Czereśniowe rzeki (6)

 

Część szósta

Liz ziewnęła, przeciągając się. Wybudzające się powoli ciało nieznacznie pobolewało w miejscach, których dotychczas istnienia nawet nie podejrzewała.

Psiakrew, nigdy w życiu nie przypuszczała, do czego są zdolne usta Aleca. Gdyby dwa lata temu nie została tak boleśnie zaskoczona, nigdy w życiu nie zostawiłaby obozowiska, rytuału, jego, przeklinając Uki nawołującą ją w snach do opuszczenia Japonii, by ratowała swoje życie…

Na Bogów, niewiele wiedziała o relacjach damsko-męskich. Być może stąd jej dziecinne zachowanie? Obawa, że Alec należy już do Uki, mimo, że nikt o niczym nie wspominał… ale te plotki… raz słyszała, że zawarto umowę między McDowellami a Parkerami, ale łudziła się przez lata, że nie Aleca to dotyczyło. Ileż razy bała się, że przyjaźń Uki i Aleca to coś więcej… a dorośli nie chcieli nic jej mówić, nawet jeśli wielokrotnie pytała wprost. Zwłaszcza Heubena, orientując się już w wieku dziesięciu lat, że rodzice nie powiedzą jej niczego z jakichś swoich dziwnych fanaberii. Ale nic nie powiedział, drań. Już ja się z tobą policzę. Będziesz kłaniał się na Sądzie Ostatecznym, a nie zwracał moje pozdrowienie…

Och, jak najbardziej umowa dotyczyła Aleca. I jej samej.

Szeroki uśmiech na jej twarzy był chyba dla Aleca czymś naprawdę niezwykłym, ponieważ uniósł się na łokciu, z leniwym uśmieszkiem studiując te skrawki nagiego, wymęczonego ciała, których nie osłaniały okrycia posłania czy też on sam. Ale jego zaborczo przerzucone przez jej talię ramię nie zwolniło ani na gram swojego uścisku. Hm.

„Po prostu myślałam o tym, do czego doprowadziła moja niewiedza o naszej umowie małżeńskiej…” wyjaśniła wobec niezadanego pytania, wodząc koniuszkiem palca po jego łuku brwiowym. Zamknął oczy, najwyraźniej ciesząc się tą lekką pieszczotą.

„Rok temu… Z początku nie wierzyłem Uki, że nie wiedziałaś zupełnie o niej.” pomrukiwał przy ciepłej skórze jej szyi. To była taka ulga i spokój, że była tu z nim. Ale jednocześnie gdzieś tam tliły się iskry niedowierzania. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe…

„Nie, nie wiedziałam. Nikt nie chciał mi powiedzieć, Uki też słyszała tylko plotki… tak mi przynajmniej mówiła. Ale teraz wiem, że wiedziała. Nie rozumiała jednak, dlaczego rodzice nie chcą jej wypełnić…” zamarła na moment, przypominając sobie z drżeniem ich pierwszy raz podczas rytuału… słodko-bolesny, niewiarygodne jednoczesne połączenie spalającego całe ciało pragnienia i bólem nie mogącej się zawiązać więzi… po prostu koszmar…  słodko-bolesny… ale nie zawahałaby się ani sekundy, gdyby miała to powtórzyć… „Powiedziała mi, że nie tylko mogę, ale powinnam. Ona naprawdę wolałaby już być ze swoim narzeczonym…” jej wargi drżały w rozbawieniu na wspomnienie tej dziecinnej zazdrości, którą odczuwała na myśl o Uce i Alecu; jakim cudem mogła pomyśleć o nich jak o parze? Chyba tylko ona zaciemniona zazdrością… i strachem, że zanim osiągnie odpowiedni wiek i rodzice wyślą ją na południe na rytuał, jakaś dziewczyna dorwie go pierwsza. Wykrzywiła się nieznacznie. Ależ była głupiutka. „Przez chwilę myślałam nawet, że to ty…” przyznała się mimo własnej wewnętrznej walki i wahań.

Jego usta zamarły przy jej skórze, przerywając niesamowicie przyjemną pieszczotę. Jak mogła zapomnieć, czym to było przez te dwa lata?

Zdecydowanie, niejednokrotnie się wypaliła, jej mózg wypalił się nieźle, skoro zdołała zapomnieć coś tak cudownego, przyjemnego i w jakiś ich własny sposób właściwego… Zaskoczony uniósł głowę i intensywnie zielone oczy zawojowały z jej brązowymi.

„C-c-co?” wymamrotał z niedowierzaniem.

Pocałowała go miękko. Ale pocałunek był krótki. Naprawdę, potrzebowała chwilę odpocząć. Po wczorajszym dniu i całej nocy wystawił na próbę cierpliwość i wytrzymałość Parkera niejednokrotnie. Już zdążyła się przekonać, że najlżejszy, najniewinniejszy dotyk jest w stanie wywołać burzę na nowo, nowo i jeszcze raz nowo, aż kompletnie zapomni, co chciała powiedzieć. Ani nie będzie miała na to sił.

„Byłam strasznie niepewna…” powiodła paluszkiem po zarysie jego szczęki. Nie tylko czucie jego skóry było przyjemne, sama świadomość, że mogła to robić odtąd swobodnie, kiedy tylko zechciała, była odurzająca. I nie tylko to… dużo, dużo więcej… „Byłam dzieckiem i nikt mi nic nie powiedział…”

„Ale podstawy znałaś…” czysto alecowy uśmieszek wykwitł na jego ustach. Pstryknęła go delikatnie w nos. Czasem był typowym facetem. Bardzo typowym. „Powiedziałbym nawet, że do tego stopnia, że przez ostatnie dwa lata prześladowałaś mnie w każdym śnie… kiedy tylko zamknąłem oczy, miałem obraz twoich, mętnych…” musnął ustami jej powieki, usiłując stłumić na chwilę uśmieszek, ale nie bardzo mu się to udawało; wspomnienie było zbyt wyraźne… to nic, że czuł się wówczas najszczęśliwszym facetem na planecie, to naprawdę było nic wobec możliwości bezkarnego droczenia się z nią „Utkwionych we mnie, zanim jeszcze przyszła twoja kolej wypicia tego paskudztwa…”

Zarumieniła się po korzonki włosów.

„Aż tak bardzo było widać?” wyszeptała.

„Nieeee…” pokręcił głową z żalem na wspomnienie „Niestety. Siedziałaś przy ognisku z zamkniętymi oczami, z rozmarzonym uśmiechem i trzymałaś swoją czarkę obiema dłońmi, przez dłuższy czas nie upijając ani łyczka… wierz mi, niejeden zerkał na ciebie mimo dosyć powszechnej wiedzy o tej umowie…” zazgrzytał ze złością „Naczekałem się, ale kiedy wypiłaś… otworzyłaś oczy i spojrzałaś prosto na mnie…” skubnął lekko jej ucho, czując jak jej ciało się ożywia, a pokryte bliznami rączki znów zaczynają wędrować po jego plecach „Nie wierzyłem własnemu szczęściu, że to dzieje się naprawdę… że rzucasz się od razu na głęboką wodę… przepraszam, powinienem był wiedzieć, zorientować się, że coś nie gra, zawsze należałaś do tych skrytych i nieśmiałych, ale byłem… no dobrze, zbyt nakręcony by na to zważać.”

Mruknęła coś pod nosem, przysuwając się bliżej niego. W tej chwili ostatnie, co miała na myśli i na co zważała, to była jej nieśmiałość…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *