ETIC: przed czy po (3)

3.

Nie uważał się za jakiegoś specjalnego znawcę czy kolekcjonera kobiet, nie mógł jednak także zaprzeczyć temu, że swoje za uszami miał. Jednak w chwili, kiedy podniósł wzrok znad kontuaru i jego oczom ukazała się drobna osóbka w czerwonej sukience, spoczywająca na kanapie naprzeciwko, nie mógł powstrzymać westchnienia podziwu. I uznania.

Jezu, co za nogi. Drobne stópki przybrane w zwyczajne, płócienne teńsówki niecierpliwie stukały o posadzkę. Ten drobny ruch uwidaczniał doskonale silne, grające pod gładką, karmelową skórą mięśnie. W połowie ud niestety zaczynała się czerwona sukienka, ale to nie kończyło miłego dla oka widoku. Wręcz przeciwnie, miękka bawełna wspaniale podkreśliła łagodny łuk bioder, wąską talię… przesunął się niewygodnie na swoim fotelu. Nie zdążył nawet zobaczyć całego opakowania, a już było mu gorąco. Niedobrze.

Zerknął na drobną dłoń, spoczywającą na oparciu. Żadnego pierścionka, żadnej obrączki. Genialnie. Zerknął na nią po raz drugi, obejmując tym razem wzrokiem smukłą szyję, uwydatnioną doskonale przez coś tak prostego jak kucyk… jaka dziewczyna w dzisiejszych czasach nosiła jeszcze takie fryzury? Drobne, małe uszy… zastanowił się przez chwilę, jak by zareagowała, gdyby tak lekko przygryzł delikatny płatek ucha… odchyliłaby głowę? Zamruczała?

Rząd białych ząbków odznaczał się na dolnej wardze, kuszącej go ciemną czerwienią. Spuszczony wzrok, utkwiony w ekranie komórki. Pisała smsa. Paluszki zwinnie przemykały po małej klawiaturze, kciuk szybko przebiegał przez niewielkie podświetlone kółko. Zdusił jęk. To prawda, że mała kusiła samym swym istnieniem, ale co do diabła z nim było, że marzył na jawie, i to w dodatku w pracy?

~ * ~

Alec odrzucił przykrycie, siadając na łóżku. Przejechał dłonią po włosach we frustracji. Wciąż były lekko wilgotne od wziętego wcześniej prysznica. Zerknął na zegarek. Nie spał dłużej niż kwadrans, ale czuł się, jakby przejechało go coś naprawdę ciężkiego.

Naprawdę nie miał już siedemnastu lat. Nie był napalonym nastolatkiem, który nie potrafi przestać się ślinić na widok kawałka ładnego, ponętnego, młodego ciałka. A mimo to w chwili kiedy tylko jego wzrok miesiąc temu spoczął na Liz, dostał prawdziwej manii na jej punkcie, która zaczynała powoli przeradzać się w niebezpieczną obsesję.

Nie potrafił przestać o niej myśleć, marzyć, wstawiać do każdej, nawet najgłupszej fantazji. Może to była kwestia niezdobycia? Ale nigdy wcześniej jakoś na samą myśl o drobnych stópkach w tych przeklętych teńsówkach krew z całego ciała nie wędrowała w jedno, konkretne miejsce, doprowadzając go do szału. Albo zrobi coś konkretnego w tej sprawie, albo będzie musiał brutalnie zmienić obiekt pragnienia. Albo niech Liz walnie mu prosto z mostu, że nie jest zainteresowana. Chociaż wątpił, by go to wyleczyło… ale poprawiłoby mu samopoczucie. Wiedziałby co robić. A tak, sygnały wysyłane przez Liz…

Dobra, był zmieszany. Czuł się jak głupi, nastoletni sztubak i wcale mu to humoru nie poprawiało. Marudząc pod nosem na wspaniałonogą brunetkę, narzucił coś na siebie i wyszedł z pokoju. Musiał znaleźć swojego bliźniaka i dowiedzieć się, czy przypadkiem nie dowiedział się czegoś od tej diablicy, Nem.

~ * ~

Nem z czystą złością zamknęła kasę. Wciąż tam siedział. Nie musiała nawet zerkać przez ramię, czuła na plecach jego przeszywające spojrzenie.

Albo też na niższych partiach jej ciała.

Co ten bezczelny palant sobie myślał? Że może przychodzić tutaj i gapić się na kelnerki jak na towar do skonsumowania?

Mamrocząc pod nosem nad jedynym celem istnienia facetów, powędrowała na zaplecze, zostawiając Liz cały lokal. Zresztą, ruch był niewielki, o tej porze większość smażyła się na plaży. Dopiero wieczorami promenada zapełniała się turystami i młodzieżą, która wreszcie schodziła z plaż. Tylko pewien jeden blond uparciuch sterczał od dwóch godzin przy stoliku, najspokojniej w świecie czytając sobie gazetę sportową przy kawie.

Czytając gazetę… i ona miała niby w to uwierzyć?

Zerknęła przez niewielkie okienko. Dalej tam siedział. Mimowolnie obraz sprzed kilku dni znów przemknął przez jej głowę. Potrząsnęła głową. Im bardziej starała się wymazać z myśli ten smakowity widok, tym gorzej z nią było. Zwłaszcza jak siedział tak rozwalony na krześle, jakby całe miejsce było jego własnością. Swobodny, pewny siebie, bezczelny… Niemal graniczący z arogancją. Po prostu było coś w tym facecie, w jego zachowaniu, co sprawiało, że nie mogła się nie zastanawiać. A przeklęty obrazek nawiedzający jej myśli tylko pogarszał sprawę. Och, doskonale wiedziała teraz, co kryła ta koszulka…

Gorzej ze spodniami.

Zazgrzytała zębami. Wyglądało na to, że ten uparciuch posiadał jakieś frustrujące umysłowe zdolności, skoro bez przerwy tylko jedno było jej w głowie. Z nim. I nie potrafiła się od tego uwolnić.

Jej wzrok padł nagle na zamówienie, leżące na biurku. Zamówienie na dostawę do domu McDowellów? Zmrużyła ciekawie oczy, już czując jak mały ciekawski diabełek w niej wystawia swoje różki. Czyżby zapowiadała się impreza z lodami w roli głównej?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *