolisz na to, Liz.” patrzy się na mnie wymownie „Nie wiem, czy jest sens roztrząsać teraz i szukać, co było dobre. Już prędzej – co będzie. Coś, na co masz jak najbardziej wpływ. Jeśli tego nie widzisz – ja ci to mówię jako twój ochroniarz i przyjaciel przez ostatnie kilka lat. Oczywiście, nawet najbardziej ponure wspomnienia, każdego błędu, pomyłki, rany – cokolwiek, dodają ci wiedzy, ale czasem… lepiej nie wiedzieć. Prawda?”

Wzdycham. Środek nocy to nie jest najlepsza pora na uświadamiające pogawędki, ale chyba… on ma racje. Sama zauważyłam, że mój bunt działa w przeciwną stronę. Ale z drugiej, ja naprawdę nie pamiętam, żebym była jakąś szczególnej klasy uwodzicielką. Wręcz przeciwnie! Trzęsłam się jak osika, idąc wtedy po raz pierwszy do niego… a potem? Wcale nie lepiej. Nie umiałam nim manipulować, ani nie czułam, żebym miała tak naprawdę jakąś władzę nad nim.

„Nie nadaję się na uwodzicielkę.” mamroczę w końcu, przypominając sobie jednak z winą, że przecież jakoś potrafiłam tym wszystkim sterować, żeby pomóc mojej rodzinie… i pod koniec mojego życia, na litość boską, umiałam ukryć przed nim ciążę pomimo naszego ‚połączenia’! Tylko czemu wcale nie czuję się na siłach temu podołać?

Kyle śmieje się. Znów. Co jest tak zabawne w tym wszystkim, zupełnie nie rozumiem tego. Ale to perspektywa faceta, nie kobiety. Im tylko jedno w głowach. Tak. Po doświadczeniu dowodów obsesji Khavara na moim punkcie chyba przyznam obiegowej opinii nieco racji.

„Nie jesteś i nigdy nie byłaś. Chyba to właśnie kręci go w tobie.”

Marszczę brwi.

„Wyjaśnij.”

„Bardzo proste. Jesteś powszechnie uwielbianą, otoczoną czcią osobą, która ma wszystko i wszystkich – co sobie zechce. Ale ci wszyscy, którzy tak mu schlebiali, robili to dla króla, nie dla Khavara jako osoby. I nagle pojawia się drobna osóbka, na punkcie której dostaje niezłego kręćka. Gorzej, on nie kręci jej… ani nic, co posiada. Musi się postarać o zdobycie uznania. Będę niedyskretny, ale chyba za to mnie nikt nie zabije, po pałacu krążyły plotki, że to ty rządzisz w jego sypialni, a nie on. Ergo, mógł ciebie wzywać kiedy chciał, ale najwyraźniej coś więcej zależało wyłącznie od ciebie. Nie byłaś posłuszną mu laleczką świadczącą usługi na pstryknięcie palców jak Sati i może właśnie dlatego tak się wścieka kiedy mówisz o sobie jak o prostytutce. Nie wiem. Widzę po prostu wyraźnie, że on nadal się stara znosi te wszystkie dąsy, bo to, co jego przyciągało w poprzednim życiu, masz nadal. A nawet masz tego więcej. Dla niego jest jasne, że możesz wrócić na Antar, bo on jako władca sobie tego zażyczył, ale to, jak będzie między wami zależy od niego wyłącznie jako faceta, osoby. Nie będziesz szła z nim do łóżka, bo chcesz żeby kupił ci jakieś świecidełka albo dla przywilejów. Nie uwodzisz, jesteś bardzo szczera w swojej niechęci do niego, mimo, że jest władcą naszej rasy i naszego świata.”

„Dlaczego kiedy ktoś inny mi to wszystko mówi, wydaje się to jasne i logiczne, a ja sama nie umiem do niczego dojść?” wzdycham „Niby to pamiętałam, ale nie rozumiałam…” zamieram, przypominając sobie moją chwilę wcześniej wewnętrzną zagadkę – jak zdołałam ukryć ciążę. Laiah nie myślała specjalnie o tym, więc nie pamiętam tego. Nie musiała myśleć, ona to wiedziała, przyjmowała jako naturalne.

„Chciałaś coś dobrego – masz. Nic przeciwko twojej woli, obojętnie co, gdyby cię zmusił, straciłby to, co go do ciebie przyciąga…”

Nic przeciwko mojej woli… powtarzam sobie w myślach, wracając do swojego pokoju. Teoretycznie to wygląda jako element jakiejś gry, mającej sprawić, że wrócę do jego łóżka, może praktycznie jest tym, ale też jakoś dziwnie uspokaja. Nie wiem, ta rozmowa jakoś uświadomiła mi, że chyba największy sprzeciw we mnie budził nie sam Khavar, ale myśl o tym, że ktoś chce mnie, bo byłam Laiah, a nie dla mnie samej. W jakimś dziwnym sposobie jesteśmy podobni z Khavarem. Nie jestem szczególnie pewna, czy mi się to w ogóle podoba, ale uspokaja.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *