Czereśniowe rzeki (7) – zakończenie

Część siódma

„Płatna zabójczyni? Egipt?” Biggs kompletnie osłupiał, wlepiając wzrok w przyjaciela. Albo stracił rozum, albo też zdarzyło się tak, że po dniach bezustannego kochania się, pozbawiony krwi, a więc i tlenu, mózg Aleca wyprawiał dziwne rzeczy… „Momencik.” podrapał się po głowie, usiłując ogarnąć wszystko, co usłyszał przez ostatni kwadrans. Brzmiało… niewiarygodnie. Nie widzieli się od pogrzebu Uki, ale psiakrew, komuś tutaj nieźle odbijało, albo też komuś zdrowo odbiło dwa lata temu, że wszystko ewoluowało do tak paskudnej sytuacji. Tyle istnień straconych… to wszystko nie chciało mieścić się w jego głowie. Tym bardziej wizja przyczyny, dla której Liz wyemigrowała do Egiptu na dwa lata, a jej dłonie były najgęściej pokryte bliznami, jakie kiedykolwiek widział w życiu… Musiała rozwinąć niewiarygodną moc i zdolności, by samej sobie poradzić na obczyźnie i nie zdradzić swojej tożsamości ludziom. Albo innym z ich rasy… Z drugiej strony zyskali świetnego wojownika, który raczej nie będzie próżnował w nadchodzącej wojnie. O ile Alec wypuści ją na parę sekund ze swoich zwinnych łapek. „Żeby obalić i zabić rodziców Liz, wszyscy pozostali Parkerowie, co do jednego, musieliby zawrzeć sojusz, wszyscy musieliby wystąpić przeciwko nim, żeby w porę się nie zorientowali… a przecież narzeczonym Uki był inny Parker… o ile dobrze pamiętam?”

Alec zamknął oczy. Wspomnienie roztrzęsionej Uki w śnie Lii nad ranem nocy rytuału, mówiącej, że straciła narzeczonego, a rodzice nie żyją i ma uciekać z kraju jak najszybciej, bo Parkerowie zawarli sojusz przeciwko nim, było wciąż świeże mimo upływu trzech tygodni od kiedy to Lii pokazała mu je w swojej głowie. Trząsł się po tym długo. Nawet jego, o wiele starszego i doświadczonego przez walki z ludzką społecznością, uczucia, jakie wyzierały z obrazu zakrwawionej, roztrzęsionej postaci, przyprawiały o bolesny skręt jelit. Czym to musiało być dla Lii? Zaraz po bolesnym wszakże rytuale?

Nie chciał jej wypuścić… w ogóle. Ale musiała wrócić do Egiptu, uporządkować swoje sprawy. I teraz czekał na nią niecierpliwie… chociaż może odrobina cierpliwości w tym była. Ich więź nie była niestety pełna i każda próba zbliżenia podczas nocy rytuałów z pewnością skończyłaby się znów bolesnym szokiem dla Lii. A naprawdę wątpił, by zdołał powstrzymać się od dotykania swojej ślicznej żony chociaż na chwilę. Szczególnie, kiedy nareszcie dorosła, nie miała nic przeciwko, a ten figlarny błysk z brązowych oczach nawet bez specjalnych mocy mówił mu świetnie, co jej chodzi po głowie.

Zgłosił się więc na służbę podczas nocy rytuału, nie mając właściwie co robić prócz myślenia o Lii, ale każda myśl o jej cudownym ciele wywoływała gwałtowną reakcję jego ciała i po prostu nie mógł doczekać się jej powrotu. Rozmowa z Biggsem pomagała na tyle, że przypomnienie sobie tych wszystkich nieporozumień i nieszczęść nieco go ostudzało… Na krótką chwilę.

„Owszem. Oni wszyscy. Uki go zabiła, jak zresztą każdego innego zdrajcę, on był tym, który doniósł ludziom o nie-człowieczym stanie Parkerów i wydał ich na śmierć…”

„I to Uki była sądzona za zdradę… Jakim cudem nikt prócz Uki i Lii nie wiedział przez dwa lata?” jego przyjaciel pokręcił głową z niedowierzaniem.

„A ktoś by uwierzył dwójce dzieci?” Alec spytał cicho „Parkerowie popełnili kilka błędów, ale nie do tego stopnia! Przyszły mąż Uki musiał być jednym z prowokatorów, byłby wszakże współmałżonkiem nowej szefowej klanu… winda w górę.”

Usta Biggsa wygięły się znacząco.

„I co ty powiesz?” mruknął, zarabiając rozbawione parsknięcie i znaczący uśmieszek od zielonookiego.

„Mam w domu księżniczkę bez klanu, który wymagałby jej troski, opieki, czasu, poświęcenia i wydatkowania mocy… Wpadnij kiedyś do nas, przysięgam, jedyne, co się zostało z dawnego urządzenia apartamentu to światło i blat kuchenny…”

„Wolę nie pytać, czemu akurat blat…”

Alec chrząknął.

„Nie pytaj…” jego ciało znów zacisnęło się w tęsknocie za drobną istotką w jego ramionach. Pasowała do niego znakomicie. Tak idealnie… co do milimetra…

„Źle z tobą, stary…” Biggs poklepał go znacząco po ramieniu.

„Sam się przekonasz!” zielonooki uśmiechnął się, nie mógł się doczekać by zobaczyć przyjaciela okręconego wokół paluszka drobnej blondwłosej istotki, a biorąc pod uwagę, że w tym roku Biggs jak najbardziej zamierzał brać udział w rytuale, sama jego obecność w obozie doskonale o tym mówiła, stanie się to raczej szybko. W zeszłym roku jego narzeczona nie wzięła udziału, bo przenosiła się właśnie do Japonii, po paskudnych wydarzeniach w Szwecji. Swoją drogą z niej też musiało być niezłe ziółko, skoro potrafiła wytrzymać we wstrzemięźliwości aż do teraz. „Powodzenia z Cece…”

Biggs uśmiechnął się. Alec oderwał się od ściany i powędrował dalej korytarzem. Nie miał służby przez całą noc, tylko zasadniczo gdzieś do drugiej nad ranem. Bycie wartownikiem nie było takie złe… jeszcze. Potem rozbrykana młodzież raczej będzie chciała opuścić obóz niż w nim pozostać. Paskudztwo, które przygotowywali szefowie klanów co roku i dawali im do wypicia, wywoływało dosyć dziwne zachowania. Nigdy nie wiadomo było, czego się spodziewać. Czasem z tego wszystkiego wychodziły najbardziej niemożliwe pary, ale które potem wcale nie były mniej szczęśliwe od tych ustanowionych przez rodziców. Podejrzewał, zresztą jak wielu innych, że to rodzaj narkotyku, niwelujący ich psychiczne bariery, pozwalające bezbłędnie ocenić, kto się dla kogo ‚nadaje’, zarówno emocjonalnie jak i genetycznie. Nigdy dotychczas nie zdarzyło się wszakże, by podczas rytuału wybrali się bliscy krewni. Kiedy zapytał o to Lii, kiedy już cała pieczęć klanu przeniknęła do jej ciała po śmierci siostry, a więc i cała wiedza, uśmiechnęła się tajemniczo i mruknęła, że ‚zwyczajni’ nigdy dotąd nie zbliżyli się w swoich podejrzeniach do prawdy. Dziwny, przezroczysty płyn, który zawsze pili, był niepodobny do niczego i niejeden dalby sobie obciąć rękę, by zdobyć przepis. Ale szefowie klanów nigdy nikomu nie zdradzali tej odwiecznej tajemnicy. I nie pamiętał, by kiedykolwiek się to zdarzyło w historii ich rasy. Inaczej w prawie zwyczajowym byłaby jakaś kara za to.

~ * ~

Lii pochyliła się nad bezwładnym teraz ciałem. Przerażone oczy Rachel Berrisford śledziły każdy jej nawet najmniejszy ruch. Wpatrywała się w poddaną jej woli osobę bez żalu czy gniewu, jedynie z niesmakiem. I przez kogoś takiego upadł mój klan.

„Bezbolesna śmierć w czasie snu to niezmiernie rzadki luksus. Niewielu może sobie na to pozwolić.”

Ujęła jej twarz w dłonie, zmuszając by spojrzała prosto w jej własne oczy. Wdarła się do jej głowy bez najmniejszego protestu. Rachel była dziwnie słaba w porównaniu do niej. W ogóle teraz wszyscy inni wydawali się jej o wiele słabsi niż pamiętała. Ale to pewnie jej percepcja tych spraw się zmieniła przez zwielokrotnienie jej własnych umiejętności i mocy. I teraz jeszcze była panią klanu, co prawda bez klanu, ale pieczęć dawała jej dodatkowe możliwości i wiedzę. Jak dla przykładu, co ostatecznie tak rozwścieczyło pozostałych Parkerów, że zdecydowali się w końcu obalić jej rodziców. I jak się to wszystko potoczyło dalej, wiedziała aż za dobrze.

„Moim rodzicom na to nie pozwoliłaś, więc ja nie pozwolę tobie również. Mój tata mawiał, że zbiera się to, co się posiało. Chyba przyznasz mu rację?” uśmiechnęła się ironicznie „Wlazłaś z butami w jedną z najkosztowniejszych umów rodowych, wywołałaś wojnę między naszymi klanami, która kosztowała życie trzydziestu dwóch Parkerów, potem moich rodziców, Uki, jej narzeczonego i każdego innego Parkera, który wystąpił przeciwko nim. Dlaczego sądziłaś, że ujdzie ci to na sucho, i jeszcze dostaniesz mojego męża?”

W oczach Rachel była trwożna bezsilność. Nie zamierzała się nad nią znęcać specjalnie, ale nie pozwoli jej odejść bez dokładnego pojęcia, ile bólu wywołała. Nie zamierzała też brudzić sobie rąk nią. Nie zasłużyła.

Kwadrans później opuściła mieszkanie, zostawiając na łóżku cichą, bezwładną dziewczynę, wpatrującą się w sufit zapłakanymi oczami. Obrazy wirowały w jej głowie, uczucia zalewały umysł. Zanim nastanie świt Rachel Berrisford odejdzie na zawsze, nie mogąc udźwignąć winy.

Koniec

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *